Na początku

EWANGELIARZ NIEDZIELNY, 10 stycznia 2021

NIEDZIELA CHRZTU PAŃSKIEGO

Mk 1, 7-11

Jan Chrzciciel tak głosił: “idzie za mną mocniejszy ode mnie, a ja nie jestem godzien, aby schyliwszy się, rozwiązać rzemyk u Jego sandałów. Ja chrzciłem was wodą, On zaś chrzcić was będzie Duchem Świętym”. W owym czasie przyszedł Jezus z Nazaretu w Galilei i przyjął od Jana chrzest w Jordanie. W chwili gdy wychodził z wody, ujrzał rozwierające się niebo i Ducha jak gołębicę zstępującego na Niego. A z nieba odezwał się głos: “Ty jesteś moim Synem umiłowanym, w Tobie mam upodobanie”.

Po okresie Bożego Narodzenia, w którym rozważaliśmy Ewangelię dzieciństwa, Kościół poprzez liturgię Słowa przenosi nas jakieś trzydzieści lat później do wydarzenia, które możemy określić jako inaugurację publicznej działalności Jezusa – chrztu w Jordanie.

Św. Marek od tego właśnie wydarzenia rozpoczyna swoją ewangelię. Perykopa przewidziana na dzisiejszą niedzielę pochodzi z prologu do tej ewangelii. Celem jest ukazanie, co było na początku, kim jest Jezus Chrystus i co nowego wniósł w historię. Marek czyni to na swój sposób, zupełnie inaczej niż później zrobi to św. Jan Ewangelista w swoim prologu, choć cel i protagoniści – Jezus i Jan Chrzciciel – pozostają ci sami. Z czasem pogłębiła się tylko perspektywa, gdyż młody Kościół potrzebował zrozumienia tego, kim był Jezus z Nazaretu, jakim prawem nauczał, dokonywał znaków i kto dał mu władzę, żeby to czynić? (por. Mk 11, 28). Uzasadnienie, jakie przekazał Marek Ewangelista z czasem, samo w sobie, okazało się niewystarczające. Pytanie o to, co było na początku, przesuwało się od chrztu Jezusa w Jordanie, poprzez dzieciństwo Jezusa, Zwiastowanie Maryi, aż do wyjścia poza czas i historię w prologu w Ewangelii wg św. Jana.

„W owym czasie”

Marek w swoim prologu nie wychodzi poza historyczne realia ówczesnej Palestyny. Jest nim wystąpienie Jana Chrzciciela. Ten moment historyczny bardzo dokładnie umiejscawia św. Łukasz: „Było to w piętnastym roku rządów Tyberiusza Cezara. Gdy Poncjusz Piłat był namiestnikiem Judei, Herod tetrarchą Galilei, brat jego Filip tetrarchą Iturei …” (Łk 3,1) itd. Nie bez znaczenia jest określenie dokładnego miejsca jego działalności. Ewangelia mówi o pustyni (gr. erēmō), które raczej oznacza pustkowie, czyli miejsce niezamieszkałe. Bliższych szczegółów dostarcza Jan Ewangelista, nadmieniając, że „działo się to w Betanii, po drugiej stronie Jordanu” (J 1,28), to znaczy na wschodnim brzegu rzeki, do którego niegdyś dotarli Żydzi z Egiptu. To uszczegółowienie nie jest tylko informacją o znaczeniu geograficznym, ale teologicznym i historyczno-zbawczym. Jan działa tam, gdzie niegdyś Izrael przekroczył Jordan i wszedł do ziemi obiecanej. I znowu nie chodzi tylko o wskazówkę geograficzną, ziemia obiecana to nie to samo, co Palestyna. To dziedzictwo, jakie lud Izraela otrzymał od Boga, a zatem przymierze, prawo, inny sposób życia (zob. Pwt 4,1.8). Tak jak kiedyś, również dziś Izrael potrzebuje nowego wyjścia i równocześnie nowego wejścia do ziemi obiecanej i tak jak kiedyś, również teraz może się to dokonać poprzez wewnętrzne nawrócenie.

