Modlitwa wsparcia

EWANGELIARZ NIEDZIELNY, 3 maja 2020

IV NIEDZIELA WIELKANOCNA

J 10, 1-10

Jezus powiedział:
«Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto nie wchodzi do owczarni przez bramę, ale wdziera się inną drogą, ten jest złodziejem i rozbójnikiem. Kto jednak wchodzi przez bramę, jest pasterzem owiec. Temu otwiera odźwierny, a owce słuchają jego głosu; woła on swoje owce po imieniu i wyprowadza je. A kiedy wszystkie wyprowadzi, staje na ich czele, owce zaś postępują za nim, ponieważ głos jego znają. Natomiast za obcym nie pójdą, lecz będą uciekać od niego, bo nie znają głosu obcych».

Tę przypowieść opowiedział im Jezus, lecz oni nie pojęli znaczenia tego, co im mówił.

Powtórnie więc powiedział do nich Jezus: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Ja jestem bramą owiec. Wszyscy, którzy przyszli przede Mną, są złodziejami i rozbójnikami, a nie posłuchały ich owce. Ja jestem bramą. Jeżeli ktoś wejdzie przeze Mnie, będzie zbawiony – wejdzie i wyjdzie, i znajdzie pastwisko. Złodziej przychodzi tylko po to, aby kraść, zabijać i niszczyć. Ja przyszedłem po to, aby owce miały życie, i miały je w obfitości».

 

Modlitwa nie może być ucieczką od otaczającej nas historycznej rzeczywistości, od okoliczności czasu i miejsca, w których nas Bóg postawił. W życiu św. Franciszka nie było chwili, w której użyłby on modlitwy jako narzędzia ucieczki od ludzi cierpiących, potrzebujących jego opieki i wsparcia. W tym roku do majowej modlitwy litanijnej trzeba dołączyć modlitwę wsparcia dla wszystkich, którzy zostali dotknięci pandemią i jej skutkami zdrowotnymi, społecznymi i ekonomicznymi.

Każdy człowiek swoim życiem zapracowuje sobie na dwa portrety. Na portret wyobrażający go takim, jakim jest w rzeczywistości, oraz na portret, na którym przedstawiony jest tak, jak pragną go widzieć ludzie. Te dwa portrety funkcjonują razem i błąd popełniają ci, którzy lekceważą legendę stworzoną przez wieku i zwykli ją przekreślać kosztem rzeczywistości. Często bowiem się zdarza, że artysta pragnie samego siebie odnaleźć w malowanym portrecie. Ten proces psychiczny jest dość znamienny, zwłaszcza dla malarza wywołującego z przeszłości postacie religijne, których światło długo w sobie nosił, zanim odważył się je malarsko ukazać. Prawda o człowieku jest zawsze między rzeczywistością a legendą. Nigdy nie jest cała w legendzie i nigdy nie jest cała w rzeczywistości.

Święty Franciszek na fresku w kapliczce San Gregorio, bez aureoli i stygmatów, jest tym świętym, którego znamy z pól umbryjskich, z rozmów z wilkiem z Gubbio. Z fresku patrzą na nas dziecięce oczy.  Gościnny gest prawej dłoni zaprasza przybyszów do celi. Z całej postaci bije ciekawość Boga, ludzi i świata, spokojna radość i zasłuchanie w głosy ptaków, gwiazd i nieba, zaufanie w dobroć ludzkiego serca. Takiego Franciszka spotykali umbryjscy chłopi na wiejskich drogach. Franciszek z fresku nieznanego artysty w klasztorze w Subiaco jest łatwy do zrozumienia i bliski ludzkiemu sercu. A co najważniejsze, działa zachęcająco nawet na najbardziej sceptycznych religijnie, gdyż wymową swej arcyludzkiej postaci tłumaczy nam, że cud naśladowania Boga dokonać się może w każdym sercu ludzkim, na granicy wiary i niewiary. W spojrzeniu Franciszka na fresku w Subiaco nie ma srogości sędziego, który wydaje wyroki i poniża potępionych. W tym spojrzeniu jest tylko spokojne oczekiwanie na ujawnienie się dobra w sercu ludzkim. Błogosławieni ludzie, którzy dwa razy się rodzą. Franciszek urodził się dwa razy. Po raz pierwszy w zamożnym domu Piotra Bernardone, po raz drugi w chwili, gdy ucałował trędowatą dłoń żebraka na drodze prowadzącej do Asyżu.

Franciszek z fresku u wejścia do maleńkiej kapliczki ma płowe włosy i dziecięce spojrzenie. Jest obecny przy nas zwłaszcza wówczas, gdy jego modlitwa wznosi się ku niebu. Prawdziwa modlitwa nie może być ucieczką od otaczającej nas, historycznej rzeczywistości, od okoliczności w których nas Bóg postawił. Możemy znaleźć własne miejsce w tej Franciszkowej modlitwie. W życiu Biedaczyny nie było chwili, w której użyłby on modlitwy jako narzędzia ucieczki od ludzi cierpiących, potrzebujących jego opieki i wsparcia. W tym uniwersalizmie uczuć tkwi potęga chrześcijańskiej modlitwy. Obejmuje ona swym zasięgiem całą ludzkość bez różnicy ras i religii, godzi człowieka z człowiekiem i ludzi z Bogiem. W modlitwie Franciszka gwiazdy i księżyc, woda i ogień, życie i śmierć objęte są niezniszczalną wspólnotą uczuć i rodzinnej więzi. Tworzą one w modlitwie prawdziwie braterską społeczność.

W tym roku do majowej modlitwy litanijnej trzeba dołączyć modlitwę wsparcia dla wszystkich, którzy zostali dotknięci pandemią i jej skutkami zdrowotnymi, społecznymi i ekonomicznymi. Módlmy się zatem, gorąco i wytrwale, za cały personel medyczny, za lekarzy, pielęgniarki, salowe, pracowników ratownictwa medycznego, diagnostów oraz za personel DPS-ów. Poza tym w związku z wyborami prezydenckimi módlmy się o przestrzeganie Konstytucji i poszanowanie prawa wyborczego. Etycznym drogowskazem mogą być słowa abp. Grzegorza Rysia: „Wybory powinny być zorganizowane wtedy, kiedy nie będą grozić zdrowiu i życiu obywateli oraz gdy będzie im towarzyszyć gwarancja ich demokratycznego przeprowadzenia. To jest poziom wspólnego dobra i wynikających zeń ocen moralnych”. Amen.

 

 

Dodaj komentarz