Posted on: 14 listopada 2015 Posted by: Justyna Nowicka Comments: 0

XXXIII Niedziela Zwykła
Mk 13,24-32

„W owe dni, po wielkim ucisku słońce się zaćmi i księżyc nie da swego blasku. Gwiazdy będą padać z nieba i moce na niebie zostaną wstrząśnięte.

Wówczas ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego w obłokach z wielką mocą i chwałą. Wtedy pośle On aniołów i zbierze swoich wybranych z czterech stron świata, od krańca ziemi aż do szczytu nieba.

A od drzewa figowego uczcie się przez podobieństwo. Kiedy już jego gałąź nabiera soków i wypuszcza liście, poznajecie, że blisko jest lato. Tak i wy, gdy ujrzycie, że to się dzieje, wiedzcie, że blisko jest, we drzwiach.

Zaprawdę powiadam wam: Nie przeminie to pokolenie, aż się to wszystko stanie. Niebo i ziemia przeminą, ale moje słowa nie przeminą. Lecz o dniu owym lub godzinie nikt nie wie, ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko Ojciec”.

Prześladowania, gwiazdy spadające z nieba, trzęsienia ziemi… Czy święty Marek umieścił apokalipsę w Ewangelii? To prawda, odnajdujemy u Marka elementy apokaliptyczne: wojny, rozruchy, trzęsienia ziemi, katastrofy kosmiczne, głód, spadające gwiazdy. Ale nie są to elementy dominujące. Służą raczej jako tło dla podkreślenia konieczności czuwania w kontekście mającej nadejść paruzji. Autor nie dąży do odsłonięcia jakiejś zakrytej rzeczywistości, nie ma jakiejś wizji końca świata, ale odczytuje teraźniejszość na podstawie przeszłości i w ten sposób daje poczucie bezpieczeństwa. Dlatego mówimy o ewangelii eschatologicznej.

Ale kiedy powróci i jak? Jak mawiał jeden z moich profesorów na studiach: na to pytanie odpowiadamy – nie wiemy. Znaki są liczne, ale są też niejasne, jakby ukryte w biegu historii. Trzeba pozostać czujnym, czuwającym, by je dostrzec i odczytać w świetle słów Chrystusa. Czasownik użyty, przez Ewangelistę to ‘agrypneo’, który w dosłownym tłumaczeniu oznacza bycie bezsennym, czujnym, kimś kto już się przebudził i już uczestniczy w dniu, pomimo, że trwa jeszcze noc. Oznacza to, że powinniśmy nabyć umiejętność kontemplowania Jezusa, który ma nadejść, ale bez zamykania oczu na rzeczywistość, w której żyjemy.

Ojciec Pelanowski proponuje, żeby fragment 13, 24-26 odczytać symbolicznie. Słońce w symbolice biblijnej oznacza Chrystusa, księżyc Kościół lub Maryję, gwiazdy to apostołowie i ich następcy. Czas powrotu byłby wiec momentem, kiedy będziemy mówić o „śmierci Boga”, kult Maryi i sam sens istnienia Kościoła będzie podważony, autentyczni głosiciele Słowa zostaną zepchnięci na margines społeczeństw. Chrześcijaństwo zostanie głupstwem i niedorzecznością, a krzyż będzie znakiem, którego ludzie będą się wstydzić.

Talmud mówi, że Syn Człowieczy powróci, kiedy świat będzie już całkowicie zepsuty, całkowicie winny, bo wtedy wszystko będzie zależało już tylko od łaski Boga. Wydaje się, że dopiero, kiedy ludzkość przerazi się skutkami swoich zbrodni i niemożnością ich odwrócenia, kiedy narody będą bezradne, kiedy w świątyniach nie będzie czczony Bóg, ale idole, kiedy zaniknie poczucie grzechu, wtedy przybędzie Chrystus, by wyciągnąć rękę jak do tonącego Piotra. Jeśli potraktować Świątynię Jerozolimską jako figurę Kościoła, Budowli z Żywych Kamieni, którą tworzymy, to jej zburzenie, próba zniszczenia Kościoła przez wrogie siły, moment największego zagrożenia dla Kościoła jest jednocześnie zapowiedzią powrotu Chrystusa. Pan jednym słowem zniszczy to, co stworzy Antychryst, by wprowadzić chaos i bunt przeciwko Bogu i ludzkości.

Ewangelista pisze swój tekst wkrótce po prześladowaniach za Nerona. Świątynia i cała Jerozolima została zburzona przez Tytusa w 70 roku po Chrystusie. Spełniają się więc słowa zapisane przez Marka. W takiej – wydawałoby się beznadziejnej sytuacji – Marek podkreśla triumf Chrystusa. To pokonany, upokorzony Syn Człowieczy ukazuje się w chwale. W tym chrześcijanie mogę odnaleźć dla siebie nadzieję i odwagę – mogą podzielić los swojego Mistrza, samego Boga. A jednocześnie zyskują pewność, że On ingeruje w losy swojego Ludu, że nie zostawia go samego. I że powróci.

To prawda, że wiele razy w historii były już wojny, pandemie, głód, klęski żywiołowe, prześladowania, upadek wartości, zbrodnie. Ale jakoś trudno, może zwłaszcza w kontekście ostatnich zamachów terrorystycznych w Paryżu, eskalacji wielu konfliktów międzynarodowych, jednocześnie (nie będę odkrywcza) upadku wartości, banalizacji Boga albo pokładania ufności w tysiącach innych rzeczy… Czy będziemy potrafili jeszcze zawołać: Panie, ratuj? Oczywiście nie musimy na tej podstawie sądzić, że paruzja nastąpi za tydzień. Ale w sumie, dlaczego nie?

comments

Leave a Comment