Posted on: 3 listopada 2014 Posted by: Józefa Hennelowa Comments: 0

tu-i-teraz600

Od lat nie pamiętam tak pięknych Dni Zadusznych. Nie tylko sprzyjało słońce i złota jesień, ale było w powietrzu coś przedziwnego, co odbierali chyba wszyscy odwiedzający cmentarze. Odnalezienie się na styku życia i odchodzenia, które było otwarciem na wymiary zdawałoby się trudno odbieralne przez nas, dopóki chodzimy tylko w jednej rzeczywistości. Chciałoby się, patrząc na Zaduszki – trochę tak, jak pisze ks. Adam Boniecki, przywołując w swoim edytorialu („TP” nr 44, 2 listopada 2014) fragmenty książki „Patrzę i wspominam” Zofii Starowieyskiej-Morstinowej (1891–1966), założycielki i redaktorki „Tygodnika Powszechnego”. Czyli z pozycji przyjaciół już dawno pożegnanych, a umiejących wyrazić to, co niewyrażalne, życzyć sobie, by jak najdłużej zostało to poczucie więzi zmarłych z żywymi i aura, w której zaprzestaje się rozrachunków i rezygnuje z gorącego pragnienia sprawiedliwości oznaczającej stawanie w pozycji sędziów.

Kiedy byłam na cmentarzu Rakowickim żałowałam, że nie dam rady zanieść chorągiewki żałobnej na mogiły, które po przejściu z PRL do III Rzeczypospolitej najbardziej były nam nieprzyjazne: na groby żołnierzy Armii Czerwonej, których szczątki przeniesiono tam spod zlikwidowanego przy Barbakanie pomnika żołnierzy radzieckich, uwalniających Kraków od okupacji niemieckiej. Pomyślałam, że może zrobi to ktoś z młodych, jeśli zachowują stary zwyczaj stawiania świeczki czy chorągiewki żałobnej na mogiłach bezimiennych. Zawsze tak robiliśmy w Wilnie przed wojną. Chciałabym, żeby także w najmłodszej generacji zachowało się poczucie, że grób jest nietykalny i że wojna o niechciane pomniki w żaden sposób nie może zamienić się w wojnę z mogiłami. A ponieważ słychać odgłosy obchodów pierwszej wojny światowej, nadzieją napełnia ekumeniczny charakter niektórych obrzędów żałobnych, np. zadusznych procesji katolicko-prawosławnych. Szkoda, że mówi się o tym tak mało.

I jeszcze jedno życzenie, a właściwie korekta komunikatu, który przeczytałam na trzeciej stronie „TP”: w czwartek, 6 listopada, podczas mszy w krakowskiej Kolegiacie św. Anny będziemy się chyba modlili nie tylko za „Autorów, Współpracowników i Przyjaciół »Tygodnika Powszechnego« i Znaku”, lecz także za wszystkich jego pracowników, od redaktora naczelnego po pana Karola z korytarza i kierowców. Prawda? Canadian Gambling Laws

comments

Leave a Comment