Posted on: 25 października 2018 Posted by: Paweł Stachowiak Comments: 2

Chciałbym jeszcze na chwilę wrócić do filmu „Kler”. Wciąż myślę nad tym jaki jest jego najważniejszy przekaz, co mówi nam o naszych braciach – kapłanach, którzy „aemulamini charismata meliora”, „posiadają większe dary łaski” (Kor I 12.31). Większe dary a zatem większe zobowiązania, większą odpowiedzialność, więcej zobowiązań.

Nigdy do końca nie przekonywało mnie twierdzenie, iż księża, „z ludu wzięci”, powinni być oceniani tak jak inni członkowie chrześcijańskiej wspólnoty. Oni nie są jak każdy, oni zostali wyposażeni w szczególne charyzmaty i są wobec tego odpowiedzialni bardziej niż inni synowie Kościoła. To jest wielki ciężar, jeśli ksiądz poważnie traktuje swe powołanie, staje wobec miażdżącego w swej wadze wyzwania. Nie może rozdzielić życia prywatnego od zawodowego, winien być nie funkcjonariuszem, ale świadkiem, nie ma życia prywatnego, w którym może oderwać się od misji publicznej, odpocząć od powinności świadectwa. Winien potwierdzać swym życiem to co głosi z wysokości ambony. Nie jest łatwo być księdzem, jeśli chce się być nim naprawdę.

On nie ma gdzie odpocząć, on nie ma sfery własnej, w której może się zamknąć, otoczyć murem prywatności, oczekuje się aby był integralny, zachowywał absolutną spójność życia prywatnego i działalności publicznej. Dziękuję Panu, że nie wezwał mnie do takiej służby, bo jest ciężka, niemal ponad ludzką miarę. Kapłani, którzy potrafią zachować wymogi stawiane im przez Kościół są dla mnie ludźmi godnymi wielkiego podziwu.

Wcale mnie nie dziwi ani gorszy, iż tak wielu z nich nie daje rady sprostać, że dobrze wypełniając obowiązki duszpasterskie, prowadząc ludzi ku Panu, ulegają ludzkim potrzebom: bliskości, czułości, zaopiekowania. Nikt nie ma prawa ich osądzać. Drogą kapłana jest bowiem samotność, wyobcowanie, puste wieczory i noce, które nie zawsze da się wypełnić modlitwą, nie każdy jest przecież w stanie zastąpić brak bliskości z innym człowiekiem poczuciem bliskości z Bogiem.

„Kler” jest dla mnie głosem w debacie o celibacie, o wymogu bezżenności dla kapłanów Kościoła. Dylemat nie jest prosty,  każdy kto chciałby go ująć w jednoznacznym wymiarze, błądzi. Zadajmy sobie jednak pytanie, czy byłoby tyle gorszących faktów i zjawisk w sferze relacji duchownych i młodzieży, gdyby księża mogli jawnie i legalnie wieść życie rodzinne, tak jak ich współbracia z innych Kościołów chrześcijańskich? Nie potrafię, brak mi kompetencji aby wypowiadać się odpowiedzialnie w kwestiach doktrynalnych, jednak intuicja wiary szepcze mi do ucha pytanie: „gdzie jest granica, rubikon, rozgraniczająca sfery ortodoksji i herezji”? Czy możliwość prowadzenia przez duchownych życia rodzinnego, podążania za problemami swych małżonków i dzieci, współczucia z powierzonymi ich opiece wiernymi nie uwrażliwiałaby na wyzwania, przed którymi stają ich wierni. Tu nie ma prostej recepty, jednoznacznego rozwiązania, ale przecież nie można odmówić prawa do stawiania pytań. Najważniejsze z nich brzmi zaś: czy patologia pokazania w „Klerze” nie jest konsekwencją zasady bezżenności kapłanów? Nie jestem naiwny, rezygnacja z celibatu nie jest panaceum na schorzenia trapiące wspólnotę wierzących, ale cóż stoi na przeszkodzie abyśmy, powodowani dobrem Kościoła, nie stawiali dziś pytania o potrzebę i sens samotności kapłanów. My, wychodząc z kina, wrócimy do naszych rodzin, pozostając pod wrażeniem patologii ukazanych sugestywną narracją Smarzowskiego. Oni pozostaną w zaciszu samotnych pokojów wikariuszy i plebanii proboszczów, gdzie po odmówieniu brewiarza niewiele pozostanie do zrobienia.

Tak, wiem, kapłaństwo to poświęcenie dla innych, oddanie siebie bez ograniczeń, ojcostwo, podobne do tego, które rozpoznajemy w ofierze Chrystusa. Czy wszyscy są jednak gotowi do takiego heroizmu, świadomego i odpowiedzialnego przyjęcia życiowych konsekwencji samotności, pustych wieczorów i chłodnych poranków gdy nikt nie mówi serdecznych słów, i nie czyni czułych gestów? Idealizm młodości, porywy serca powodowanmaego chęcią ofiary, wiodą wielu ku praktycznej realizacji słów „Barki”: „Panie, to Ty na mnie spojrzałeś, Twoje usta dziś wyrzekły me imię. Swoją barkę pozostawiam na brzegu, Razem z Tobą nowy zacznę dziś łów.” Sam Jan Paweł II mówił o tej piosence: „Miałem ją w uszach, kiedy słyszałem wyrok konklawe”. Decyzja młodego człowieka zostaje jednak skonfrontowana z prozą codziennej egzystencji, chwilami gdy nie ma się do kogo odezwać, gdy nie wystarcza bliskość Boga bo ciało i dusza pragną cielesnej bliskości drugiej ludzkiej istoty. Jakże potępić tych, którzy ulegli takiej potrzebie, jakże powiedzieć: przyrzekałeś, musisz dotrzymać?