Izrael znalazł się w sytuacji kryzysu, zapomniał o swojej zbawczej misji, musi na nowo otworzyć się na działanie Boga. Choć działalność Jana Chrzciciela należy umieścić w wielkiej tradycji prorockiej zapoczątkowanej w VIII w. p. Chr., przez takich proroków jak Ozeasz, Amos, Izajasz, to jednak mówi o nim Nowy Testament, stąd Jego wezwanie do nawrócenia odnosi się również do nas i do współczesnego Kościoła. Ten również jest wezwany, aby wyznać swoje grzechy (zob. Mk 1,5).

Adresatem działalności Jana Chrzciciela jest cały Izrael, Marek nie omieszka nadmienić, że „ciągnęła do niego cała judzka kraina oraz wszyscy mieszkańcy Jerozolimy” (Mk 1,5). Nie oznacza to, że dla Jana Chrzciciela nie liczy się pojedynczy człowiek, bo przecież każdy z osobna musi doświadczyć nawrócenia, każdy ma wyznać swoją winę i przejść przez chrzest. Ale to lud Boży jako całość jest dziedzicem obietnicy, jemu zostało powierzone powołanie, aby być znakiem zbawiającego Boga. I tylko jako społeczność może sprostać temu wyzwaniu.

Bóg nie leczy tylko indywidualnej duszy, ale i ciało, to znaczy nasze relacje, które wyznaczamy ciałem. Uzdrowienie relacji wewnątrz ludu Bożego jest niezbędne, aby ten mógł wypełnić swoją misję. Nie wystarczy choćby najlepiej przeżywana bliskość Boga, jeżeli relacje z bliźnimi są pogmatwane. Lud Boży to sieć takich wzajemnych relacji. Wewnętrznie podzielony, zantagonizowany ulega rozproszeniu, jak to trafnie diagnozował Paweł Apostoł: „Nie ma sprawiedliwego, nawet ani jednego, … Wszyscy zboczyli z drogi” (Rz 3,10-12). Późniejsza krytyka zwłaszcza wobec pobożnych i uczonych w Prawie polegała głównie na tym, że ci ludzie osobiście czuli się blisko Boga, realizowali wszystkie przepisy, modlili się, a jednak ich religijność nie budowała więzi, nie tworzyła wspólnoty, zamiast jednoczyć – rozpraszała. Dlatego zasłużyli sobie na miano pobielanych grobów.

Działalność Jana Chrzciciela, tak jak wszystkich proroków, choć była głosem Bożego ostrzeżenia, mogła się odwoływać tylko do ludzkiej woli, do przykładu, jaki płynął z historii zbawienia, do ludzkich możliwości. Jednakże nie była to działalność bez znaczenia: Jan wzmagał oczekiwanie na ostateczną interwencję Boga, na chrzest Duchem Świętym, prostował ścieżki dla Pana, przygotowując rzesze na przyjęcie Dobrej Nowiny. Jezus, aby dać początek panowaniu Boga, na ziemi, w tej historii, rozpocznie od gromadzenia Izraela dlatego, że Boże zbawienie dotyczy nie duszy, ale ciała, nie jednostki, ale całej społeczności.

Konsternacja

Chrzest Jezusa z rąk Jana Chrzciciela od samego początku wydawał się faktem niezbyt wygodnym. Kolejne ewangelie stopniowo pomniejszały doniosłość tego wydarzenia. Jakie grzechy miałby wyznać Jezus, jakiego nawrócenia potrzebował? Mateusz wyraził tę obiekcję, opisując konsternację Jana Chrzciciela na widok Jezusa przystępującego do chrztu: „Jan powstrzymywał Go, mówiąc: To ja potrzebuję chrztu od Ciebie, a Ty przychodzisz do mnie?” (Mt 3,14). Czwarta ewangelia pomija zupełnie wzmiankę o chrzcie Jezusa (zob. J 1, 29n). Jan Chrzciciel występuje w niej tylko aby zaświadczyć o Nim (J1, 7-8. 15. 32). W tradycji pozakanonicznej nawet zaprzecza się, jakoby Jezus przyjął chrzest. W Ewangelii Hebrajczyków (powstała ok. 70 r.) czytamy, że Jezus odmawia przyjęcia chrztu, mówiąc: „w czym zgrzeszyłem, abym miał iść i otrzymać od niego chrzest?”*.

