Posted on: 21 września 2020 Posted by: Michał Rychert Comments: 0

Gdy wyznawcy islamu powołują się na Koran dla usprawiedliwienia przemocy, mówimy o fundamentalizmie islamskim. W drugiej surze ajat 191 znajdujemy następujące słowa: „I zabijajcie ich, gdziekolwiek ich spotkacie, i wypędzajcie ich, skąd oni was wypędzili. (…) Gdziekolwiek oni będą walczyć przeciwko wam, zabijajcie ich – taka jest odpłata niewiernym!”. Jak byśmy zareagowali na bilbordy z takim tekstem?

Na ulicach naszych miast pojawiły się bilbordy z cytatami biblijnymi. Oto treść jednego z nich: „Kobieta nie będzie nosiła ubioru mężczyzny ani mężczyzna ubioru kobiety; gdyż każdy, kto tak postępuje, obrzydły jest dla Pana, Boga swego” (Pwt 22,5). Zgodnie z intencją organizatorów tekst ma przywrócić ład, którego przejawem jest odpowiedni ubiór.

W drugiej grupie znajdują się bilbordy dotykające osób LGBT. Na jednym z nich czytamy: „Ktokolwiek obcuje cieleśnie z mężczyzną, tak jak się obcuje z kobietą, popełnia obrzydliwość. Obaj będą ukarani śmiercią, sami tę śmierć na siebie ściągnęli” (Kpł 20,13).

Oto wyrwane z kontekstu teksty biblijne, skierowane przeciwko kobietom i osobom homoseksualnym. Jak inaczej można zrozumieć tę akcję jak nie jako przejaw fundamentalizmu – tym razem katolickiego? Jak donoszą media, za instalacją bilbordów stoją środowiska katolicko-narodowe.

Fundamentalizm

Fundamentalizm biblijny polega na tym, że teksty wyrwane z ich kontekstu historycznego, kulturowego, religijnego oraz literackiego są używane przeciwko wybranym grupom społecznym, aby usprawiedliwić przemoc, niechęć, nietolerancję lub wymusić oczekiwane postawy.

Kościół naucza, że teksty biblijne powinny być interpretowane z uwzględnieniem kontekstu. Chodzi nie tylko o kontekst bezpośredni, o uwzględnienie tekstu otaczającego komentowany fragment, ale o kontekst całej Biblii. Ponadto należy uwzględnić, jak dany tekst był interpretowany przez samą Biblię, następnie, jak był rozumiany w historii ludu Bożego, Starego i Nowego Testamentu, wreszcie jak wyglądała jego historyczna adaptacja, czy rzeczywiście w samej Biblii mamy wzmiankę, że karano śmiercią osoby homoseksualne. Historia biblijna nie zna takich  przypadków.

Wszystkie teksty biblijne, które pojawiły się na bilbordach pochodzą ze Starego Testamentu, bez żadnego odniesienia do Ewangelii.Czy nie jest to przejaw braku szacunku dla tradycji chrześcijańskiej, której chce się rzekomo bronić?

Z Księgi Powtórzonego Prawa pochodzi zakaz spożywania mięsa ze zwierząt nieczystych: „Nie będziecie jedli nic obrzydliwego” (Pwt, 14,3).W Księdze Kapłańskiej znajdujemy wykaz tych zwierząt: „cokolwiek pełza na brzuchu, cokolwiek chodzi na czterech nogach i cokolwiek ma wiele nóg spośród małych zwierząt pełzających po ziemi, nie będzie przez was jedzone, bo to jest obrzydliwość” (Kpł 11,41-42). Czym różnią się, w sensie formalnym, trzy wymienione wyżej zakazy ? Niczym. W każdym z nich dla określenia zła użyty jest ten sam termin „obrzydliwość” (hbr. tȏ’ēbā).

