Posted on: 30 lipca 2016 Posted by: Agnieszka Nowak Comments: 0

XVIII  Niedziela zwykła
Łk 12, 13-21

Ktoś z tłumu rzekł do Jezusa: «Nauczycielu, powiedz mojemu bratu, żeby się podzielił ze mną spadkiem».

Lecz On mu odpowiedział: «Człowieku, któż Mnie ustanowił nad wami sędzią albo rozjemcą?»

Powiedział też do nich: «Uważajcie i strzeżcie się wszelkiej chciwości, bo nawet gdy ktoś ma wszystkiego w nadmiarze, to życie jego nie zależy od jego mienia».

I opowiedział im przypowieść: «Pewnemu zamożnemu człowiekowi dobrze obrodziło pole. I rozważał w sobie: „Co tu począć? Nie mam gdzie pomieścić moich zbiorów”. I rzekł: „Tak zrobię: zburzę moje spichlerze, a pobuduję większe i tam zgromadzę całe moje zboże i dobra. I powiem sobie: Masz wielkie dobra, na długie lata złożone; odpoczywaj, jedz, pij i używaj!” Lecz Bóg rzekł do niego: „Głupcze, jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy od ciebie; komu więc przypadnie to, co przygotowałeś?”

Tak dzieje się z każdym, kto skarby gromadzi dla siebie, a nie jest bogaty u Boga».

Sposób rozumienia dzisiejszej Ewangelii podano w nagłówku Marność dóbr doczesnych, istotnie, łatwy do odgadnięcia. Wydaje się jednak, że zbyt szybko zadowalamy się pobieżnym rozszyfrowaniem znaczeń.

Sytuacja opisana przez św. Łukasza wykracza poza ostrzeżenie przed nadmiernym gromadzeniem bogactw.  Przyjrzyjmy się chwilkę. Nauczanie Chrystusa przerywa jeden ze słuchaczy. Nie może dogadać się z bratem w kwestii podziału majątku. Jakież to banalne i jakże wielu znane. Na pewno liczył, że otrzyma odpowiedź, która wyzwoli go z podjęcia wysiłku doprowadzenia do zgody. Wypowiedziana prośba  ma w sobie cień nakazu Nauczycielu, powiedz mojemu bratu. Brzmi jakby do Jezusa obowiązków należało zajmowanie stanowiska we wszystkich możliwych i niemożliwych do rozstrzygnięcia sprawach ludzkich. Liczącemu na  łatwe rozwiązanie musiała się krew w żyłach zagotować, gdy usłyszał odpowiedź, bez odpowiedzi.  Nie dość, że ma kłopot z bratem, to jeszcze Rabbi, którego słucha cały lud, jawnie z niego zakpił. Oczywiście Jezus mógł kazać  podzielić się majątkiem i pewnie sprawa byłaby załatwiona jednym pociągnięciem. Świadkowie i proszący wymusiliby zgodę na drugim  nieszczęśniku. Problem w tym, że Pan Bóg nie jest zobowiązany wyręczać nas w podejmowaniu decyzji, w  umiejętności dogadania się i wzajemnej życzliwości. Każdy ma rozum i serce, którymi powinien umieć się kierować. Bóg nie jest zapchajdziurą naszej niechęci do wysiłku, do  rozstrzygnięć. Jezus jest sługą, ale nie służącym, jest nauczycielem, ale nie niańką. Decyzje i rozstrzygnięcia należą do człowieka i Mistrz z Nazaretu właśnie o tym przypomniał.  A majątek, czyż po to jest by dzielił, by pogrążał w nienawiści całe rodziny? Na tamten brzeg nie zabierzemy niczego, z tego, cośmy nagromadzili. Nasza łódeczka będzie uszyta na naszą skromną miarę i nie zdołamy jej w nic zaopatrzyć. Będziemy tylko my, tacy, jakimi byliśmy w głębi naszego serca.

Przypowieść, którą  usłyszał tłum znamy doskonale. I w niej idzie o coś więcej, niż o odrzucenie nadmiernego gromadzenia bogactw. Jezus nie gani posiadania dóbr. Nie jest naiwny i wie, że pieniądze są  potrzebne, nie gani też zaradności gospodarza. Nie pada żadne upomnienie z jej powodu. Sprzeciw budzi ostatnie zdanie wypowiedziane przez bohatera przypowieści Masz wielkie dobra, na długie lata złożone; odpoczywaj, jedz, pij i używaj! Ton zdradza pyszałka, człowieka zadowolonego z własnej zaradności i dumnego, z bogactwa, które posiadł. Wszystko jest jego i dla niego, wszystko jest po to, by nie musiał już podejmować żadnych trudów, a tylko marnotrawić  otrzymane dobro, wszak zamierza pić i odpoczywać.

Zapomniał o wdzięczności, zapomniał, że cokolwiek zdobył jest łaską, nawet myśl o pobudowaniu nowych spichlerzy nie mogłaby narodzić się jego łepetynie bez światła łaski.  Wdzięczność, jakże to niemodne w świecie techniki i technologii wszelakich. Być wdzięcznym, to uznać są zależność  i przyjąć prawdę, że nie jest się samowystarczalnym. Wdzięczność, to coś więcej niż  słowo dziękuję, to przyznanie, że otrzymuję zawsze więcej, niż mógłbym dać, więc jestem dłużnikiem Łaski, bez której nie mógłbym żyć.

Kiedy wybrzmi cała głupota tegoż nieszczęśnika, kiedy poczuje się panem swego mienia i losu, Pan Bóg skwapliwe przypomni mu, że nic do niego nie należy. Jego dobro przepadnie wraz z nim, bowiem nikomu go nie użyczył. Skazał na zatratę i siebie, i to co posiadał, ponieważ nie umiał zobaczyć niczego więcej, niż to, co posiadał. Gromadził, by mieć, zdobywał, by poczuć się panem tego, co zdobył. W jego ograniczonym do gromadzenia móżdżku nie narodziła się żadna refleksja Po co? Dlaczego? Po mi tyle wszystkiego? Co z tym zrobię, kiedy nie będę mógł już używać zgromadzonych dóbr?  Nie wiemy, co poczuł bohater usłyszawszy perspektywę oddania swej duszy, ale z pewnością nie było mu do śmiechu. Miejmy nadzieję, że poprosił o szansę jak bohater Opowieści wigilijnej.

Zapowiedź, tragicznego końca bohatera nie tyle  jest potępieniem bogactwa, co przestrogą w jego używaniu. Wolno ją odczytać jako pytanie : Czy masz coś więcej, niż zgromadzone  bogactwo?  Kim naprawdę będziesz, gdy wszystko stracisz? Wartość rzeczy bowiem nie powinna  przekraczać wartości serca ich posiadacza. Bóg upomina się o człowieka, by  ten nie zapomniał, że największym jego bogactwem jest on sam – to znaczy to, kim jest i co zrobił ze sobą samym. To kim jestem, kim się staję jest gromadzeniem bogactw u mego Stwórcy, który przecież powierzył mi czas i  mnie samego w tym czasie.

Być bogatym u Boga to tyle, co znać swą małość przed Nim i pamiętać, że cokolwiek posiadam,  w istocie nie jest moje, bo sam sobie nie zawdzięczam niczego. Wszystko, co  posiadam, wszystko, co umiem jest łaską  i darem, za który nie zdołam się odwdzięczyć.  A jedyne, co dane mi będzie zabrać ze sobą, to wspomnienie o mnie tych, których pozostawię.

 

 

 

comments

Leave a Comment