Tomasz Sekielski nie uderzył w Kościół. To Kościół uderzył sam w siebie. Najbardziej zaskakuje fakt, że biskupi, którzy odmówili udziału w produkcji ze względu „na brak bezstronności”, dziś dziękują reżyserowi za rzetelny dokument.

Ofiary księży zyskały przestrzeń do tego, żeby opowiedzieć swoje historie. A my zyskaliśmy przestrzeń do tego, żeby móc uświadomić sobie jak wielką traumę te osoby przeszły i nadal przechodzą. Film dokumentalny o pedofilii w polskim Kościele nie jest ideologiczny ani napastliwy. Jest dramatycznym wyznaniem osób, które w dzieciństwie zostały skrzywdzone.

Episkopat dziękuje Tomaszowi Sekielskiemu za film

 Film „Tylko nie mów nikomu” wbrew oczekiwaniom części hierarchów nie okazał się ślepym atakiem na Kościół. Nie ma w nim chęci zaszkodzenia Kościołowi, której spodziewali się biskupi, odmawiając komentowania i udziału w produkcji. Fakt, że dokument okazał się rzetelny, najwyraźniej zaskoczył Polski Episkopat, który z początku nie chciał w żaden sposób odnosić się do dziennikarskich poczynań Tomasza Sekielskiego, a już po samej premierze ustami abp. Stanisława Gądeckiego uznał, że „film przyczyni się do jeszcze surowszego potępienia przestępstwa pedofilii, na które nie może być miejsca w Kościele”.

– Ze wzruszeniem i smutkiem obejrzałem dzisiaj film pana Sekielskiego, za który pragnę podziękować reżyserowi. W przeważającej części tenor tego filmu zgadza się z moimi doświadczeniami, jakie wyniosłem z wielu rozmów przeprowadzonych z pokrzywdzonymi. Jestem przekonany, że także ten film przyczyni się do jeszcze dokładniejszego przestrzegania wytycznych dotyczących ochrony dzieci i młodzieży w Kościele, jak i do wprowadzenia w życie zasad prewencji w każdej diecezji przez wszystkich księży biskupów – napisał w oświadczeniu Przewodniczący KEP.

Zmiana retoryki

Chcę wierzyć, że słowa podziękowania za film są szczere, choć trzeba zauważyć, że słabo korespondują one z tym, jakie stanowisko i retorykę przyjęto na marcowej konferencji prasowej KEP. Dowiedzieliśmy się wówczas, że hasło „pedofilia w Kościele” jest zabiegiem ideologicznym, mającym na celu uderzenie w Kościół i pozbawienie go społecznego autorytetu. Minęły dwa miesiące i stanowiska hierarchów są już inne. – W imieniu całej Konferencji Episkopatu pragnę jak najmocniej przeprosić wszystkie osoby pokrzywdzone. Zdaję sobie sprawę z tego, że nic nie jest w stanie wynagrodzić im krzywd, jakich doznali. (…) Niektóre sprawy ukazane w filmie były już znane, inne nieznane. Te znane trzeba raz jeszcze dokładnie przeanalizować, w przypadku nieznanych należy rozpocząć procesy tak, aby dobro pokrzywdzonych było chronione przede wszystkim i nade wszystko – czytamy dalej w oświadczeniu abp. Stanisława Gądeckiego.

Widać tu radykalną zmianę, przejście od postawy obrony przed atakami (często słusznymi) do postawy wzięcia współodpowiedzialności. Na razie, to jednak tylko słowa, a wszyscy, którzy zostali skrzywdzeni przez księży, oczekują działań. Niestety często zamiast wysłuchania, rzetelnej, profesjonalnej pomocy i wszczęcia procedur spotykają na swojej drodze zamknięte drzwi biskupich pałaców. To musi boleć. Bo o ile można zrozumieć fakt, że w każdym środowisku znajdują się czarne owce, to jednak dużo ciężej znieść postawę milczącego przyzwolenia, braku działania, czy stawania po stronie nie ofiar, a sprawców tylko dlaczego, że noszą pod szyją koloratkę.

Czy Kościół się zmieni?

Można się zastanawiać, czy film Tomasza Sekielskiego zmieni polski Kościół. Jest za wcześnie, aby przyznawać mu aż tak znaczącą rolę choć przez 24 godziny obejrzało go 2,5 mln osób, ale z pewnością można powiedzieć, że jest ważną częścią procesów, które nieodwołalnie ruszyły. Pewne tabu zostało przełamane nie tylko w Kościele, ale i w społeczeństwie. Nadużycia wobec dzieci zdarzają się przecież także w innych grupach zawodowych, a nawet i w rodzinach. Dobrze, że zaczyna się o tym mówić i podejmować działania na rzecz ochrony nieletnich. A za bezpieczeństwo dzieci współodpowiedzialni są wszyscy, do których dochodzą niepokojące sygnały. Film może nas uwrażliwić na to, jak ważne jest reagowanie na każde podejrzenie.

Ci, którzy obawiali się, że film Sekielskiego obrzydzi ludziom Kościół nie mieli racji. Dokument jest przygotowany rzetelnie i bez antyklerykalnej narracji. To, co może obrzydzić Kościół to jego własne winy i zaniedbania. Liczne przesłania papieża Franciszka powinny być dla nas jasną wskazówką, że to nie nagłaśnianie nadużyć przez media nadszarpuje wizerunek Kościoła, ale sam fakt, że do nich dochodzi. Jedyną drogą wyjścia jest transparentne i pokorne rozliczenie się z tego problemu.

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.