Posted on: 14 stycznia 2020 Posted by: Michał Rychert Comments: 0

Nie da się usunąć Boga z szachownicy świata, aby dostrzec konsekwencje takiego ruchu, lub wprowadzić Go z powrotem, aby zobaczyć inne możliwości. Wymagałoby to eksperymentu polegającego na porównaniu dwóch równoległych światów, z Bogiem i bez Boga. Mamy jednak do dyspozycji tylko ten jeden świat, w którym wierzący „dostrzegają” obecność Boga i dają temu wyraz poprzez swoją wiarę, a nie wierzący tej obecności dopatrzeć się nie mogą.

Bóg jako horyzont poznania

W imię racjonalności  ludzie niewierzący domagają się, aby ciężar uzasadnienia spoczywał na tych, którzy twierdzą, że Bóg istnieje. Taki postulat formułuje również prof. Jan Woleński. Byłby on w pełni uzasadniony, gdyby chodziło o nową teorię naukową, wówczas na odkrywcy spoczywa obowiązek jej udowodnienia. Zgodnie z kartezjańskim podziałem na podmiot i przedmiot, Bóg, jako obiekt dowodzenia, jawi się jako przedmiot naszego poznania. Tym samym mamy do czynienia z  redukcjonizmem, który pozbawia nas możliwości poznania Boga. Redukujemy Boga do jednego z wielu przedmiotów poznania. Bóg jednak nie jest ani przedmiotem poznania, rzeczą pośród rzeczy, którą można wyselekcjonować spośród innych, ani tylko ideą. Bóg jest ponad naszą zdolnością poznawania, a zarazem horyzontem wszelkiego poznania – „bo w Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy” (Dz 17,28).

Idea Boga

Idea Boga towarzyszy człowiekowi, od zawsze. Nie da się rozstrzygnąć, na podstawie samej idei czy Bóg jest, czy nie. Nie można też udowodnić, że istnienie idei Boga jest od Niego zupełnie niezależne. Nie jesteśmy w stanie do końca wyjaśnić towarzyszącej nam, naturalnej otwartości na transcendencję. Tak jak człowiek ze swej natury jest istotą myślącą, pracującą, wątpiącą, jest również istotą religijną, pytającą o Boga. Wyjaśnić religijność oznaczałoby wskazać na jej pochodzenie, ostatecznie zredukować do czegoś bardziej pierwotnego jak to bezskutecznie robili Marks, Fuerbach czy Freud.

Bóg jawi się jako ostateczne spełnienie człowieka. Człowiek posiada wiele potrzeb i wszystkie (chyba wszystkie? – potrzeba jedzenia, miłości, samorozwoju … ) znajdują swój realny odpowiednik. Dlaczego ta jedna, jedyna miałaby być pozbawiona spełnienia? Czy jesteśmy skazani na głód nie do nasycenia? Czy też, w imię ateizmu należy go zignorować? A może dla zaspokojenia tego głodu człowiek wymyślił sobie Boga? Tym pytaniem zataczamy błędny krąg wracając znów do Fuerbacha.

Historia człowieka, to ciągły proces tworzenia sobie bóstw i absolutów. Nawet oświecony, nowoczesny wiek XX, paradoksalnie w imię ateizmu tworzył absoluty (naród, partia, postęp), z których nic nie pozostało. Dlaczego w imię rozsądku, nowoczesności, albo przemocą nie unieważniono idei Boga? Czy dlatego, że ta idea, w odróżnieniu od innych, oczywistych tworów ludzkiej wyobraźni jest głęboko wpisana w ludzka naturę i nie poddaje się procesom dziejowym? Gdyby taką nie była, przeminęłaby dawno jak wszystkie efemerydy.

Gdy wydaje się, że idea Boga została właśnie obalona, wówczas okazuje się, że była tylko kolejnym konstruktem wykonanym na obraz i podobieństwo jej twórcy.

Idei Boga i religii nie można po prostu wymyślić, można ją sparodiować jak czynili to bolszewicy, a dziś wyznawcy Kościoła Latającego Potwora Spaghetti. Można z nią walczyć jak to czyniły systemy totalitarne, ale nie można jej unicestwić.