Kościół już na tzw. soborze jerozolimskim uchylił przepisy rytualne Starego Prawa: „Postanowiliśmy bowiem, Duch Święty i my, nie nakładać na was żadnego ciężaru oprócz tego, co konieczne. Powstrzymajcie się od ofiar składanych bożkom, od krwi, od tego, co uduszone i od nierządu. Dobrze uczynicie, jeżeli powstrzymacie się od tego” (Dz 15, 28-29).

Dziś stawia się pod dyskusję kolejne normy Starego Testamentu w całym ich radykalnym brzmieniu. Wymaga to nowego namysłu.

Uderzyć Biblią

Pismo Święte nie jest wymierzone przeciwko komuś. Gdyby tak było, nie byłoby święte, dlatego że również Bóg nie występuje „przeciwko”, ale „dla”: „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony” (J 3, 16-17). Bóg nie użył swojego Słowa „przeciwko” nam, ale dla naszego ratunku. Jedyną kategorią ludzi, którym Jezus nie szczędził „biada”, byli religijni obserwanci Prawa, którzy uważali siebie za upoważnionych do osądzania i wykazywania grzechu innym (Łk 11,42-44). Ludziom tym wykazywał obłudę i zakłamanie.

Jezus głosił swoje orędzie jako błogosławieństwo i Dobrą Nowinę, aby oznajmiać wszystkim „rok łaski od Pana” (Łk 4,19). Nigdy nie potępił ani nie osądził nawet, jeżeli ktoś był uważany za grzesznika – czy to była prostytutka, celnik czy kobieta przyłapana na cudzołóstwie – każdy spotykał się raczej z miłosierdziem i przebaczeniem niż potępieniem i wzgardą. Również dziś Kościół podejmując działanie powinien pytać, jak to czyni Franciszek: co zrobiłby Jezus?

 Widzieć człowieka, nie grzech

Ilekroć w środowisku kościelnym prowadzona jest dyskusja wokół osób LGBT, tyle razy na pierwszy plan wysuwa się grzech, prawdziwy lub domniemany. W tych osobach widzi się najpierw  grzech, a nie człowieka. Nie tak uczył i postępował Jezus.

W Ewangelii według Łukasza przedstawiona jest pewna znacząca scena z uczty, na jaką został zaproszony Jezus. Aby lepiej uchwycić istotę przekazu, sięgnijmy do tekstu: „oto kobieta, która prowadziła w mieście życie grzeszne, dowiedziawszy się, że jest gościem w domu faryzeusza, przyniosła flakonik alabastrowy olejku i stanąwszy z tyłu u nóg Jego, płacząc, zaczęła łzami oblewać Jego nogi i włosami swej głowy je wycierać. Potem całowała Jego stopy i namaszczała je olejkiem. Widząc to faryzeusz, który Go zaprosił, mówił sam do siebie: Gdyby On był prorokiem, wiedziałby, co za jedna i jaka jest ta kobieta, która się Go dotyka, że jest grzesznicą” (Łk 7,37-39). Gospodarz domu, bo jego spostrzeżenia cytuje Łukasz, widzi w tej kobiecie grzesznicę, a raczej tylko sam grzech. W jakim kontraście pozostaje jego ocena: „co za jedna” ze słowami Jezusa, który dostrzegł w niej miłującą kobietę: ”odpuszczone są jej liczne grzechy, ponieważ bardzo umiłowała” (Łk 7,47). Podobnie miała się rzecz z kobietą przyłapaną na cudzołóstwie, która dla uczonych w Prawie, ludzi religijnych, znających przykazania była ze swoim grzechem, kazusem prawnym, który trzeba osądzić. Dla Jezusa była kimś: ”Kobieto … Nikt cię nie potępił? …I Ja ciebie nie potępiam. Idź, a od tej chwili już nie grzesz!” (J 8,10). Drugi raz tym tytułem Jezus zwraca się tylko do swojej Matki (J 4,21). Dostrzec dobro, przywrócić godność, to droga Ewangelii.

