Posted on: 5 lutego 2013 Posted by: Józefa Hennelowa Comments: 0

Pytanie sprzed trzech tygodni – zapisane w komentarzu z 16 stycznia – które próbowałam ocenić: czy moralne jest roztrząsanie słuszności lub niesłuszności czyichś żądań otrzymania nagrody za prześladowania polityczne (casus Zbigniew Romaszewski), poruszyło szerokie kręgi opinii. Zgadzam się w stu procentach z ojcem Maciejem Ziębą OP, który w tekście „Wolność nie może uderzać w słabych” opublikowanym niedawno w „Gazecie Wyborczej” (2-3 lutego 2013), przekonuje, że nie tylko zawiść może powodować krytyczną ocenę tych, którzy wystawiają rachunek własnemu państwu za to, co dla niego zrobili lub wycierpieli. Ale warto chyba być powściągliwym, bo naprawdę łatwo zapomina się o tych przywilejach, które i nam się trafiają, a które obiegowo już dawno temu nazwane zostały prawami nabytymi.

Wyznaję szczerze, że głęboko zgorszyli mnie związkowcy rolnicy, którzy w proteście przeciw sprzedawaniu ziemi cudzoziemcom po prostu blokowali drogi ciągnikami przez długie godziny zupełnie niewinnym współobywatelom. Nie potrafię czuć się solidarna z Solidarnością PKP na Śląsku, gdzie w obronie własnych przywilejów pasażerom przez dwie godziny nie pozwolono nigdzie dojechać. Już nie mówię o zapowiadanym z tych samych racji strajku generalnym kolei w całej Polsce. Czym w takim razie różni się Solidarność od roszczeniowych związków zawodowych w innych krajach? Po co dotąd wymachuje poparciem Jana Pawła II, który przecież nauczał: „solidarność to nigdy jeden przeciw drugiemu”?

„Nam się należy” – to hasło, które słychać najczęściej i jest w nim tyleż racji sprawiedliwej, co bezwzględnego samolubstwa grupowego albo wręcz jednostkowego. Zgadzam się w stu procentach z ojcem Maciejem Ziębą OP, który w tekście opublikowanym niedawno w „Gazecie Wyborczej” przekonuje, że zderzanie wartości i antywartości, haseł białych i czarnych, nie może dać nic innego, niż nieustający konflikt. Tylko, że nic nie wskazuje na to, żeby rosło przekonanie o potrzebie porozumienia racji, które od razu okładane jest etykietą kompromisu, a więc dwuznacznością moralną.

Do niedawna jednym z moich ulubionych programów telewizyjnych była „Loża prasowa”. Teraz po ostatniej niedzieli (3 lutego) pewnie już nieprędko tam zajrzę. Przeraziło mnie zderzenie wrogości wzajemnej dziennikarzy – takiej, w której nic nie zdaje się gotowe do jakiegokolwiek ustępstwa, bez czego przecież nie można marzyć o porozumieniu. Dlatego chciałabym podziękować wszystkim kolegom z telewizji i radia (a nie jest ich wielu), którzy czasem wpadają na pomysł zapraszania do rozmowy ludzi mądrych, a nawet poświęcają im dużo czasu. Jest to wydarzenie, po którym zostają w odbiorcy dobre uczucia i dobre myśli, czyli pogoda, której może brakować w klimacie za oknami, ale której brak wewnątrz nas skutkuje zawsze zagrożeniem nie do zlekceważenia.

comments

Leave a Comment