Posted on: 13 stycznia 2019 Posted by: Paweł Stachowiak Comments: 0

Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski ks. abp Stanisław Gądecki ogłosił Komunikat dotyczący dyskusji o rozdziale Państwa i Kościoła (tutaj). To ważny dokument, jakkolwiek nie mający charakteru oficjalnego stanowiska biskupów Kościoła w Polsce, to jednak wyrażający pogląd hierarchy miarodajnego dla opinii polskiego episkopatu.

Jest on niewątpliwie reakcją na szeroko nagłośniony głos Barbary Nowackiej ogłoszony 6 stycznia 2019 r. „Ostatnie lata pokazują, że Polsce bardzo potrzeba rozdziału Kościoła od państwa i świeckości – uporządkowania relacji, które ewidentnie zostały zakłócone. Jeśli mamy być krajem demokratycznym, krajem równych praw i równych szans, pewne relacje trzeba przebudować i przemodelować”,  powiedziała ona na konferencji prasowej. Sam fakt, że czołowy hierarcha Kościoła w Polsce odnosi się (choć nie expressis verbis) do stanowiska reprezentatywnego dla laickiej części opinii publicznej naszego kraju jest pocieszającym świadectwem uznania wagi zdania tych, którzy nie stoją w cieniu ołtarza. Jakże często opinia osób i środowisk odległych od Kościoła była ignorowana, pomijana milczeniem, tak jakby nie była godna komentarza. Fakt, iż abp Gądecki ogłasza swoje stanowisko wobec postulatów środowisk laickich jest świadectwem zrozumienia, że Kościół nie może dłużej ignorować ich zdania, ani pomijać go milczeniem.

Metropolita poznański słusznie zauważa, iż dyskusja o rozdziale Kościoła i państwa jest problematyczna, gdyż sama zasada rozdziału jest gwarantowana konstytucyjnie. „Wydaje się, że jeśli proponowana jest zmiana typu relacji państwo – Kościół, to raczej chodzi tu nie tyle o dokonanie separacji, co o sugestię zmiany modelu separacji” – pisze abp. Gądecki. Dalej podąża tropem wytyczonym przez uznanego kościelnego badacza relacji państwa i Kościoła, ks. prof. Józefa Krukowskiego, pisząc o dążeniu do zastąpienia obecnego modelu „separacji przyjaznej” „separacją wrogą”. „Model ten – zapoczątkowany w czasach rewolucji francuskiej, a następnie rozwijany we Francji poprzez ustawodawstwo w latach 1901-1905 – przejęty został i „udoskonalony” przez Związek Sowiecki, a dalej wprowadzony także w państwach satelickich” – wskazuje metropolita poznański. I tu zaczyna się problem. Niedawno ten sam hierarcha skomentował fakt ogromnej frekwencji na seansach filmu „Kler” następującymi słowy: „to mi wytłumaczyło sukces filmu „Żyd Süss” w okresie hitlerowskim. Kiedy nakręcono film mający denigrować (oczerniać) Żydów. […] I to zostało tak zręcznie spreparowane, że ludzie byli tym wstrząśnięci i wielu ludzi odstręczyło to wtedy od Kościoła i ułatwiło postęp hitleryzmu. […]To już było grane za Goebbelsa, to nie jest nowa rzecz.” Jeden i drugi komentarz wpisuje się niestety w taktykę argumentacji „ad Hitlerum”, która niweczy każdą debatę.

Czy „Kler” można porównywać do filmu „Żyd Süss”? Pewnie tak, ostatecznie wszystko można porównać do wszystkiego. Pytaniem jest jednak, czy jest to intelektualnie przyzwoite? Jeśli ktoś ma głęboką wiedzę dotyczącą porównywanych kwestii, to oczywiście trzeba jego zdanie wziąć poważnie pod uwagę. Metropolita poznański takowej wiedzy nie posiada, gdyż sam przyznał, że filmu nie widział, a na pytanie dlaczego, odpowiedział: „ja nie jestem pozbawiony rozumu”. „Żyd Süss” (ciekawe czy zna go abp Gadecki), to film będący uzasadnieniem holocaustu, dehumanizujący Żydów, odbierający im godność osoby ludzkiej. Przy całym krytycyzmie wobec filmu Smarzowskiego, to porównanie jest intelektualnie nieuczciwe, odbiera bowiem jakiekolwiek racje obrońcom „Kleru”. Przecież są wśród nich również księża, nawet biskupi, opinia przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski czyni z nich zwolenników propagandy o cechach zbrodniczych, ulegających metodom Goebbelsa. Czy o to chodziło metropolicie poznańskiemu? Jestem pewien, że nie, ale nieostrożne posługiwanie się analogiami historycznymi może do takiego wniosku prowadzić.

Komentarz dotyczący stosunków Kościoła i państwa pokazuje, że abp Gądecki pozostaje niestety konsekwentny w nadużywaniu odwołań historycznych. Twierdzi, że dzisiejsze dążenia środowisk laickich w Polsce zmierzają ku modelowi „wrogiej separacji” i odnosi go do rzeczywistości francuskiej „laicite” oraz antyreligijnych skłonności reżimów totalitarnych, przede wszystkim sowieckiego. Samo zestawienie w ramach jednego pojęcia modelu francuskiego i sowieckiego zdaje mi się cokolwiek uproszczone, podobnie jest z umieszczaniem w takim kontekście obecnych dążeń polskiej lewicy. Inicjatywa Barbary Nowackiej, na którą zareagował abp Gądecki dotyczy trzech kwestii: finansowania lekcji religii przez Kościół, likwidacji funduszu kościelnego oraz likwidacji istniejących dotąd pięciu komisji rządowo-kościelnych i powołania w ich miejsce jednej: Komisji Wspólnej Rządu i Kościołów, Związków Wyznaniowych oraz Organizacji Świeckich. Czy porównanie tych postulatów do sowieckiej walki z religią, realizowanej metodami przemocy nie jest świadectwem przesady, nieadekwatnej do rzeczywistości? Aż ciśnie się na usta znane sformułowanie: „oszczędzajmy słowa, bo może nam ich zabraknąć”.

Abp Gądecki wytacza wobec „Kleru” i oczekiwań laickiej lewicy najcięższe działa, stosuje argumentację „ad Hitlerum”, zauważa stanowisko inaczej myślących, ale całkowicie je dezawuuje. Czy naprawdę jest dziś czas na argumenty tak zasadnicze, czy stoimy wobec rzeczywistości, która wymaga absolutnego non possumus, czy uczciwe jest sugerowanie analogii do metod totalitarnych? Według mnie abp Stanisław Gądecki idzie w swym uprawnionym krytycyzmie wobec wielu aspektów współczesności zbyt daleko. Słabością jego argumentacji jest forma w jakiej ją wyraża. Zbyt lekkomyślnie odnosi to, czego dziś doświadczamy do jakże odległych historycznych doświadczeń, ulega zwodniczej mocy historycznych analogii. Wbrew popularnemu powiedzeniu historia wcale się nie powtarza, winniśmy być bardzo ostrożni w używaniu historycznych analogii dla oceny tego co dzieje się tu i teraz, tego wymaga od nas intelektualna przyzwoitość. Biskupi często słusznie wzywają do obniżenia temperatury sporu w naszym kraju. Warto aby zastosowali to wezwanie także do samych siebie.

comments

Leave a Comment