Dopóki widzimy kogoś poprzez pryzmat grzechu, mijamy się nie tylko z Ewangelią, ale i człowieczeństwem. Tamę takiej nieludzkiej, fałszywej postawie stawia zakaz osądzania: „Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni. Bo takim sądem, jakim sądzicie, i was osądzą; i taką miarą, jaką wy mierzycie, wam odmierzą” (Mt 7,1-2). Zakaz – jak widać – jest mało skuteczny. Słowa te jednak zawierają jeszcze jedną ważną prawdę: ż każdy z nas jest grzesznikiem, nikt bardziej, nikt mniej, nikt sam z siebie nie zasługuje na usprawiedliwienie. Osądzanie innych możemy zatem rozumieć jedynie jako akt samousprawiedliwienia, który sam z siebie stawia nas poza Bogiem.

Źle się stało, że w Katechizmie Kościoła Katolickiego w p. 2357-2359, gdy jest mowa o osobach homoseksualnych, mówi się również o grzechu. Gdy KKK mówi o mężczyźnie i kobiecie p. 369 – 373 czy też o prezbiterach i biskupach, o żadnym grzechu nie ma wzmianki. Czy grzech jest przypisany tylko do tej jednej kategorii ludzi, jest ich specyfiką, naturą? Czy gdy mężczyzna lub kobieta dopuszczają się zdrady małżeńskiej, niszcząc małżeństwo, rodzinę, to nie mamy do czynienia z poważnym problemem i ciężkim grzechem tylko dlatego, że dokonuje się to w relacjach heteroseksualnych? Czy nagonka na osoby LGBT, z jaką mamy dziś do czynienia nie zaciemnia realnych groźnych społecznie problemów? Czy przypisanie grzechu tylko tej jednej kategorii nie jest zwykłą dyskryminacją?

Nikt z nas nie chciałby, abyśmy byli oceniani poprzez pryzmat naszych grzechów. Novum, które wniósł Jezus, to rozróżnienie pomiędzy grzesznikiem – osobą, a jego grzechem. Dlatego człowiek nigdy nie zasługuję na potępienie, grzech -tak.

Sodomici czyli kto?

Przy pierwszej lekturze dziewiętnastego rozdziału Księgi Rodzaju opisującego, w jaki sposób mieszkańcy Sodomy, mężczyźni, zgromadzeni pod domem Lota, chcieli postąpić z jego gośćmi, jak chcieli obcować z nimi seksualnie, nasuwa się jednoznaczne skojarzenie. Sodoma została zniszczona, gdyż nastąpiło w niej zepsucie obyczajów, panoszył się homoseksualizm i to właśnie ten grzech jest bezpośrednią przyczyną zguby.

Zanim jednak dokonamy ostatecznej oceny, najlepiej oddać Sodomę pod osąd samej Biblii.  Ilekroć Biblia przywołuje temat Sodomy, nie mówi o homoseksualizmie, ale o niegościnności. Księga Mądrości w następujących słowach ujmuje problem: Słusznie cierpieli za swe własne złości, bo żywili ku gościom najgorszą nienawiść. Tamci nie przyjęli przybyszów nieznanych, ci wzięli w niewolę dobroczynnych gości. I nie tylko to: tamci zasłużą na wzgląd niejaki, bo nieradzi przyjmowali obcych, ci zaś przyjąwszy z uroczystościami i już do swoich praw dopuściwszy, utrapili trudami okropnymi. Poraziła ich też ślepota jak tamtych u drzwi sprawiedliwego, kiedy nieprzenikniona ciemność ich otoczyła i każdy szukał drogi do drzwi swoich” (Mdr 19,13-17). Grzechem mieszkańców Sodomy w interpretacji Księgi Mądrości nie jest homoseksualizm, ale fakt, że „nie przyjęli przybyszów”, okazali się niegościnni (zob. https://www.tygodnikpowszechny.pl/sodomia-niegoscinnosci-151219). Dla oceny ich grzechu nie ma znaczenia, czy chciano ich zgwałcić, zabić czy obrabować. Potępiona jest nienawiść, jaką okazali przybyszom. Również Jezus przywołuje obraz Sodomy w kontekście niegościnności, z jaką mogą się spotkać Jego wysłannicy: „Lecz jeśli do jakiego miasta wejdziecie, a nie przyjmą was, ….. Powiadam wam: Sodomie lżej będzie w ów dzień niż temu miastu” (Łk 10,10-12).