Doketyści (wczesnochrześcijański odłam powstały I/II w.), kwestionowali cielesność Jezusa, uznając, że obserwatorom Jego życia tylko się wydawało (gr. dokein – wydawać się, mniemać), że mają do czynienia z ciałem i kategorycznie odrzucali taką możliwość, aby Jezus przyjął chrzest.

Autor Pierwszego Listu Jana Apostoła musiał z mocą potwierdzić, że „Jezus Chrystus jest tym, który przyszedł przez wodę i krew, i Ducha, nie tylko w wodzie, lecz w wodzie i we krwi. Duch daje świadectwo, bo jest prawdą. Trzej bowiem dają świadectwo: Duch, woda i krew, a ci trzej w jedno się łączą” (1J 5,6-7), a apokryf umieszczony na zabytkowej ambonie w kościele św. Jacka w Słupsku dodaje „Iordenem et vide”, tzn. Jordan to widział. Wszytko po to, aby poświadczyć, że „w owym czasie” (Mk 1,9), „Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas” (J 1, 14). Przyjście Syna Bożego w ciele to  kwestia fundamentalna, to odpowiedź na pytanie, czy Bóg zbawia nas w tej historii, czy też poza ciałem, przestrzenią i czasem?

Marek, pisząc swoją ewangelię, będąc na pierwszym etapie tworzenia się tradycji o Jezusie, nie miał tych wszystkich pytań, dylematów, widział rzeczywistość w sposób prosty. Słowa Jana Chrzciciela o Mocniejszym i jego poczucie niegodności, miały w sposób wystarczający dać do zrozumienia, że Jezus z Nazaretu przewyższa go, choć jest wielce prawdopodobne, że to Jezus początkowo należał do jego uczniów (zob. J 3,26).

Pomimo że poddanie się przez Jezusa obrzędowi chrztu mogło sprawiać wrażenie podporządkowania się Chrzcicielowi, a nawet potrzebę jakiejś formy nawrócenia, to wizja otwartych niebios i Ducha Świętego zstępującego wprowadza w inną perspektywę, w inny, rozstrzygający o znaczeniu tego wydarzenia, kontekst.

Rozdarte niebiosa

Jedyny tekst paralelny do markowej wizji rozdartych (gr. schizomenous) niebios znajdujemy w księdze Proroka Izajasza. To z nich czerpał natchnienie autor pieśni  roratniej: „Niebiosa, rosę spuśćcie nam z góry, Sprawiedliwego wylejcie, chmury”.

Żydowskie wyobrażenia o kosmosie były ukształtowane w oparciu o ówczesną kosmologię. W psalmie 104 czytamy, że Bóg rozpostarł niebo jak namiot (Ps 104,2), podobnie Izajasz: „On rozciągnął niebiosa jak tkaninę i rozpiął je jak namiot mieszkalny” (Iz 40,22). Poszycie kopuły namiotu stanowiło nie tylko miejsce utwierdzenia gwiazd (zob. Ps 8,4), ale było również kresem kosmosu, świata stworzonego, a zarazem barierę oddzielającą od Boga. To wyobrażenie o niebie leży u podstaw obrazu, jaki maluje przed nami św. Marek w opisie chrztu Jezusa.

