Posted on: 4 lipca 2020 Posted by: Michał Rychert Comments: 0

EWANGELIARZ NIEDZIELNY, 5 lipca 2020

XVI NIEDZIELA ZWYKŁA

Mt 11,25-30

W owym czasie Jezus przemówił tymi słowami: Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie. Wszystko przekazał Mi Ojciec mój. Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn, i ten, komu Syn zechce objawić. Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie.


Czy ci, którzy pójdą drogą Jezusa, będą musieli obciążyć się kolejnymi nakazami i jeszcze bardziej rygorystycznym wypełnieniem Prawa zgodnie z interpretacją, jaką Jezus wyłożył w Kazaniu na Górze? Oto pytanie, na które Jezus musiał udzielić odpowiedzi swoim słuchaczom, na które również odpowiada nam dzisiaj.

Panowanie Boże przez wieki było zapowiadane i wyczekiwane z utęsknieniem. Tak było również w pokoleniu Jezusa. Księga Zachariasza zwłaszcza w swojej drugiej części (rozdz. 9-14), do którego należy dzisiejsze czytanie zapowiada, że królestwo Boże przyniesie zwycięski król pokoju, dobry pasterz, który zatroszczy się o Izrael, zgromadzi go na nowo, zatroszczy się o tych, co poginęli, sam będąc zraniony i zabity. Nie dziwi fakt, że ewangeliści odnosili wszystkie te zapowiedzi do osoby i misji Jezusa.

Spełnienie obietnic

Najstarsze ewangelie synoptyczne wskazują, że Jezus rozpoczął swoją misję od ogłoszenia Dobrej Nowiny. To, co dotychczas było przedmiotem zapowiedzi, proroctw, oczekiwań, właśnie się spełniło: „Czas się wypełnił, bliskie jest królestwo Boże” (Mk 1,15). Dlatego swoim naśladowcom Jezus może powiedzieć, że mogą czuć się szczęśliwi, bo widzą i słyszą to, czego inni mogli tylko pragnąć (zob. Mt 13,16). Bóg zaczął zwoje panowanie. Przez Jezusa „wykonało się” to, co było obiecane. Jeżeli królowanie Boga jeszcze nie w pełni jest doświadczane i widoczne w świecie, to tylko dlatego, że człowiek nie przyjął, wręcz odrzucił dar panowania Boga. Dlatego należy się wciąż modlić, aby przyszło królestwo Boże. Nie dokona się to inaczej jak tylko przez nawrócenie. Wszędzie bowiem tam, gdzie lud Boży poddaje się woli Boga, przyjmuje Jego panowanie, wszędzie tam, gdzie sprawa Boża staje w centrum życia ludzkiego, królowanie Boga jest doświadczane i staje się widoczne.

Czy królestwo Boże jest ciężkim brzemieniem?

W czasach Jezusa żyło wielu ludzi sprawiedliwych, przejętych sprawami Bożymi. Wyczekiwali spełnienia obietnic, starając się żyć zgodnie z wszystkimi przykazaniami. Pośród nich byli faryzeusze, znamy niektórych z nich z imienia. To Nikodem czy Józef z Arymatei. Ale byli tam też zwykli ludzie jak Symeon, który „wyczekiwał pociechy Izraela” (Łk 2,25-26), czy bogaty młodzieniec, który zachowywał wszystkie przykazania (zob. Mk10,17-22). Jednak tak wtedy, jak i dzisiaj znajdziemy wielu ludzi, którzy pozostawali gdzieś w ukryciu, którzy nosili w sobie pragnienie całkowitego powierzenia się Bogu. Jednakże doświadczali swoich ograniczeń. Z jednej strony bali się ciężaru, jakie nakładało na nich Prawo, a z drugiej czuli się przytłoczeni swoimi grzechami (zob. Łk 18,9-14).

Tak wówczas jak i dziś nie brakowało również pobożnych moralizatorów, zewnętrznie bez wad, którzy swoim perfekcjonizmem i legalizmem odstraszali prostych i strudzonych ludzi, o których wspomina dziś Jezus. Tradycja rabiniczna znała powiedzenie „brzemię Tory”. Uważano bowim, że Prawo Boże jest pewnym ciężarem, który trzeba wziąć na siebie, skrupulatnie zachowując wszystkie przykazania, nie tylko dekalog, ale wszystkie 613 praw i nakazów. Przed tym problemem w dzisiejszej Ewangelii staje Jezus.

Czy ci, którzy pójdą drogą Jezusa, będą musieli obciążyć się kolejnymi nakazami i jeszcze bardziej rygorystycznym wypełnieniem Prawa zgodnie z interpretacją, jaką Jezus wyłożył w Kazaniu na Górze? Oto pytanie, na które Jezus musiał udzielić odpowiedzi swoim słuchaczom, na które również odpowiada nam dzisiaj.

Urzekające piękno

Przyjęcie Ewangelii wymaga podjęcia decyzji, konieczna jest pewna konsekwencja w postawie życia, to zapewne wymaga pewnego wysiłku. Jednakże Jezus zapewnia nas, że jego brzemię jest lekkie. Dlaczego może tak powiedzieć? Królestwo Boże, któremu Jezus dał początek, nie jest suwerennym dziełem człowieka i nie zależy od jego własnych wysiłków. Jest to dzieło Boga – Boga i człowieka. Świetnie ilustruje to przypowieść o skarbie zakopanym w roli (Mt 13,44-46). Ów kupiec, który postanowił pozyskać skarb, nie podjął żadnego wysiłku, aby go zgromadzić. Po prostu miał to szczęście, że go odkrył. Owszem, musiał konsekwentnie przeprowadzić swój plan, ale czy to stanowiło dla niego jakiś ciężar? Sprzedał wszystko ,co miał, ale za cenę ziemi kupił skarb. Dlatego z radością przejął go w posiadanie.