Na Bliskim Wschodzie brak gościnności naruszał zasady współżycia społecznego. Przykładem gościnności dla wyznawców trzech wielkich religii jest Abraham, którego postawa opisana w rozdziale poprzedzającym opis zachowania mieszkańców Sodomy jakże kontrastuje z ich niegościnnością.

Również w innych tekstach biblijnych, dokonujących relektury tematu Sodomy, nie ma wzmianki o homoseksualizmie. W tradycji prorockiej grzech Sodomy i Gomory jest synonimem niesprawiedliwości społecznej panującej w Izraelu i zapowiada nadchodzącą karę (Iz 1,10-17; Jr 49,18; 50,33-40; Am 4,11). Wyjątkiem w dominującym nurcie interpretacji jest tekst z Listu św. Judy 1,7.

Przykładem kościelnej recepcji perykopy o Sodomie jest komentarz Orygenesa: „Słuchajcie tego wy, którzy zamykacie swoje domy dla gości! Słuchajcie tego wy, którzy stronicie od podróżnego jako wroga! Lot żył wśród Sodomitów. Nie czytamy o żadnych innych jego dobrych uczynkach: (…) uniknął płomieni, uniknął ognia tylko dzięki jednej rzeczy. Otworzył dom swój dla gości. Aniołowie weszli do gościnnego domostwa; płomienie wtargnęły do domów zamkniętych dla gości” (Homilie o Księdze Rodzaju XII,188-189). Ta interpretacja obowiązywała, dopóki wbrew tradycji biblijnej i kościelnej skojarzono grzech mieszkańców sodomy z homoseksualizmem. Od tego czasu „sodomia” nabrała nowego znaczenia i stała się orężem w walce ideologicznej. Bowiem posługiwanie się Biblią, wbrew jej znaczeniu jest ideologią.

Zgodnie czy niezgodnie z prawem naturalnym?

Aby określić zachowanie zgodne z naturą danej istoty, musimy wyjść od zdefiniowana samej  jej natury. Co zatem określa naturę człowieka? Kim człowiek jest ze swojej natury? Człowiek jest ze swej natury istotą rozumną, wolną, zdolną do miłości.

Prawo naturalnie nie określa, w jaki konkretny sposób mamy uczyć się, pracować, jeść, odpoczywać ani jak współżyć seksualnie. Wyznacza ogólne granice – nasze zachowanie ma być rozumne i wolne.

Gdy dwoje osób obdarza się miłością, rzeczą oczywistą, zgodną z naszą rozumną naturą jest to, że chcą (element wolności) okazywać uczucie i bliskość również w sferze intymnej. Tą sferą jest seksualność.

