Posted on: 21 stycznia 2018 Posted by: Paweł Stachowiak Comments: 1

Przed paroma dniami wspominaliśmy 110. rocznicę urodzin Stanisława Stommy. Na naszej klubowej stronie pojawił się z tej okazji szereg tekstów przypominających tę postać, jego dorobek, znaczenie i wielkość. Środowisko „Tygodnika Powszechnego” i „Znaku”, jak mało które, ma w swej przeszłości i teraźniejszości wielu tak wspaniałych ludzi, gigantów myśli, autorytetów, wzorców postaw, intelektualnych inspiratorów. To kopalnia, z której możemy czerpać my i wiele przyszłych pokoleń.

Ośmielę się, nieco nieskromnie, powiedzieć, że chyba nie ma w naszym kraju środowiska, które miałoby wśród swych patronów postaci równych Karolowi Wojtyle, Jerzemu Turowiczowi, Stefanowi Kisielewskiemu, Czesławowi Miłoszowi, Wisławie Szymborskiej, czy Stanisławowi Stommie właśnie. To jest skarb, który nakłada na nas, ludzi identyfikujących się z ich spuścizną, szczególne posłannictwo. Idzie o to, abyśmy tego dziedzictwa nie zapomnieli, abyśmy skoncentrowani na współczesnych sporach i polemikach nie oderwali się od słów i myśli, które powinny nas dziś inspirować, kierować naszymi działaniami. Coraz bardziej jestem przekonany, że misja Klubów„TP” na tym właśnie powinna polegać, winniśmy budować nasze dzisiejsze zaangażowania na mocnym fundamencie dorobku minionych tygodnikowych pokoleń. To do nas należy przywoływanie, niekiedy wskrzeszanie, pamięci o tych, którzy tworzyli jedno z najważniejszych środowisk intelektualnych naszego kraju.

Dzisiejszy „Tygodnik Powszechny” musi walczyć o swe miejsce na trudnym rynku mediów, musi szukać nowych czytelników, musi się sprzedawać. Myślenie jego redaktorów koncentruje się, co zrozumiałe, wokół tych egzystencjalnych, kwestii. Nie mogą postrzegać siebie tylko jako strażników dziedzictwa, których najważniejszym zadaniem jest kultywowanie pamięci swych przodków. „Tygodnik” wyrasta z wiadomych korzeni, ale nie chce i nie może istnieć wyłącznie jako „arka przymierza, między dawnymi i młodszymi laty”.

Wszelako spuścizna tej epoki, która zaczęła się w 1945 r. nie powinna zostać zapomniana, warto aby pokolenie dzisiejszej młodzieży, tej wrażliwszej, poszukującej, otwartej miały szansę ujrzeć jak głęboki, inspirujący i wart zgłębiania jest dorobek tygodnikowego środowiska. Sądzę, że to właśnie jest jedno z pierwszoplanowych naszych zadań: przypomnieć i uświadomić, kim byli giganci współtworzący środowisko, którego czujemy się dziedzicami, skłonić do zainteresowania ich myślą, zainspirować do działań promujących ich spuściznę.

Nie wystarczy, abyśmy byli jedynie klubem fanów Księdza Adama, on sam bowiem jest dziedzicem tych, o których dziś zapominamy. Nie byłoby go bowiem, jego wrażliwości, empatii, mądrości i wrażliwości, gdyby nie Turowicz, Żychiewicz, Bardecki, Stomma etc. etc. Lękam się, że setki osób wypełniających sale na spotkaniach z ks. Bonieckim, tysiące lajków, które pojawiają się pod każdym tekstem, który nawiązuje do jego osoby, nie są wyrazem świadomości na jakim fundamencie wyrosła wielkość ks. Adama. Podczas ostatniego zjazdu Klubów„TP” we Wrocławiu pojawił się pomysł nadania naszej społeczności imienia Jerzego Turowicza. Nie ukrywam , że jest to idea bardzo mi bliska. Byłem zaskoczony wątpliwościami, które się wówczas pojawiły: „Dlaczego właśnie Turowicz?”, mówili niektórzy. Przyznam się, że pomyślałem wówczas, ciekawe jaka byłaby reakcja gdybyśmy zaproponowali aby nadać Klubom imię ks. Adama Bonieckiego…?

Powinniśmy właśnie my, ludzie Klubów, stać się tą „arką przymierza”, która zapewni pozostanie w polskiej pamięci zbiorowej ludzi „Tygodnika”, zapobiegnie utonięciu ich dorobku w odmętach współczesnych sporów. No tak, ale jeśli zechcielibyśmy taką właśnie rolę odegrać, sami musimy być świadomi z jakich korzeni wyrastamy, nie możemy być ignorantami, którzy nie mają świadomości kim byli, co myśleli i jak postrzegali świat: Turowicz, Hennelowa, Kozłowski, Skwarnicki etc. etc. To nasi „ojcowie założyciele”, winniśmy znać ich dorobek, to nasz obowiązek. Nie wyobrażam sobie aby można było identyfikować się ze środowiskiem„TP” i jednocześnie nie rozumieć dlaczego Jerzy Turowicz może i powinien być naszym patronem! Dlatego sądzę, że jest przed nami ważne zadanie, zadanie samokształcenia. Ludzie Klubów muszą być świadomi dziedzictwa, którego mają zaszczyt być dziedzicami, winniśmy spotykać się także po to aby zgłębiać i analizować teksty Turowicza, Kisielewskiego, Żychiewicza, Stommy, reinterpretować je we współczesnym kontekście. Jeśli pragniemy być środowiskiem a nie tylko przypadkową platformą debaty i spotkań nie możemy zaniedbać edukacji nas samych! „Jeśli widzę dalej, to tylko dlatego, że stoję na ramionach olbrzymów”. Ta myśl bywa przypisywana różnym osobom. Św. Izydor z Sewilli, Izaak Newton, mniejsza o to kto był naprawdę jej autorem. Istotna jest uniwersalna prawda w niej zawarta: sami jesteśmy niczym, jesteśmy karłami, to że nasz wzrok sięga dalej niż naszych przodków wynika jedynie z tego, że korzystamy z ich osiągnięć. Giganci, na ramionach których przychodzi stawać nam, ludziom „Tygodnika”, prezentują wymiar intelektualny i moralny, którego wielu może nam pozazdrościć. To jest zobowiązanie, od którego uciec nam nie wolno!

 

comments

1 people reacted on this

  1. Tak oczywiście jest, ze nie było by nas, gdyby nie pokolenie olbrzymów. Z nich czerpiemy, czasem z pełna świadomością, czasem niemal odruchowo. Ich poznawanie jest kopalnia mądrości. Wystarczy poczytać wybrane pisma Jerzego Turowicza. Jerzy T. mawiał: Tygodnik ten sam, ale nie taki sam. Dziękuje za te refleksje. Zwłaszcza uwagi o moim miejscu w ruchu klubowym. X Adam Boniecki

Leave a Comment