Posted on: 21 stycznia 2019 Posted by: Rafał Ryszka Comments: 0

W świątecznym numerze TP (nr 52-53) natrafiłem na ciekawy tekst p. Pawła Marczewskiego – refleksję na temat pokoleniowej zmiany w polskiej polityce. Autor stawia kilka trafnych tez dotyczących młodych Polaków AD 2018. Opisuje ich jako zagubionych i zdezorientowanych w świecie pełnym sprzeczności i chaosu, wyłączonych z aktywnego wpływania na kształtowanie publicznej rzeczywistości, ostatecznie jako społeczną grupę poszkodowaną w trakcie wolnorynkowej i liberalnej transformacji. To wszystko prawda i cenna obserwacja.

Trzeba jednak wyraźnie dopowiedzieć, że taka bierna postawa młodych to nie jest zjawisko ostatnich kilku lat. Ono trwa od trzydziestu lat, i większość winy ponosi za nie generacja ich rodziców i dziadków. To oni wymusili dominujący powszechnie, i jakże opłacalny, koniunkturalizm i konformizm. Młodzi tylko przystosowali się do panujących zasad, zaadoptowali do powstałych warunków: politycznych, społecznych, ekonomicznych.

Ci młodzi są pełni sprzeczności. Z jednej strony zaangażowani aktywiści, głodni sukcesu za wszelką cenę, wyedukowani, o wielkich aspiracjach, ale nie mający zawodowych ani osobistych perspektyw. Z natury bezkompromisowi w walce o ideały, wpatrzeni są w swoich patronów i partyjnych chrzestnych ojców i bez skrupułów wykorzystują ich oportunizm. Dynamiczni, szukający miejsca dla siebie w świecie, mają przyzwolenie do skoczenia do gardła tym, których wskaże im się jako wrogów. Tym samym zostali porozdzielani przez ideologie rodziców i dziadków na stosowne sekcje, formacje, grupy i partyjne młodzieżówki.

Ten proces trwa od dwóch dekad, a od kilku lat przybrał zdecydowanie na sile i intensywności. Przy aktualnej scenie politycznej stał się dodatkowo opłacalny. Młodzi widzą, że konformizm, wierność partyjnym władzom, opłaca się, a zrobienie kariery, osiągnięcie finansowego i społecznego awansu nie wymaga specjalnych przymiotów intelektualnych czy moralnych.

„Misiewicze”, ci młodzi karierowicze, szybko rozpoznający intencje swoich partyjnych promotorów, mają się dobrze. Nawet, sądząc po awansach w Ministerstwach i rządowych instytucjach, można powiedzieć: coraz lepiej!

Na proces ten zwracano już kilkukrotnie uwagę. Choćby według opublikowanych w roku 2013 wyników badania Eurobarometru (Flash Eurobarometer 375-TNS Political & Social) w krajach EU co trzeci młody człowiek angażował się w jakiś rodzaj aktywności. Najczęściej jest to sport, ale prawie co czwarty (22%) deklaruje sformalizowaną formę aktywności społecznej. Jednak zainteresowania stricte polityczne wśród europejskiej młodzieży bez wyjątków należą do ostatniego z obszarów jej zainteresowania. Przy średniej europejskiej 5%, polska młodzież osiągnęła tylko 2 punkty procentowe. Daleko nam więc do czołówki (15% na Malcie, czy 8% w Austrii czy Danii). Razem z Czechami zajmujemy pod tym względem przedostatnie miejsce. Bardziej polityką brzydzą się w Europie tylko młodzi Węgrzy (1% deklarowanego zainteresowania).
Pokazywane kolejno afery i sensacje polityczne coraz mniej interesują. To fakt potwierdzany od kilku sezonów przez bezlitosne statystyki. Taki jest trend w całej Europie. Taki jest trend naszych współczesnych czasów. Warto jednak przyjrzeć się bliżej fenomenowi politycznego zaangażowania młodego pokolenia Polaków.

Blisko ośmiu na dziesięciu ankietowanych uważa, że obywatele nie mają wpływu na to, co robi rząd (78%) i postrzega polityków jako ludzi, którym nie zależy na dobru ogółu (82%). W większości badani nie zgadzają się też z opinią, że partie polityczne reprezentują interesy i poglądy zwykłych obywateli (68%). Wynika z tego, że wśród polskiej młodzieży występuje coraz większe rozczarowanie i dezaprobata polityki, która rozgrywa się na ich oczach. Nie widzą możliwości udziału w niej, ani szans na jej zmianę, co znajduje wyraz w ich niskiej aktywności politycznej.