Katechizm Kościoła Katolickiego w p. 2358 wskazuje, że „znaczna liczba mężczyzn i kobiet przejawia głęboko osadzone skłonności homoseksualne,”- i dalej – „osoby takie nie wybierają swej kondycji homoseksualnej”. Stąd dla tych osób jest naturalne, że kierują się do osób tej samej płci, aby osiągnąć ten stopień spełnienia, który osoby heteroseksualne osiągają we wzajemnych relacjach. Jeżeli zaś, jak kontynuuje KKK, „dla większości z nich stanowi to trudne doświadczenie”, to warto zapytać, jakie jest prawdziwe źródło tych „trudnych doświadczeń”.Dla właściwej oceny należałoby oddać w tym miejscu głos tym właśnie osobom. Z pewnością dzieje się tak niekoniecznie przez fakt ich skłonności, ale z powodu braku akceptacji i pogardy, z jaką muszą się spotykać, również w naszym – ponoć bardzo chrześcijańskim – społeczeństwie. Katechizm mówi dalej: „powinno się traktować je z szacunkiem, współczuciem i delikatnością”, bez „jakichkolwiek oznak niesłusznej dyskryminacji”, ponieważ „osoby te są wezwane do wypełniania woli Bożej w swoim życiu i – jeśli są chrześcijanami – do złączenia z ofiarą krzyża Pana trudności, jakie mogą napotykać z powodu swojej kondycji”. Jeśli ze współczuciem, to z pewnością nie ze względu na ich orientację. Podstawowym wyrazem szacunku jest bowiem akceptacja człowieka takim, jakim jest. Stąd jeśli mowa o współczuciu, to tylko ze względu na brak poszanowania, z jakim mogą spotkać i spotykają, się tak, że staje się to dla nich krzyżem.

 Nie odziedziczą królestwa, ale kto?

W Biblii znajdujemy nie tylko objawione słowo Boże, ale także głos historii, w postaci  rodzajów literackich, norm kulturowych, religijnych, zwyczajów i ludzkich przekonań. Chociaż całe Pismo Święte jest natchnione, to jednak niecałe jest objawione. Trud biblistów, ale przede wszystkim Kościoła polega na wyłuskaniu z Biblii słowa Bożego, które stanie się przewodnikiem dla życia Kościoła.

Sam fakt, że jakiś tekst może posłużyć do tego, aby atakować, każe się zastanowić nad jego znaczeniem. To jednak jeszcze za mało, aby kwestionować jego przekaz. Problem może leżeć tylko po stronie tych, którzy w ten przewrotny sposób danym tekstem się posługują.

W kodeksie świętości (Kpł 17-26) i kodeksie deuteronomicznym (Pwt 12-26) znajdujemy szereg przepisów dotyczących różnych sfer życia: małżeństwa i rodziny, rozwodów, relacji międzyludzkich, rytualnych ofiar, koszerności, sprawiedliwości społecznej, świąt itd. Wśród nich jest również mowa o aktach homoseksualnych pomiędzy mężczyznami: „Ktokolwiek obcuje cieleśnie z mężczyzną, tak jak się obcuje z kobietą, popełnia obrzydliwość (Kpł 18,22 i 20,13). Pojęcie obrzydliwość (hbr. tȏ’ēbā) określa pewną, zakazaną kategorię czynów.

Problemem w moralnej ocenie natury homoseksualizmu jest szeroki zasięg pojęcia „obrzydliwość” jako wyrazu dezaprobaty. Generalnie pojęcie obrzydliwości ma konotacje kultyczno-rytualne. Obrzydliwością – tȏ’ēbā – jest noszenie stroju męskiego przez kobiety i vice versa (Pwt 22,5), jedzenie nieczystych potraw (Pwt, 14,3), a także obcowanie o charakterze homoseksualnym (Kpł 20,13). Dlaczego akurat ten ostatni zakaz miałby być utrzymany w mocy?

Zasadne zatem staje się postawienie pytania: do której z grup obrzydliwości zalicza się homoseksualizm i jakie są źródła potępienia homoseksualizmu? Czy zakaz czynów homoseksualnych wynika z Prawa Bożego, czy też mamy do czynienia z prawem zwyczajowym powstałym w wyniku skojarzenia homoseksualizmu ze zwyczajami pogańskimi? Na to wskazuje Księga Kapłańska w upomnieniu końcowym: „Nie będziecie postępować według obyczajów narodu, który wypędzam przed wami. Ponieważ wszystkie te rzeczy które czynili, napełniły Mnie obrzydzeniem” (Kpł 20,23). Prostytucja sakralna między mężczyznami była znaną praktyką związaną z kultem pogańskim. Jeżeli zakaz homoseksualizmu zaliczymy do grupy kultyczno-rytualnej, wówczas można postawić pytanie o obowiązywalność zakazu homoseksualizmu poza kontekstem, na który wskazuje Księga Kapłańska. Faktycznie dzisiaj żyjemy zupełnie w innych realiach.

