Posted on: 26 lutego 2013 Posted by: Józefa Hennelowa Comments: 0

Co to właściwie będzie, ta szykowana przez rząd ustawa o języku nienawiści?

Tak się ostatnio składa, że moje przewidywania nasycone są pesymizmem. Dopiero co wypowiadałam się w „Tygodniku” przeciw projektowi ustawy nadającej tzw. związkom partnerskim charakter instytucji prawnej („A potem”, „Tygodnik Powszechny” nr 6, 10 lutego 2013). Dziś nie ukrywam, że nie czuję się przekonana, iż jakakolwiek ustawa na temat języka nienawiści (bo to już jest termin niemal urzędowy) przyniesie skutek oczekiwany przez projektodawców.

Język agresji, wrogości i pogardy w opinii publicznej, a nawet w stosunkach międzyludzkich całkiem prywatnych, jest oczywiście faktem. I mamy za co się kajać i czego wstydzić. Ale co mogłaby tu pomóc ustawa? Ustawa porządkuje zasady prawne i konsekwencje wynikające z ich przekraczania. Te konsekwencje to nieuchronność sankcji bardzo precyzyjnie określonych. Tymczasem zacząć trzeba od ustalenia bezdyskusyjnej definicji, co to jest język nienawiści i kiedy mamy z nim do czynienia. Czy to zespół słownikowy (rejestr wyrazów zakazanych)? Czy może także intonacja albo literacka zdolność operowania metaforą czy porównaniem, użytymi w celach zupełnie przewrotnych? Kto zmierzy ironię albo tonację obraźliwą, chociaż słowa są zwyczajne? Czy liczy się, w jakim otoczeniu i jak głośno zabrzmiał ten język, wszystko jedno: mówiony czy drukowany, na żywo czy powtarzany w zwielokrotnionej wersji przekazu radiowo-telewizyjnego albo internetu?

Poszukujący zadośćuczynienia nie zadowoli się już wtedy żądaniem sprostowania dezinformacji (co przewiduje prawo prasowe) albo przeproszenia. Skoro istniałaby ustawa, to najbardziej satysfakcjonujące będzie oczekiwanie wyroku sądowego. I nie ma wątpliwości, że liczba spraw sądowych będzie rosła i rosła. A każda z tych spraw to pole, na którym język nienawiści może znów wyrosnąć, tym razem w charakterze rekompensaty.

Boję się tego mechanizmu i dlatego boję się takiej ustawy. Trudno mi uwierzyć, że przyniosłaby ona coś dobrego. Jeśli nie powstrzyma języka nienawiści poczucie przyzwoitości i głęboko zakorzeniona kultura poszanowania bliźniego, nie pomoże droga prawna. Pierwszym krokiem w tym kierunku, setki razy to już stwierdzono, jest przyhamowanie medialnej pasji posługiwania się cytatem z tego języka jako najatrakcyjniejszą formą relacji prasowej czy elektronicznej. Dopóki tak będzie, że najobraźliwsze słowa najchętniej są upowszechniane w materiałach dziennikarskich, nie poradzimy sobie nawet w majestacie najgłośniej uchwalanych ustaw i najdobitniejszych wyroków sądowych. Tak myślę.

comments

Leave a Comment