Oczyszczenie idei Boga

Idea Boga była nieustannie poddawana krytyce. Dzięki temu się oczyszczała i doskonaliła. Tekst prof. Jana Woleńskiego daje kolejna ku temu okazję. Przykład, matki, na jaki powołuje się Profesor, nieskutecznie błagającej o ocalenie córki, ma wykazać, że przymioty Boga (wszechmoc, wszechwiedza i wszechdobroć i stworzenie ex nihilo), są wątpliwe. Jednakże, przykład ten tak naprawdę nie wiele, mówi o Bogu wiary chrześcijańskiej. Obraz Boga jaki w nim się rysuje jest właściwy dla języka religijnego. Bóg jest tu przedstawiany jako ten, który świat ma pod pełną kontrolą i wszystkim bezpośrednio steruje.

Rozumowanie prof. Woleńskiego jest nastepujące: skoro Bóg jest wszechwiedzący, a więc wiedział o tym, co stanie się z dzieckiem, jest prosty, a więc nie ma w Nim podziału na wiedzę i wolę, a więc jeśli coś wiedział, to tego chciał, a ponadto, jako niezmienny, powinien uczynić to, co wiedział i chciał, ale tego nie uczynił. „Czy można go nazwać wszechdobrym i sprawiedliwym, skoro dopuścił śmierć niewinnego dziecka? Twierdzę, że nie można” – twierdzi prof. Woleński, konkludując „doktryna katolicka (nie tylko ona) „przedobrzyła” pojęcie Boga”.

Prof. Woleński, choć posługuje się terminami z teologii chrześcijańskiej i powołuje się na Credo, aby podjąć dyskusję na polu zrozumiałym w naszym kręgu kulturowym, tylko pozornie mówi o Bogu chrześcijan, stąd jego konkluzja może odnosić się tylko do idei Boga, którą sam stworzył. Czym różni się idea Boga Woleńskiego, od Boga wiary biblijnej?

Boga poznajemy po Jego dziełach (por. Mdr 13,1). Bóg nie jest wszystkim i nie może być jedynym punktem odniesienia w tworzeniu teorii mających na celu podważenie Jego istnienia. Wymienione przymioty Boga wbrew temu, co twierdzi prof. Woleński, mówią również wiele o świece. Bóg w swojej wszechmocy i dobroci stworzył świat jako dobry, posiadający względną autonomię (Bóg nie ingeruje bezpośrednio w prawa natury) i skończony. Za ten świat Bóg nie dzieli z nikim odpowiedzialności (stworzenie ex nihilo). Powyższy przykład matki modlącej się za córkę, nie uwzględnia autonomii i skończoności świata, a zatem nie mówi również wszystkiego o Bogu jego stwórcy. Bóg, jak słusznie wskazuje profesor „nie był zdeterminowany żadnym uprzednim stanem jakiejkolwiek realności poza swoim własnym”, ergo mógłby spełnić prośbę matki. Ta konstrukcja myślowa, nie bierze pod uwagę, że wyrazem Jego własnej realności jest również autonomia świata z jego ograniczeniami. Autonomia i wolność nie uwalniają od śmierci, ani nie gwarantują powszechnej szczęśliwości, ale objawiają Boga, który jest miłością i sprawiają, że miłość jest w ogóle możliwa. Filozofia, która jest nieczuła na miłość nie jest w stanie nawet zbliżyć się do Boga.

Po drugie pominięte z Credo wyznanie wiary w Chrystusa i Krzyż, które prof. Woleński uznał za nie mające znaczenia, jest dla obrazu Boga chrześcijan kluczowe. Autonomia świata, i wolność człowieka znajdują swoje dopełnienie w słowach credo: „Ukrzyżowany  … za nas… .”. Nie da się bez tej historii, która faktycznie nic nie mówi o Bogu filozofów, wypowiedzieć całej prawdy o Bogu wiary Abrahama, Izaaka, Jakuba, Jezusa. O Bogu, który wchodzi w historię, wszak nie według naszych oczekiwań, i marzeń, wręcz przeciwnie jako zgorszenie. Krzyż, otwiera całkiem nowy horyzont, wprowadza nadzieję tam, gdzie po ludzku wszystko się kończy, gdzie świat okazuje się kruchy, zawodzi, boli, traci sens. Bóg wiary nie chroni przed śmiercią, ale przez miłość nadaje życiu sens. „Słowo stało się ciałem” (J 1,14). „Wszystkim, … którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi” (J 1,12).

Wiara chrześcijańska wyznaje, że „Bóg jest miłością” (1J, 4,16). Tego Boga mogę przyjąć albo odrzucić, ale nie mogę Go udowodnić, lub zanegować. Każda taka próba wykracza poza logikę miłości.

comments

Leave a Comment