Jak wynika z raportu CBOS „Młodzież 2013”, ogólny poziom zainteresowania polską polityką wśród młodzieży osiągnął poziom najniższy z notowanych na przestrzeni ostatnich 25 lat. Trzech na czterech uczniów ostatnich klas szkół średnich nie potrafi określić swoich politycznych poglądów, a tylko jeden na pięciu maturzystów ma jakiś ogląd politycznej sytuacji w kraju. Od 1996 roku w tej grupie młodzieży potroiła się deklaracja kompletnego braku zainteresowania sprawami politycznymi i tym co dzieje się w kraju. Większość z nich jest przekonana, że politycy (wszyscy, bez związku z przynależnością partyjną) dbają jedynie o swoje interesy i kariery. W grupie tych, którzy choć trochę interesuję się bieżącą sceną polityczną w Polsce, swoich poglądów politycznych nie potrafi przyporządkować do tradycyjnych schematów (prawica, lewica, centrum) 65% licealistów i aż 80% uczniów innych szkół średnich. Połowa badanych nie ma swojej „ulubionej”, preferowanej partii politycznej (w 1998 roku odsetek ten wynosił 39% badanych). Zakładając, że to właśnie w szkole średniej kształtują się wyborcze i polityczne preferencje, wyniki badań niezbyt dobrze rokują na przyszłość. Wśród młodzieży panuje powszechne przekonanie, że polityka jest czymś, co może pobrudzić, od czego lepiej trzymać się z dala, że wszyscy politycy są tacy sami, obłudni kierujący się nie dobrem publicznym, lecz partykularnym interesem własnego ugrupowania politycznego, czy wręcz swoim własnym.
Scena polityczna, jako całość, postrzegana jest jako zakłamana, nieprzyjazna, niszcząca, egoistyczna, a wszystkie górnolotne hasła i wyborcze obietnice mają za zadanie ukryć prawdziwe intencje, okłamać wyborców i doprowadzić do objęcia przez startujących w wyborach intratnych publicznych posad.

Trzeba przyznać, że media i sami politycy podtrzymują ten negatywny obraz, a życie polityczne toczy się od afery do afery. Trudno więc nie przyznać wiele racji wrażliwym i wyczulonym na fałsz młodym obserwatorom. Kolejne roczniki uzyskujące czynne prawo wyborcze mają przy tym coraz mniejszą świadomość polityczną. Sprawy publiczne pozostają na marginesie ich zainteresowania, a jedynymi źródłami informacji o polityce dla najmłodszej grupy elektoratu są media oraz emocjonalne i cząstkowe treści przyswajane od rówieśników poprzez media społecznościowe.

Wiedząc o tym partie polityczne próbują więc młodych obłaskawić, dając tym bardziej ambitnym (aktywnym?, bezwzględnym?, bezczelnym?, przydatnym?) jakieś doraźne miejsce w swoich strukturach. Pozwalają im się przebrać w garnitury uszyte przez ich dziadków, pradziadków. Garnitury za duże, za małe, dziurawe, o archaicznych fasonach, wyblakłe. Garnitury z poprzedniej epoki.

Młodzi liberałowie, młodzi konserwatyści, młodzi demokraci, młodzi anarchiści, młodzi republikanie, młodzi socjaldemokraci, młodzi patrioci. Młodzi partyjniacy … Ilu z nich kryje w partyjnym klientyzmie swoją hipokryzję, wyrachowanie, erzac „biznesowej” kariery i łatwego zarobku, usprawiedliwienie swojego nieudacznictwa, karierowiczostwa, sposobu na bezrobocie, nepotyzmu czy seksownej żądzy władzy?

Partyjni „dziadkowie” zabetonowali przez ostatnie trzy dekady scenę polityczną w Polsce i nie zauważyli, że młodzi ludzie albo idealnie wpisują się w ich sposób prowadzenia polityki, albo — szukając alternatywy dla tej beznadziei — sami w swoje ręce biorą zmianę najbliższego otoczenia. Ale, nie przez działania polityczne, ale przez animowane, prowokowane, wymuszane przez inne pozapolityczne mechanizmy antysystemowe ruchy społeczne, lokalne „nie rządowe” inicjatywy, projekty, zagraniczne staże.
Wielu emigruje, abdykuje, nie widząc dla siebie miejsca w tym nieprzyjaznym świecie, kreowanym bez nich i wbrew nim.
Polityczne zaangażowanie i potencjał młodych „wycieka”. Żadne zaklęcia polityków o przyciąganiu młodzieży tutaj nic już nie pomogą.

comments

Leave a Comment