Posted on: 5 marca 2009 Posted by: Filip Biały Comments: 0

Nie pamiętam, kiedy i skąd dowiedziałem się o tym, iż jest takie pismo, jak „Tygodnik Powszechny”. Jego mniej lub bardziej regularna lektura towarzyszy mi jednak z pewnością od czasów wczesnolicealnych. Jakie były (i są) powody sięgania po „Tygodnik”? Na pewno pociągający jest jego elitaryzm, możliwość obcowania z publicystyką wysokiej próby, autorstwa może już nie legend formatu Kisiela, lecz ludzi światłych, umiarkowanych, nie popadających w skrajność.

Będąc człowiekiem – mówiąc oględnie – małej wiary religijnej, cenię sobie niezwykle (podobnie jak Oriana Fallaci) status „niewierzącego chrześcijanina”: Europejczyka świadomego swej tożsamości kulturowej, rozumiejącego nieusuwalną obecność Kościoła w przestrzeni publicznej. „Tygodnik Powszechny”, który nigdy nie był ani klerykalny, ani ateistyczny (co zarzucają mu jego przeciwnicy z różnych stron barykady) jest dla mnie przystanią, w której czuję się dobrze, nie będąc ani indoktrynowanym, ani potępianym za wyznawaną wiarę bądź jej brak.

A może cotygodniowy kontakt z krakowskim pismem jest też dla mnie swego rodzaju wersją Pascalowskiego „zakładu z Bogiem”? I jeżeli stanę jednak u bram Nieba, hasło – „Tygodnik Powszechny” pozwoli Świętemu Piotrowi choć trochę uchylić wrota?

Filip Biały (ur. 1984)
Redaktor portalu politologicznego Politeja.pl, założyciel Klubu Tygodnika Powszechnego w Poznaniu.

comments