Tygodnik Powszechny” nie jest własnością kilku czy kilkunastu osób, lecz – mówiąc ogólnie – społeczeństwa i Kościoła. W szczególności ma do niego moralne prawo znaczna część jego czytelników, dzięki którym przetrwał ciężkie czasy. Nie można tego prawa lekceważyć, należy stworzyć warunki, aby ich opinie mogły być szeroko znane.

Przed pismem rysują się bardzo poważne zadania, związane z kryzysem człowieka i cywilizacji. Zacierają się specyfika i powołanie człowieka, poczucie współodpowiedzialności nie nadąża za rozwojem globalnej współzależności, rozchodzą się drogi gospodarki rynkowej i demokracji. Deficyt kultury demokratycznej jest już zjawiskiem bardzo groźnym, rosną natomiast możliwości wywoływania wielkich szkód przez „szarego człowieka”, szerzą się różne rodzaje nienawiści. Terroryzm staje się zjawiskiem światowym, rośnie zagrożenie nuklearne i biologiczne.

W pracy „Tygodnika Powszechnego” należy również położyć znacznie większy nacisk na trzy kluczowe dziedziny: rodziny, wychowania i społecznej solidarności. Mamy tu głębokie kryzysy, niedostatecznie analizowane, a w szczególności brakuje szerokiej dyskusji pokazującej wysiłki ich przezwyciężania, dającej przykłady do naśladowania.

Więcej miejsca należy poświęcić społecznościom lokalnym, od rozwoju których w ogromnej mierze zależy przyszłość kraju. Potrzebne są tu reportaże i ankiety, dające możliwość lepszego poznania rzeczywistości, a przede wszystkim praktycznie pokazujące sposoby rozwoju tych społeczności.

W dziedzinie religijnej należy skupić uwagę na parafii, podstawowej komórce Kościoła. Obejmuje ona swoim oddziaływaniem zapewne połowę ochrzczonych, druga połowa nieuchronnie się laicyzuje, nie tyle tracąc wiarę, ile pogłębiając chaos poglądów. Parafia ma wobec niej obowiązki i możliwości, jeśli potrafi być wspólnotą wspólnot, stworzyć środowiska współodpowiedzialnych świeckich.

Spełnienie powyższych postulatów wydaje się niemożliwe z powodów kadrowo-finansowych. Tak rzeczywiście jest przy przestarzałej formule pisma, w którym część drukowana ma charakter zasadniczy, a część internetowa jest jedynie dodatkiem, w którym znaleźć można niektóre drukowane teksty. Pismo nowoczesne traktuje równorzędnie obie części, które wcale nie muszą być identyczne, a czasem wersja internetowa bywa ważniejsza i bogatsza od drukowanej. Może ona zawierać dużą liczbę listów do redakcji czy do autorów artykułów. A także odpowiedzi na ankiety. Czasem nawet poważne studia, częściej wersje dźwiękowe dyskusji.

Oczywiście, prowadzenie stron internetowych wymaga pracy, zatem też kosztuje. Dlatego należy szukać wolontariuszy do pomocy, przede wszystkim wśród studentów dziennikarstwa, dla których może to być cenne uzupełnienie studiów i atut przy późniejszym poszukiwaniu pracy.

Podający się do dymisji obecny Zespół powinien być zastąpiony przez odpowiednio dobrany zespół młodych ludzi, którzy będą stałymi i realnymi doradcami redakcji w sprawach młodzieży.

Niezależnie od dyskusji w internecie potrzebne są organizowane przez redakcję spotkania i debaty „fizyczne”, dające możliwość lepszego poznawania się i zacieśniania współpracy.

Do dyskusji nad powyższym powinni być zaproszeni czytelnicy „Tygodnika Powszechnego”. Niech wypowiedzą się ci, którzy czują się za pismo współodpowiedzialni. Niech rośnie wspólnota ludzi myślących i zaangażowanych.