Słowa Izajasza: „obyś rozdarł niebiosa i zstąpił, aby góry się zatrzęsły przed Twoim obliczem” (Iz 63,19)**, są poprzedzone słowami lamentu: „Czemuż o Panie, dozwalasz nam błądzić z dala od Twoich dróg, tak iż serce nasze staje się nieczułe na bojaźń przed Tobą?” (Iz 63,17), to one wyjaśniają powód, pełnego pasji błagania o rozdarcie niebios. To pełne emocji i bólu wołanie było spowodowane opłakanym stanem reszty Izraela (rozdarcie szat zawsze wyrażało ogromny smutek, żal, postawę pełną emocji wywołaną złymi doświadczeniami, zwykle utratą kogoś drogiego; zob. Rdz 37,29.34), pogrążonego w religijnym i społecznym kryzysie po niewoli babilońskiej, tym razem pod panowaniem  perskim. Jest ono, mimo wszystko, pełne nadziei ze względu na pamięć o zaangażowaniu się Boga w sprawy swego ludu. Prorok, widząc upadek Jerozolimy i ludu Izraela, błagał, aby Bóg raz jeszcze zainterweniował.

Przywołany obraz rozdartych niebios jest prośbą o powtórzenie teofanii (objawienia się Boga w historii), jaka miała miejsce na Synaju, gdy „góry się zatrzęsły” (Iz 63,19b), „a gęsty obłok rozpostarł się nad górą” (Wj 19,16), a „cały lud” (Wj 24,3) trwał w jedności.

Historia zatoczyła krąg. Działalność Jana Chrzciciela była spowodowana faktem, że Izrael znów znalazł się w sytuacji wymagającej interwencji Boga. Wołanie Izajasza zostało wysłuchane. W Jezusie Bóg przemówił. Upodobał sobie, utożsamił się z Nim, z Jego słowami i czynami. Zgromadzenie Izraela, przywrócenie jedności, Dobra Nowina o zbawieniu stanie się celem misji Jezusa z Nazaretu.

Namaszczenie Duchem Świętym

Pomimo szczególnego charakteru chrztu Jezusa powiązanego z teofanią, ostatecznie miał on ten sam cel, jak w przypadku wszystkich Żydów, którzy nadciągali z całej Judei i Jerozolimy. W obu przypadkach chodziło o doprowadzenie do rozpoznania relacji ochrzczonych względem Boga. Różnica polega na treści poznania. Jedni mieli rozpoznać swoją grzeszność i konieczność nawrócenia, a Jezus swoje jedyne Synostwo, jedność z Bogiem Ojcem.

Rozpoznanie Synostwa w Jezusie z Nazaretu wywołuje zwrot w historii zbawienia: „niegdyś Bóg przemawiał do ojców przez proroków, a w tych ostatecznych dniach przemówił do nas przez Syna (por. Hbr 1,1). Oznaczać to może tylko jedno, że „czas się wypełnił” (Mk 1,15), Bóg chce wkroczyć w nasze życie, pragnie, abyśmy Mu zaufali, przyjęli Jego panowanie jako wyzwolenie, Jego Słowo jako drogowskaz, sposób na uporządkowanie naszego życia, punkt odniesienia w podejmowanych decyzjach. Rozdarte niebo to znak, że oto teraz nastał czas upragniony, oto teraz, dziś jest dzień zbawienia (2 Kor 1,2), że „bliskie jest królestwo Boże” (Mk 1,15) – Bóg ze swojej strony wszedł w historię świata, ze swojej strony dał już wszystko, teraz również wszystko zależy od człowieka. Królestwo Boże może pozostać wciąż przeraźliwie blisko „jeszcze nie” doświadczane, wciąż nie tak blisko, aby stało się obecne, może jednak stać się „już” obecne, być tu i teraz, jeżeli je z wiarą przyjmiemy.

 

* Apokryfy Nowego Testamentu, Ewangelie Apokryficzne, cz. 1, red. M. Starowieyski, WAM, Kraków 2003, s. 107.

** Korzystałem z tłumaczenia i komentarza T. Brzegowy, Księga Izajasza, rdz, 40-66, Tom XXII/cz. 3, Nowy Komentarz Biblijny, Edycja Świętego Pawła, Częstochowa 2019.

Dodaj komentarz