Republikańska obrona demokracji

Quentin_Skinner_mW ubiegłym tygodniu gościł w Polsce z wykładami jeden z najważniejszych dziś historyków myśli politycznej – Quentin Skinner. Ów wybitny uczony na uniwersytetach w Toruniu i w Krakowie mówił o znaczeniu pojęcia wolności, przekonując, że jego dominujące, liberalne rozumienie jest tylko jednym z wielu możliwych sposobów myślenia o tym, czym wolność jest. A także, że być może nie pozwala nam ono dostrzec i zrozumieć wielu istotnych problemów współczesnej polityki.

Mit końca ideologii

Nie jest prawdą, że od 25 lat, po upadku bloku wschodniego, żyjemy w świecie postideologicznym. Dzisiejszy liberalizm – czy raczej neoliberalizm, który z wartościami liberalnymi łączy umiłowanie kapitalizmu (związek ich obu nie jest wcale konieczny) – jest jak najbardziej ideologią. Nie należy przez to określenie rozumieć, jak chciał Marks, rodzaju fałszywej świadomości, zakrywającej prawdę o świecie. Ideologia to po prostu zestaw wyobrażeń o rzeczywistości, który każdy człowiek posiada, i którymi kieruje się w swoim życiu – bardzo często w sposób nieuświadomiony.

Neoliberalizm jest dziś przez nas wchłaniamy razem z wdychanym powietrzem. Dlatego tak trudno nam dostrzec, że ma on charakter ideologii. Niełatwo jest nam wyobrazić sobie, jak można racjonalnie odrzucać jego postulaty: nadrzędność praw jednostki nad prawami wspólnoty, swobodę działalności gospodarczej czy wolność od ingerencji państwa w nasze prywatne życie. Są to, wydaje się nam, osiągnięcia, których nie można, w państwie demokratycznym, nikomu odebrać.

Problem w tym, że obiecywana demokracja przekształciła się w ostatnich dekadach w system oligarchiczny, a może wręcz plutokratyczny. Państwa i organizacje ponadnarodowe (jak Unia Europejska) działają coraz częściej nie w interesie obywateli i ich praw, lecz raczej ku utrwaleniu i poszerzeniu interesów i praw niewielkiej elity finansowej oraz korporacji. Wystarczy przyjrzeć się tajnym negocjacjom nad porozumieniem TTIP pomiędzy UE a Stanami Zjednoczonymi (co nie jest łatwe, skoro są one tajne). Ustalenia te pozostają poza demokratyczną kontrolą obywateli, a na treść traktatu zasadniczy wpływ mają lobbyści wielkich koncernów, które mają nadzieję zyskać na deregulacji transatlantyckich stosunków handlowych.

Jak możliwe jest przeoczenie bądź lekceważenie tego stanu rzeczy? Tu właśnie dochodzimy do problemu pojmowania wolności.

Wolność po republikańsku

Neoliberalizm uczy nas, że wolność oznacza swobodę działania. Jeśli możemy bez przeszkód podejmować działalność gospodarczą, podróżować za granicę bądź realizować własne upodobania seksualne, znaczy to, że jesteśmy wolni. Jest to istota tak zwanej wolności negatywnej – wolności od zewnętrznej ingerencji w nasze działania. W historii myśli politycznej tego rodzaju postrzeganie wolności przyjmowali protoplaści i kontynuatorzy liberalizmu: od Thomasa Hobbesa i Johna Locke’a po Isaiaha Berlina i Joha Rawlsa.

Quentin Skinner i wielu innych współczesnych myślicieli zwraca jednak uwagę na zasadniczy problem z liberalną koncepcją wolności. Owszem, prawdą jest, że jeśli ktoś ingeruje w nasze działania – na przykład wtrącając nas do więzienia – i ogranicza swobodę naszych działań, ogranicza tym samym naszą wolność. Co jednak w sytuacji, kiedy nie odczuwamy tego rodzaju ograniczeń, natomiast żyjemy w świecie, w którym reguły gry – jak w przypadku porozumienia TTIP – ustala za nas ktoś inny?