Jest jeszcze jeden tekst, który bywa wywoływany w dyskusji o homoseksualizmie. Paweł Apostoł  pisał do Koryntian: „ani rozpustnicy, ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy, ani rozwięźli, ani mężczyźni współżyjący z sobą, ani złodzieje, ani chciwi, ani pijacy, ani oszczercy, ani zdziercy nie odziedziczą królestwa Bożego” (1Kor 6,9). Nawet ta – wydawałoby się jednoznaczna deklaracja – nie rozstrzyga wszystkich kwestii. Nie mamy pewności bowiem,czy św. Paweł pisząc o mężczyznach współżyjących z sobą, miał na myśli homoseksualizm czy akt pederastii, męską prostytucję czy może nierząd kultowy? Wiele zależy od prawidłowego rozumienia użytych terminów i kontekstu ich występowania. Są to kwestie, które muszą rozstrzygnąć egzegeci. Ponadto jak słusznie zauważył Piotr Sikora, (https://www.tygodnikpowszechny.pl/biblia-jako-kamien-do-rzucania-164880), „wielu biblistów przekonuje, że stosunki homoseksualne potępiane przez św. Pawła nie były trwałymi, partnerskimi relacjami wzajemnej miłości – a więc, że tego potępienia nie można w prosty sposób odnieść do współczesnej sytuacji”.

Wreszcie należy wyjaśnić, że gdy Paweł wymieniając różne kategorie osób (zob. 1Kor 6,9) pisze, że „nie odziedziczą królestwa Bożego”, to nie ma na myśli, tego co dzisiaj zwykle określa się jako nagroda zbawienia wiecznego. Królestwo Boże w Nowym Testamencie nie jest kategorią tylko  transcendentną, ale też historyczną. Jest to społeczność, żyjąca pod panowaniem Boga, której początek dał Jezus. Jego historyczną formą jest Kościół. Formuła „nie odziedziczą” oznacza zatem wyłączenie ze wspólnoty. Jak wskazują egzegeci, ekskomunika ta wynikała z określonych uwarunkowań historycznych. Kościół w Koryncie był niedojrzały, otoczony przez środowisko pogańskie, wymagał troski, stąd Paweł traktuje go jak niemowlęta w Chrystusie (1Kor3,1). Jednakże ten sam Paweł w innych przypadkach, gdy również jest mowa o grzechach chrześcijan, nie nakazywał ekskomuniki (Ga 6,1), a raczej wzywał do międzyludzkiej solidarności: „Jeden drugiego brzemiona noście i tak wypełniajcie prawo Chrystusowe” (Ga 6,2). O brzemieniu osób homoseksualnych, jak się przekonaliśmy mówi również KKK. Dzisiaj Kościół żadnej z wymienionych kategorii nie wyklucza ze wspólnoty. W tym sensie przepis ten już nie obowiązuje, choć często stanowi oręż przeciwko osobom LGBT. Są w tym tekście wymienieni również cudzołożnicy, rozwięźli, złodzieje, chciwi, pijacy, oszczercy i zdziercy. Dobrze byłoby, gdyby rzekomi obrońcy moralności – rzekomi, skoro kierują się ideologicznym uprzedzeniem tylko do jednej kategorii osób – wzięli sobie do serca słowa Jezusa: „Obłudniku wyrzuć najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka twego brata” (Mt 7,5).

 

Korzystałem z: ks. A. Tronina, Nowy Komentarz Biblijny. ST, t. III. Księga Kapłańska, Częstochowa 2006; ks. M. Rosiak, Nowy Komentarz Biblijny, NT,t. VII, Pierwszy list do Koryntian, Częstochowa 2009.

comments

Leave a Comment