Kto odkryje piękno panowania Bożego, kto da się nim zafascynować, nie odczuwa brzemienia, wręcz przeciwnie – jest niesiony jak na orlich skrzydłach (Wj 19,4).

Każdy, kto z miłością pójdzie za Jezusem, kto odkryje, że królestwo Boże jest największym dobrem, odkryje również, że jest to największy skarb, słodkie brzemię i lekkie jarzmo.

Świadectwo Kościoła

Paweł Apostoł ukazuje nam, jak rzeczywistość królestwa Bożego przeżywały pierwsze gminy chrześcijańskie. Nie mówi o trudzie naśladowania Jezusa, o brzemieniu przykazań, gdyż on sam i wiele gmin, którym dał początek, doświadczały zgoła czegoś innego. Dlatego Paweł z rozbrajającą szczerością może napisać: ”Wy nie żyjecie według ciała, lecz według Ducha … jeżeli mieszka w was Duch Tego, który Jezusa wskrzesił z martwych, to Ten, co wskrzesił Chrystusa z martwych, przywróci do życia wasze śmiertelne ciała mocą mieszkającego w was swego Ducha.” Paweł nie mówił o eschatologicznym zmartwychwstaniu na końcu historii, ale o nowym życiu, jakiego doświadczają chrześcijanie na skutek wiary, której znakiem jest chrzest.

Gdyby Bóg nie ofiarował nam nowej możliwości życia mocą Ducha w swoim królestwie, życie chrześcijańskie byłaby ciężkim brzemieniem. Lecz my nie żyjemy według ciała, lecz według Ducha, jeśli tylko Duch Boży w nas mieszka, dlatego droga Jezusa jest wyzwoleniem, siłą, radością nie brzemieniem.

Jak tego doświadczyć dzisiaj?

Można wskazać kilka kryteriów lub warunków, które muszą być spełnione (czy to będzie pełna lista?), aby kroczenie za Jezusem nie przekształciło się w ciężki, nieznośny trud. Dwa warunki przedstawia sam Jezus w dzisiejszej Ewangelii. Jeden to pełnienie woli Ojca. Wymaga to pewnej zażyłości z Bogiem, bo przecież woli Boga „nikt nie zna, tylko syn”, to znaczy ten, kto żyje z woli Ojca, kto jest mu posłuszny. Obietnica Jezusa nie dotyczy naszych własnych wysiłków podejmowanych choćby w dobrej wierze, które nie odpowiadałyby woli Ojca.

Drugi warunek wyraża się w postawie Jezusa. Mówi On o sobie „jestem cichy i pokorny sercem”. To właśnie cichym i pokornym Jezus w błogosławieństwach obiecuje udział w królestwie Bożym. Hebrajskie anawim oznacza jednocześnie biednego, pokornego, cichego, czyli polegającego na Bogu. Człowiek bogaty, niepokorny polega na sobie, nie potrafi zrezygnować ze swoich wielorakich zabezpieczeń (zob. Łk 12,16,20), dlatego nie jest w stanie rzucić na szalę wszystkiego dla królestwa Bożego.

Kolejne kryteria wynikają z lektury Ewangelii i doświadczenia Kościoła. Pierwsze z nich można ująć w sformułowanie: całość albo nic. Radykalizm ewangeliczny polega na przyjęciu Ewangelii w jej integralności. Tylko wtedy Ewangelia może być lekkim brzemieniem, gdy nie będzie poddawana manipulacji, nie ulegnie rozkładowi na części, z których każdy uszczknie sobie to, co najbardziej mu odpowiada. Nie można bowiem służyć Bogu i mamonie (Mt 6,24). Bóg domaga się całego serca, całkowitego zaangażowania. Tylko ten, kto niepodzielnym sercem angażuje się w sprawy Boże, kto jak ów kupiec postawi wszystko, odziedziczy skarb.

Kolejne kryterium brzmi: razem, nie samemu. Królestwo Boże nie jest zbiorem suwerennych jednoosobowych księstw, ale jest społecznością ludu Bożego, w której każdy rezygnuje z siebie, aby wspólnie pełnić wolę Bożą. Ewangelia nie ma nic wspólnego z indywidualistyczną etyką dla samotników. Miłość, przebaczenie, pojednanie, solidarność,  etyka Ewangelii ma służyć naprawie i budowaniu naszych wzajemnych relacji, budowaniu wspólnoty a nie indywidualistycznej doskonałości.

U podstaw wszystkiego należy jednak wymienić zachwyt nad Ewangelią. Nie każdy potrafi odkryć piękno drogocennej perły (zob. Mt 12, 46). Dokonuje się to przez dar wiary. Królestwo Boże nie będzie ani ciężarem, ani obowiązkiem czy ascetyczną rezygnacją wymagającą heroizmu, jeżeli pozwolimy, aby nas zauroczyło swoim pięknem. Kto pozostaje pod urokiem piękna królestwa Bożego, dla tego naśladowanie Jezusa w pełnieniu woli Ojca w sposób radykalny i całkowity nie tylko staje się możliwe, ale ponadto łatwe. Wówczas nawet krzyż stanie się brzemieniem do uniesienia.

Zadaniem dla nas pozostaje odkryć ów skarb, owo jarzmo, aby dać się porwać jego pięknu i słodyczy.

comments

Leave a Comment