„Kler” jest właśnie o tym, o głęboko ludzkiej konfrontacji idealistycznych porywów i prozaicznej rzeczywistości samotnych nocy i dni. Czy stawiane młodych ludzi, pozbawionych doświadczeń, skłonnych do emocjonalnych porywów, wobec konieczności podejmowania decyzji, których konsekwencji nie mogą być w pełni świadomi, nie jest przypadkiem hazardem, lekkomyślnym założeniem, wyzwaniem skrajnie trudnym do realizacji? Im więcej czasu mija od dnia gdy obejrzałem film Smarzowskiego, tym bardziej jestem przekonany, że jest to rzecz o samotności, trudnej rzeczywistości, właściwej dla niewielu, sprzecznej z naszą naturą, wiodącą do frustracji, jeśli zostanie przyjęta bez głębokiej refleksji. To również wyzwanie dla nas – świeckich, abyśmy naszych braci – księży nie zostawiali samych, abyśmy nie popychali ich ku patologiom, którym sprzyja ich codzienna egzystencja. „Z czego się śmiejecie? z siebie samych się śmiejecie!”, brzmią ostatnie słowa „Rewizora” Gogola. Pamiętajmy o nich gdy oglądamy „Kler”.

comments

2 People reacted on this

  1. Zgadzam się, że księża to wyjątkowy „zawód”, bo nie zawód tylko posłannictwo i jeśli ktoś znalazł się tam przez pomyłkę to nie nasze oczekiwania powinny być zmienione…
    Każdy życiowy wybór niesie za sobą jakieś konsekwencje i następstwa, jeśli go dokonujemy możemy nie być zadowoleni, możemy go zmienić ale nie możemy mieć żalu że jest jak jest. Tak, oczekuję innego zachowania od księży wobec świata i ludzi, tak jak oczekuje pewnych zachować od matek względem dzieci, nauczycieli względem uczniów, lekarzy względem chorych. Odpowiedzialność wyboru jest wpisana w nasze życie. Nic odkrywczego…, a jednak.
    Czy rzeczywiście ciepełko rodzinne zrobiłoby księży lepszych duchownymi, nie wiem. Nie robi lepszych adwokatów, lekarzy, polityków,
    Patologie są patologiami i ten film podobno je pokazuje. Piszę podobno, bo nie byłam i nie wybieram się. Zastanawiam sie co nowego móglby wnieść w moje życie. Był mój mąż, zdecydowany anty-klerykał i powiedział że to karykatura tak przejaskrawiona, że nie daje poczucia wiarygodności. Sztuka ma swoje prawa, sięga po wyrazy ekstremalne i z tym nie nalerzy polemizować. Za to warto z tym, czemu służy. Słucham o tej fali ”wbitych w fortel” „przecierających oczy” zszokowanych, oburzonych i współczujących. Znowu coś gra na naszych emocjach, gdy one już i tak są rozchwiane rzeczywistością. W niej musimy się zmierzyć z problemami i informacjami, zdarzeniami i ona woła o nasze reakcje, nic już prawie nie ukrywając. A jeśli komuś potrzebny jest jeszcze ”Kler”, to niech oczywiście idzie.

  2. Myślenie w kategoriach szczególnego powołania jakim są obdarzeni księża prowadzi nieuchronnie do etyki dwóch poziomów, która nie ma uzasadnienia biblijnego i po SWII została przezwyciężona. Księża nie są powołani do samotności, ale do wspólnoty. Samotność jest trochę na własne życzenie, trochę skutkiem klerykalizmu (kastowości), trochę skutkiem modelu prezbiteratu (celibat) i funkcjonowania parafii. Można na problem spojrzeć inaczej: wyróżnieniem jest powołanie do wiary i chrzest. Kapłaństwo (lepiej prezbiterat), (tak jak małżeństwo) to szczególna forma realizowania powołania. Księża ku temu mają super warunki, mogą poświęcić się tylko jednemu. Kościół tworzy takie szczególne-uprzywilejowane warunki tylko dla księży. Każdy z nas, na co dzień, konfrontuje swoje powołanie chrześcijańskie-ideały z prozą życia. Czy jesteśmy gotowi do tego heroizmu – nie! Nie ustawiam się w kolejce do rzucania kamieniami, z oczywistych względów, potrzebne jest miłosierdzie, ludzka wyrozumiałość ale nie rozczulanie się nad biednymi, samotnymi …… Patologia pozostanie patologią.

Leave a Comment