Posted on: 9 kwietnia 2017 Posted by: ks. Bartek Rajewski Comments: 0

bartek_rajewskiNiedziela Męki Pańskiej
I CZYTANIE: Iz 50,4-7. II CZYTANIE: Flp 2,6-11. EWANGELIA: Mt 26,14-27,66.

Gdy przyszli na miejsce zwane Golgotą, to znaczy Miejsce Czaszki, dali Mu pić wino zaprawione goryczą. Skosztował, ale nie chciał pić. Gdy go ukrzyżowali, rozdzielili między siebie Jego szaty, rzucając o nie losy. I siedząc, tam Go pilnowali. Nad głową Jego umieścili napis z podaniem Jego winy: To jest Jezus, ról żydowski. Wtedy też ukrzyżowano z Nim dwóch złoczyńców, jednego po prawej, drugiego po lewej stronie. Wyszydzenie na krzyżu. Ci zaś, którzy przechodzili obok, przeklinali Go i potrząsali głowami, mówiąc: «Ty, który burzysz przybytek i w trzech dniach go odbudowujesz, cal sam siebie; jeśli jesteś Synem Bożym, zejdź z krzyża». Podobnie arcykapłani z uczonymi w Piśmie i starszymi, szydząc, powtarzali: «Innych wybawiał, siebie nie noże wybawić. Jest królem Izraela: niechże teraz zejdzie krzyża, a uwierzymy w Niego. Zaufał Bogu: niechże Go teraz wybawi, jeśli Go miłuje. Przecież powiedział: Jestem Synem Bożym». Tak samo lżyli Go i złoczyńcy, którzy byli z Nim krzyżowani.

Od godziny szóstej mrok ogarnął całą ziemię aż do godziny dziewiątej. Około godziny dziewiątej Jezus zawołał donośnym głosem: «Elí, Elí, Lemá sabachtáni?». To znaczy: «Boże mój, loże mój, czemuś Mnie opuścił?». Słysząc to, niektórzy ze stojących tam mówili: «On Eliasza woła». Zaraz też eden z nich pobiegł i wziąwszy gąbkę, napełnił ją octem, ułożył na trzcinę i dawał Mu pić. Lecz inni mówili: «Poczekaj zobaczymy, czy przyjdzie Eliasz, aby Go wybawić». A Jezus raz jeszcze zawołał donośnym głosem i wyzionął ducha.

„Kiedy wszedłem do szpitala zobaczyłem wiele okropnych scen. Ludzie się dusili, byli poparzeni. Widziałem martwe dzieci. Była też cała rodzina: matka z trójką dzieci. Wszyscy martwi” – relacjonował to, co zobaczył po ataku chemicznym w syryjskiej miejscowości Chan Szajchun lekarz Feras Al Jundi. We wtorek w Syrii doszło do ataku chemicznego. Według najnowszych informacji zginęło 86 osób, w tym 30 dzieci.

W Niedzielę Palmową wsłuchujemy się w opis Męki Pańskiej. Słyszymy Jezusa, który krzyczy z wysokości krzyża: „Elí, Elí, Lemá sabachtáni?” – „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?”. Zastanawiam się jednak, czy rzeczywiście słyszymy? Przecież wołanie Ukrzyżowanego wciąż się rozlega. Jest to krzyk opuszczonego człowieka, krzyk człowieka przeżywającego rozdzierający dramat.

„Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?” – te słowa każdego dnia wykrzykują miliony ludzkich istnień na całym świecie: okrutnie mordowane syryjskie dzieci; kończący w Morzu Śródziemnym swą ziemską pielgrzymkę uchodźcy; żony walczących w Donbasie ukraińskich żołnierzy; umierający z głodu, terroryzowani mieszkańcy wielu afrykańskich państw; ofiary zamachów terrorystycznych w Paryżu, Nicei, Brukseli, Berlinie, Londynie, St. Petersburgu, Sztokholmie i wielu innych miejscach na świecie; poszkodowani mieszkańcy Świebodzic, którzy stracili nie tylko dom, ale przede wszystkim bliskich, sąsiadów i przyjaciół. „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?” – to krzyk dzieci Bożych, który unosi się dzisiaj nad światem bardziej, niż kiedykolwiek wcześniej. Nasz świat staje się bowiem swoistą Golgotą, miejscem kaźni naszych sióstr i braci, na których wołanie pozostajemy głusi. Czym więc różnimy się my – ludzie żyjący w XXI wieku, chrześcijanie – od stojących na Krzyżowej Drodze obserwatorów Męki i Śmierci Chrystusa? Odpowiedź jest zatrważająca: często nie różnimy się niczym!

Trzeba jednak natychmiast dodać, że nasza głuchota nie dotyczy tylko sytuacji globalnych, z którymi na co dzień bezpośrednio się nie stykamy, a których doświadczamy jedynie za pośrednictwem mediów. Ta głuchota dotyczy także wielu sytuacji naszej codzienności, kiedy to nasi bliscy, z którymi żyjemy pod jednym dachem, zrozpaczeni krzyczą „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?”. Tu także bardzo często pozostajemy głusi, albo po prostu udajemy, że nie słyszymy. Nie słyszymy krzyku opuszczonych żon, zdradzanych mężów, okradzionych z miłości dzieci, pogrążonych w depresji sąsiadów, zżeranych przez nowotwory przyjaciół, skazanych na samotność znajomych… Nie słyszymy ich rozdzierającego serce wołania: „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?”.

Jezus naprawdę został opuszczony: przez uczniów, przyjaciół, przez swój naród. Jakże często to właśnie my jesteśmy tymi, którzy opuszczają potrzebujących pomocy. Wolimy pomagać „na odległość”, by przypadkiem nie pobrudzić sobie rąk. Wtedy na Golgocie wołanie Jezusa słyszeli tylko Ci, którzy byli najbliżej Niego, a więc ci, którzy Go nie opuścili. Problem naszej głuchoty i braku wrażliwości to przede wszystkim problem naszego oddalenia od Jezusa. Współczesna kultura dobrobytu zaprasza nas do zawodów w wyścigu po sukces absolutny. Chcemy przeżyć całe życie pięknie, przechodzić od sukcesu do sukcesu, zapominając, że obok nas żyją ludzie pogrążeni w ciemności, których już dawno przestaliśmy słuchać. Jest w tym wszystkim jednak także dobra nowina. Doświadczenie opuszczenia nie musi oznaczać rozpaczy. Jezus trwa przy Ojcu i nawet w tak tragicznej chwili nie woła „Gdzie jesteś, Boże?!”, ale: „Mój Boże!”. Bo Bóg nigdy nas nie opuszcza. To my opuszczamy Boga i naszych bliźnich. Warto o tym pomyśleć w Niedzielę Palmową. Warto o tym pomyśleć w Wielkim Tygodniu.

comments

Leave a Comment