Republikanizm, którego zwolennikiem jest Skinner, za zniewolenie uznaje sytuację, w której nasz los zależy od woli innych. Jeśli, jako obywatele, nie jesteśmy autorami praw, które nas obowiązują, nie jesteśmy wolni. Cóż bowiem, że prawa te zdają się nie ingerować w naszą obecną swobodę działania, jeżeli stan ten może się w każdej chwili zmienić bez naszego przyzwolenia?

Wyobraźmy sobie, że żyjemy w monarchii, w której rządy sprawuje bardzo dobry król. Od jego indywidualnej decyzji zależą losy każdego z poddanych. Nasz wyobrażony władca wykazuje się jednak łaskawością i mieszkańcy królestwa cieszą się ogromnymi swobodami. Co jednak w sytuacji, kiedy dobry humor króla się skończy (lub władzę przejmie po nim okrutny dziedzic) i postanowi ograniczyć zakres tego, co poddanym wolno czynić? Dla liberała problem wolności i zniewolenia pojawia się dopiero w tym momencie – przecież dotąd w działania ludzi nikt nie ingerował. Republikanin widzi jednak, że także wcześniej poddani nie byli w rzeczywistości wolni, skoro posiadane przez nich swobody można było w jednej chwili zlikwidować, nie pytając ich o zdanie.

Skinner mówi o jeszcze innym rodzaju zniewolenia. Otóż jeśli jesteśmy świadomi, że żyjemy w systemie, w którym nasze losy zależą od woli kogoś innego, będziemy skłonni postępować tak, by tego kogoś nie drażnić. Oznacza to, że będziemy cenzurować własne czyny i słowa, nawet jeśli negatywne konsekwencje nigdy nas nie spotkają. Współcześnie, kiedy rozmaite agencje rządowe posiadają możliwość słuchania naszych rozmów i czytania naszych e-maili, jest to kwestia szczególnie paląca. I znów – dla liberała jest to zaledwie problem ochrony prywatności. Dla republikanina sprawa jest poważniejsza, dotyczy bowiem zasadniczej kwestii, jaką jest wolność.

Komitet obrony czego?

Przyjęcie republikańskiego spojrzenia na wolność pozwala przemyśleć także sytuację, z którą do czynienia mamy dziś w Polsce. Jest sprawą wielkiej wagi, by wznoszone dziś hasła obrony demokracji nie oznaczały wyłącznie ochrony instytucjonalnego status quo. Nawet jeśli mowa o tak ważnych uregulowaniach jak niezależność Trybunału Konstytucyjnego.

Wolność w rozumieniu republikańskim kwestionowana jest dziś bowiem na poziomie wykraczającym poza państwa narodowe. Mowa nie tylko o umowach w rodzaju TTIP. Przecież wpływ, jaki na losy poszczególnych krajów mają na przykład suwerenne decyzje agencji ratingowych, także stanowi jeden z najbardziej rażących przykładów naruszenia wolności. Naprawy wymaga więc demokracja nie tylko w naszym kraju, lecz w całym świecie zachodnim, który przeformułować powinien zasady gry ekonomicznej.

Sukcesy polityków populistycznych takich jak Donald Trump – wbrew opiniom tych, którzy skłonni są uznać je za przejaw triumfu demagogii – są w dużej mierze świadectwem wzrastającego pośród obywateli poczucia utraty kontroli nad własnym losem. Liberalne recepty przestają się sprawdzać – w bajkę o tym, że każdy z nas jest kowalem, który wykuć może własny dobrobyt, coraz więcej ludzi przestaje wierzyć. Jeśli obawiamy się, że skutkiem zniechęcenia do obecnego systemu będzie ochlokracja, czyli rządy bezrozumnego tłumu, powinniśmy rozważyć postulaty zwolenników republikanizmu. I dopiero z ich pomocą próbować bronić demokracji.

comments
Filip Biały

Filip Biały

Współtwórca Klubu „Tygodnika Powszechnego” w Poznaniu. Autor blogu www.ArcheologiaPopkultury.pl.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.