Posted on: 31 maja 2013 Posted by: Kazimierz Adamiak Comments: 0

Chrześcijanie i muzułmanie stanowią łącznie sporo ponad połowę ludności ziemi. Bez przesady można więc powiedzieć, że od tego jak ułożą się stosunki między oboma wyznaniami zależą losy całej ludzkości. Świadomość tego jest dość niepokojąca, bo w chwili obecnej stosunki chrześcijańsko-muzułmańskie są, delikatnie mówiąc, napięte. Niektórzy, np. George Weigel, piszą wręcz o wojnie obu cywilizacji. Z jednej strony wiadomo, że wszyscy wywodzimy swoją wiarę od tego samego Abrahama, a wyznawcy islamu zapewniają, że są religią pokoju („Nie ma przymusu w religii” – mówi Koran 2, 256). Z drugiej strony obserwujemy przejawy skrajnej nietolerancji: oficjalny zakaz kultu chrześcijańskiego w niektórych krajach arabskich, prześladowania i masowe zabójstwa wyznawców Jezusa w wielu innych.

Od dialogu nie ma jednak odwrotu („Ważne jest aktywne nawiązywanie dialogu pomiędzy różnymi religiami. W pierwszej kolejności chodzi tu o islam” – powiedział papież Franciszek) – alternatywą jest otwarta wojna. I taki dialog istnieje. Na poziomie oficjalnym głośny był kilka lat temu list 138 uczonych i liderów muzułmańskich z całego świata do przywódców chrześcijaństwa zatytułowany „Jednakowe słowo dla nas i dla was”. List spotkał się z przychylnym odzewem strony chrześcijańskiej: ustosunkował się do niego papież Benedykt XVI („… najnowszy list ‘Jednakowe słowo’ … współbrzmiał tematycznie z moją pierwszą encykliką”). Odpowiedzieli inni zwierzchnicy kościołów chrześcijańskich i wybitni katoliccy teologowie. Problem tylko, że niewiele z tego oficjalnego ducha porozumienia dotarło do szeregowych wyznawców obu religii. W mediach katolickich, poza „Tygodnikiem Powszechnym” i „Więzią”, chyba nikt inny nie zdobył się na najmniejszą nawet wzmiankę. Trudno się dziwić, jeśli nawet nauczanie Jana Pawła II, którym tak szczyciliśmy się, dotarło do małej tylko części rodaków.

 
Jan Nowak-Jeziorański napisał kiedyś, że „pokojowe relacje między narodami buduje się najskuteczniej na poziomie obywateli”. Obowiązuje to też w przypadku religii i istnieją piękne tego przykłady. Siostra Emmanuelle ze Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Syjonu spędziła większość swojego życia pracując wśród muzułmańskiej biedoty – pod koniec życia nazywano ją matką Teresą z Kairu. Francuski trapista, błogosławiony Karol de Foucauld wyjeżdża na Saharę, aby żyć wśród tamtejszych koczowników; uczy się ich języka, poznaje ich kulturę. Nie stara się nawet ich nawracać, ale świadczy o Ewangelii swoim życiem. W roku 1916 ginie zamordowany, ponieważ chce do końca pozostać wśród swoich przyjaciół. Pozornie poniósł klęskę, ale w dłuższej perspektywie okazał się prorokiem, bo żyjący według ułożonej przez niego reguły Mali Bracia Jezusa są teraz obecni praktycznie na całym swiecie, będąc najbardziej chyba przekonywującymi współczesnymi świadkami Ewangelii.

 
Podobny los spotkał grupę francuskich trapistów, którzy osiedlili się w algierskich górach Atlas. Jak wspomina o. Michał Zioło, polski trapista, który miał w ich klasztorze w Tibhirine odbywać swój nowicjat: „Mnisi założyli szkołę dla dzieci z Tibhirine, zatrudniali przy pracach polowych mieszkańców wioski wioski, ale początkowo wciąż był to klasztor-kalka dużych francuskich opactw. Wszystko się jednak zmienia wraz z podjęciem praktyki lekarskiej przez brata Łukasza i przybyciem w 1971 r. do klasztoru o. Christiana. To założona przez Łukasza przychodnia otworzyła klasztor na ludzi zza muru, zaczęły nawiązywać się przyjaźnie, budowało się wzajemne zaufanie. Mnisi byli zapraszani na śluby, pogrzeby, muzułmańskie święta. Mieszkańcy Tibhirine przychodzili do mnichów ze swoimi problemami, nie byli onieśmieleni, bo bracia żyli skromnie” (cytat za K. Jabłońska, Zwyczajna Świętość, „Tygodnik Powszechny”, 5/2011). W roku 1996 trapiści zostali uprowadzeni i zamordowani przez muzułmańskich ekstremistów. Wiedzieli oni doskonale czym ryzykują odrzucając sugestie wyjazdu z zagrożonej Algerii, ale pozostali wierni swojemu Ideałowi i nie chcieli pozostawić w nieszczęściu swoich muzułmańskich przyjaciół. Przyjaźń na śmierć i życie połączyła wyznawców Chrystusa i Allacha. Niedawno rozpoczął się proces beatyfikacyjny zakonników.

 

Życie i śmierć zamordowanych zakonników jest treścią francuskiego filmu „Ludzie Boga”, który został uznany artystycznym arcydziełem: zdobył Grand Prix na festiwalu w Cannes i był francuskim kandydatem do Oskara. Głębokiej treści towarzyszy więc artyzm formy. W ciągu kilku tygodni po premierze film obejrzało wiele milionów, wydawałoby się zupełnie zeświecczonych, Francuzów.

 
Zainteresowanych filmem „Ludzie Boga” zapraszamy na kolejne spotkanie Klubu Przyjaciół „Tygodnika Powszechnego” w dniu 15 czerwca 2013 o godz. 18:15 (sobota) w sali pod kościołem Matki Boskiej Częstochowskiej.

comments

Leave a Comment