Posted on: 16 maja 2017 Posted by: Paweł Stachowiak Comments: 0

stachowiakBiskupi polscy ogłosili dokument „chrześcijański kształt patriotyzmu”. To tekst wielkiej wagi, o charakterze w niektórych fragmentach wręcz przełomowym. Chciałbym zwrócić uwagę na pewien jego wątek, który nie został dotąd dostrzeżony. Idzie o sposób definiowania polskości, o to kto winien być nazywany Polakiem. Są w pewnym uproszczeniu dwa sposoby rozumienia pojęcia narodu: naród rozumiany jako wspólnota etniczna, połączona więzami pochodzenia, krwi i naród – wspólnota obywatelska, przekraczająca granice etniczne, konstytuowana przez kulturę i przywiązanie do państwa. Większość z nas rozumie dziś polskość na sposób etniczny, zapewne niewielu byłoby skłonnych nazwać obywateli polskich narodowości niemieckiej, ukraińskiej lub żydowskiej – Polakami. Patriotyzm jest utożsamiany raczej z apologią  narodu etnicznego aniżeli z państwem integrującym obywateli różnych pod względem religii, języka i obyczaju. Jesteśmy wnukami Romana Dmowskiego bo to on właśnie był inspiratorem takiego, nacjonalistycznego rozumienia tożsamości narodowej. Kościół polski zdawał się dotąd podążać raczej szlakiem patriotyzmu etnicznego, utożsamiając się z hasłem „Polak – katolik”. Mówił o tym jasno kard. Stefan Wyszyński podczas obchodów tysiąclecia chrztu Polski: „Polska w ogromnym, przeważającym procencie jest narodem jednej wiary! Niemała to rzecz! Jest to wielka wartość, nie tylko religijna, ale moralna, społeczna a nawet polityczna i kulturalna! Naród jednego języka, jednej kultury, jednej wiary, jednej moralności to wielka rzecz. Jest się czym pochwalić i z czego być dumnym”.

Dlatego szokiem dla wielu były słowa Jana Pawła II zapisane w „Pamięci o tożsamości”. Wspominał tam swoich żydowskich kolegów i podkreślał ich gorący polski patriotyzm oraz konstatował: „polskość to w gruncie rzeczy wielość i pluralizm, a nie ciasnota i zamknięcie. Wydaje się jednak, że ten „jagielloński” wymiar polskości przestał być, niestety, w naszych czasach czymś oczywistym”. Kluczowe jest tu oczywiście słowo „niestety”. Papież, zupełnie inaczej niż Prymas, uważa obywatelsko – kulturową definicję narodu za bogatszą i boleje nad jej zanikiem.

Dziś biskupi polscy przywołują w swym tekście te właśnie myśli Jana Pawła II i konkretyzują je w bardzo klarowny sposób: „ukształtował się w polskiej kulturze model patriotyzmu gościnnego, włączającego, inspirującego się najlepszym dorobkiem sąsiadów i całej chrześcijańskiej, europejskiej kultury. Patriotyzmu, dzięki któremu Polakami stawali się ci, którzy Polakami zostać chcieli, bez względu na swoje pochodzenie czy pochodzenie ich przodków.” Kolejne słowa są jeszcze bardziej wymowne: „obok katolickiej większości, dobrze służyli naszej wspólnej ojczyźnie i nadal jej służą Polacy prawosławni i protestanci, a także wyznający judaizm, islam i inne wyznania oraz ci, którzy nie odnajdują się w żadnej tradycji religijnej. […] Dlatego też współczesny polski patriotyzm, pamiętając o wkładzie, jaki wnosi doń katolicyzm i polska tradycja, zawsze winien żywić szacunek i poczucie wspólnoty wobec wszystkich obywateli, bez względu na ich wyznanie czy pochodzenie, dla których polskość i patriotyzm są wyborem moralnym i kulturowym”.

Cytowane powyżej fragmenty dokumentu biskupów są zaiste rewolucyjne. Po raz pierwszy tak jasno i bez żadnych zastrzeżeń Kościół w Polsce odwraca się od dominującego tonu swej dotychczasowej narracji. Polskość pojmowana jako akt „kulturowego i moralnego wyboru”, polskość wyznawców prawosławia i judaizmu, polskość „gościnna” to coś diametralnie różnego od polskości definiowanej w kategoriach etniczno – wyznaniowej jedności. Wracamy w ten sposób do owej „jagiellońskiej” polskości, do znanej nam z czasów dawnej Rzeczpospolitej świadomości, że można być: „gente Ruthenus, Lithuanus, Judaeus”, ale „natione Polonus”, rodem Rusinem, Litwinem albo Żydem, ale narodem Polakiem. Jest to wizja tak różna od poglądów większości polskich katolików, że obawiać się można, iż nie przebije się ona do ich świadomości. Już dziś widać, że słowa biskupów są przekazywane wybiórczo w sposób, który stępia ich jednoznaczna wymowę. Szkoda, że główne wątki dokumentu nie zostały ujęte w postaci napisanego prostym i konkretnym językiem listu pasterskiego, który byłby czytany w naszych świątyniach. Polscy katolicy potrzebują bowiem tego aby uświadomić im, że ich współobywatele wywodzący się z innych tradycji religijnych i etnicznych mogą i powinni być nazywani Polakami.

Dokument „chrześcijański kształt patriotyzmu” ma wielką wagę właśnie dla Kościoła w Polsce, Kościoła rozumianego jako wspólnota wierzących. Badania opinii publicznej dowodzą bowiem, ze osoby deklarujące przywiązanie do wiary i Kościoła maja większe niż przeciętna problemy z akceptacją ludzi odmiennych kultur. Wedle opublikowanych niedawno danych osoby najczęściej uczestniczące w praktykach religijnych są jednocześnie najbardziej przeciwne przyjmowaniu uchodźców z krajów objętych konfliktami zbrojnymi, jest ich aż 86%. Można domniemywać, że właśnie te osoby mogą mieć największe problemy z akceptacją przesłania zawartego w słowach biskupów. Trudno zatem nie wyrazić podziwu dla autorów i sygnatariuszy dokumentu. Uczynili bowiem coś co było udziałem ich wielkich poprzedników sprzed półwiecza. Wówczas biskupi polscy zwrócili się do biskupów niemieckich z wielkodusznymi słowami „przebaczamy i prosimy o przebaczenie”, mimo iż większość Polaków nie była na to gotowa. W imię chrześcijańskich, ewangelicznych zasad narazili się na konflikt z własnymi wiernymi. Efekty tej odwagi okazały się być jednak błogosławione. Miejmy nadzieję, że podobnie będzie i teraz.

comments

Leave a Comment