Posted on: 16 czerwca 2018 Posted by: ks. Bartek Rajewski Comments: 0

EWANGELIARZ NIEDZIELNY, 17 czerwca 2018

XI NIEDZIELA ZWYKŁA

 

Mk 4, 26-34.

Jezus mówił do tłumów: „Z królestwem Bożym dzieje się tak, jak gdyby ktoś nasienie wrzucił w ziemię. Czy śpi, czy czuwa, we dnie i w nocy, nasienie kiełkuje i rośnie, sam nie wie jak. Ziemia sama z siebie wydaje plon, najpierw źdźbło, potem kłos, a potem pełne ziarno w kłosie. Gdy zaś plon dojrzeje, zaraz zapuszcza sierp, bo pora już na żniwo”. Mówił jeszcze: „Z czym porównamy królestwo Boże lub w jakiej przypowieści je przedstawimy? Jest ono jak ziarnko gorczycy; gdy się je wsiewa w ziemię, jest najmniejsze ze wszystkich nasion na ziemi. Lecz wsiane, wyrasta i staje się większe od innych jarzyn; wypuszcza wielkie gałęzie, tak że ptaki podniebne gnieżdżą się w jego cieniu”. W wielu takich przypowieściach głosił im naukę, o ile mogli ją rozumieć. A bez przypowieści nie przemawiał do nich. Osobno zaś objaśniał wszystko swoim uczniom.

 

Na początku Mszy św. sprawowanej w rycie trydenckim, pierwszym który przyznawał się Bogu i Kościołowi („vobis fratres” – „wam, bracia”), do tego, że jest grzeszny, był prezbiter i biskup. W odpowiedzi ministranci mówili: „Niech się zmiłuje nad Tobą wszechmogący Bóg, a odpuściwszy ci grzechy twoje, niech cię doprowadzi do żywota wiecznego. Dopiero po takim rozgrzeszeniu, jakiego ministranci udzielali celebransowi, sami ministranci w imieniu Kościoła spowiadali się Bogu, i tobie Ojcze” („et tibi Pater”) i otrzymywali rozgrzeszenie. W ten sposób Kościół przypominał, że nikt z chrześcijan, bez względu na to, jaki pełni urząd czy posługę, nie może zapominać, że jest z tej samej gliny, co wszyscy inni ludzie. Myślę, że dzisiaj podobnie ten fakt wybrzmiewa w liturgii sprawowanej przez wspólnoty neokatechumenalne.

Wszyscy jesteśmy grzesznikami. Są w naszym życiu takie okresy, kiedy z Bogiem łączy nas wyjątkowo mocna więź. Ale są też takie okresy, gdy od Boga jesteśmy daleko. Co zatem robić? Św. Paweł podpowiada: „Dlatego też staramy się Jemu podobać, czy to gdy z Nim, czy gdy z daleka od Niego jesteśmy” (2 Kor, 5,9). To przypodobywanie się Bogu ma szczególny wydźwięk właśnie wtedy, gdy człowiek znajdzie się daleko od Boga i to z własnej winy. Bo być daleko od Boga to jeszcze nie największa tragedia. Być daleko od Boga i o Nim zapomnieć, to dopiero prawdziwy dramat. Zdarza się, że są w nas rozmaite trudności, mniej lub bardziej zależne od nas wewnętrzne granice, które skutecznie nas blokują i nie pozwalają powrócić do Boga. Na szczęście jednak nie powodują, że o Bogu zapominamy. Znam niemało ludzi, którzy mają w sobie ogromne pragnienie, by pojednać się z Bogiem w sakramencie pokuty, ale z powodu różnych przeszkód nie mogą otrzymać rozgrzeszenia. Mimo to, pozostają blisko Kościoła i na tyle, na ile mogą, blisko Pana Boga. Przywołana wypowiedź św. Pawła daje nam nadzieję, że i ten, kto z dala od Boga trudzi się na tej ziemi, w jakiś – Bogu tylko wiadomy sposób – trudzi się razem z Bogiem.

Wszelki dobry wysiłek i pożyteczny trud, jaki podejmujemy na tej ziemi jest budowaniem Królestwa Bożego, o którym mówi Jezus w dzisiejszej Ewangelii. To Królestwo budujemy zwyczajnie, troszcząc się o dobro i miłość pomiędzy nami, niezależnie nawet od naszych przekonań religijnych czy wyznawanych filozofii życia. Czy chcemy, czy nie chcemy Królestwo Boże wzrasta, a podłożem wzrostu jest gleba naszych serc. Oczywiście, większa odpowiedzialność spoczywa tutaj na Kościele i chrześcijanach. W Kościele bowiem i w życiu chrześcijan, Królestwo Boże powinno najbardziej się objawiać. Wszak Kościół i chrześcijanie są tymi, którzy mają dawać nadzieję tam, gdzie jej brak.

Czasami, gdy patrzę na moje życie, na Kościół, na parafię, za którą jestem odpowiedzialny, popadam w pesymizm. Dzisiaj jednak Bóg uświadamia mi, że jedyne, co powinienem robić, to po prostu wierzyć, że ziarno zakiełkuje nawet tam, gdzie po ludzku nie powinno nic wyrosnąć, nawet w najbardziej bezpłodnym ludzkim sercu. Nie wymaga się ode mnie wymyślania kolejnych projektów i aktywności duszpasterskich. Wystarczy, jeśli nie będę hamował inicjatyw rodzących się w głowach innych ludzi, nawet tych, którzy choć daleko od Boga, to jednak starają się Mu przypodobać. Oni też służą królowaniu Boga i ich małe ziarno też chce rosnąć. Tym, kto daje wzrost, jest sam Bóg. On „poniża drzewo wysokie, drzewo niskie wywyższa. Sprawia, że drzewo zielone usycha i zieloność daje drzewu suchemu” (por. Ez 17,24). Sporo na tym świecie zależy od nas, ale naprawdę wszystko zależy od Boga. Warto o tym pamiętać także wtedy, gdy ogarnia nas frustracja czy przygnębienie, że wciąż jesteśmy grzeszni i słabi, a nasze działania są dalekie od doskonałości. Bo choć wszyscy jesteśmy grzesznikami, to jednak nawet wtedy, gdy z dala od Boga trudzimy się na tej ziemi, w jakiś – Bogu tylko wiadomy sposób – trudzimy się razem z Bogiem. Nie traćmy nadziei!

comments