Posted on: 22 lutego 2013 Posted by: Kazimierz Adamiak Comments: 1

Dla większości członków naszej zachodniej cywilizacji – bezpiecznej, zamożnej i wygodnej, czasem aż do do przesady – misje katolickie to egzotyka, podróże i poznawanie świata. Misjonarze jawią się nam czasem jako osoby poszukujące silnych wrażeń i przygód, pewnego rodzaju ekstremalnych turystów. Rzadko zdajemy sobie sprawę z tego, że misjonarz to człowiek, który traktuje swoją wiarę radykalnie, rezygnuje z wielu udogodnień cywilizacyjnych, a jego praca to nieustanne zmaganie się z przeciwnościami natury, niezrozumieniem ludzi i kłopotami finansowymi. Misjonarz czasem przegrywa, a zdarza się, że za swoje zaangażowanie płaci cenę najwyższą – swoje życie. Polski Kościoł aktywnie w misjach uczestniczy: w chwili obecnej w wielu krajach świata pracuje ok. 2500 polskich misjonarzy, z czego najwięcej (ok. 900) na „klasycznym” terenie misyjnym, czyli w Afryce.

Misjonarze wywodzą się z różnych środowisk kościelnych: zakonów męskich i żeńskich, diecezji, jest nawet 50 osób świeckich. Jak większość z nas wie, nasi księża Michalici też prowadzą kilka placówek misyjnych. Są jednak zgromadzenia zakonne, dla których misje są głównym powołaniem, a kandydaci są od samego poczatku formowani z myślą o wyjeździe. Takim zakonem są Werbiści (Societas Verbi Divini).
Tak się złozyło, że jeden z polskich werbistów, o. Romek Janowski SVD, spędza swój urlop w London, pomagając w pracy duszpasterskiej i biorąc kilka kursów na King’s College. Stwarza to dogodną okazję, aby dowiedzieć się czegoś więcej o problemach misji w Afryce, a konkretnie w Zambii. O. Romek ma nadzwyczaj bogate doświadczenie misyjne, bo pracuje tam od 25 lat – jak sam mówi, „po części czuje się już murzynem”. W swojej pracy oprócz normalnej posługi duszpasterskiej w kilku ośrodkach misyjnych (niektóre z nich w głębokim buszu), pełni funkcję kapelana więziennego w ciężkim więzieniu dla dorosłych i zakładzie karnym dla młodzieży, a, według jego słów, więzienia w krajach zachodu to ośrodki wypoczynkowe w porównaniu z Zambią.

Jak napisał Jan Paweł II „dla każdego wierzącego, tak jak i dla całego Kościoła, sprawa misji winna być na pierwszym miejscu” (encyklika Redemptoris Missio, 86). Aby to zrealizować nie musimy jednak jechać do Afryki. Można brać przykład ze św. Teresy z Lisieux, która poza jedną pielgrzymką do Rzymu nie wychylila nosa z rodzinnej Normandii, a została patronką wszystkich misji katolickich na świecie. Sposobów jest wiele: od najbardziej oczywistej pomocy materialnej, poprzez modlitwę, czy duchowe wsparcie misjonarzy. Juz niedługo będziemy mieć swietną ku temu okazję, bo o. Romek spotka się z naszą parafią 16 marca o godz. 18 (po mszy świętej) w sali parafialnej pod kościołem. Nasza obecność może być misyjną lekcją, ale też wyrazem uznania dla tego co o. Romek robi. On sam powiedział kiedyś, że „jego najlepsi przyjaciele są w Zambii” – udowodnijmy, że nie jesteśmy gorsi.

Można też to spotkanie traktować jako formę inwestycji w przyszłość. Jeśli nasze społeczeństwo będzie się sekularyzować w takim tempie jak dotąd, niedługo sami będziemy terenem misyjnym. Wtedy doświadczenia o. Romek mogą się okazać nadzwyczaj cenne również na gruncie kanadyjskim. Zachęcam też do kontaktu z o. Romkiem na odległość. Wystarczy odwiedzić jego stronę internetową (http://www.romekjanowskisvd.pl/) – znaleźć tam można wiele aktualnych informacji, a także aktywny blog.

comments

1 people reacted on this

Leave a Comment