Posted on: 18 grudnia 2012 Posted by: Józefa Hennelowa Comments: 0

Niepamięć bywa błogosławiona. Goi rany z przeszłości, łatwiej pozwala przebaczać albo odzyskiwać zaufanie do bliźnich czy siebie samego. Ale ta sama niepamięć to kalectwo albo pułapka, gdy z przeszłości chcemy za wszelką cenę wyciągnąć, jak z banku, korzyści na przyszłość. Wtedy najczarniejszy obraz z wczoraj, potrzebny jak listek lauru na głowę, może prowadzić do nieprawdy.

Będę szczera: zupełnie nie rozumiem, dlaczego musieliśmy z takim natężeniem obchodzić 13 grudnia czyli 31. rocznicę wprowadzenia w Polsce stanu wojennego. Bo to było potrzebne nie tylko niektórym kręgom opozycji, czym się nie chcę zajmować. To było po prostu świętowanie, chociaż przecież ta data nie nadawała się do tego zupełnie. Przecież myśmy tutaj sięgnęli po tak mało fortunne zagrania, jak tak zwane rekonstrukcje z przebieraniem się w akcesoria tamtego dnia i powtarzaniem scen, które miały być pełne martyrologii, a były z konieczności tylko zabawą. Przecież rozpętano w mediach całą rzekę wspomnień, które okazywały się często konfabulacją. I nawet trudno mieć pretensje do dziennikarza, który dziś ma niepełną trzydziestkę, że np. nie wiedział, iż z internowania działacze Solidarności często wychodzili nie na wolność, lecz do więzienia kończącego się procesami. Wspomnienia ludzi rozciągały się od zupełnej czarności po naiwną nierealność. I jedyną możliwość zrozumiałego odniesienia do tamtego czasu – to znaczy skupioną pamięć o ofiarach, a także ludziach najbardziej zasłużonych – jak zwykle potraktowaliśmy prawie marginesowo.

Dlatego chciałabym przypomnieć ten zespół faktów związanych z tamtym rozdziałem historii, o którym ku mojemu zdumieniu nikt w tym roku nie powiedział ani słowa. Było bardzo dużo odniesień do autora stanu wojennego, pełnych nieukrywanej chęci jak najsurowszego wymierzenia kary bodaj dzisiaj. Był gorszący telewizyjny spór dokoła wiadomości o polityku odwiedzającym gen. Wojciecha Jaruzelskiego w szpitalu. Więc może przypomnijmy, że tuż po zawieszeniu stanu wojennego, w czerwcu 1983 roku Jan Paweł II odwiedził Polskę jeszcze pełną więźniów, a podczas tej wizyty nie tylko przyjął gościnę w Belwederze i wysłuchał przemówienia generała, na które odpowiedział punktując wszystkie swoje zatroskania o Polskę, ale także kilka dni później spotkał się z gen. Jaruzelskim na Wawelu, odbywając długą rozmowę w cztery oczy, której treści nigdy nie poznaliśmy. Dla nas była to przecież lekcja prawdziwej mądrości i powagi w odniesieniu do najtrudniejszych egzaminów.

Czy nie było lepiej dziś sięgnąć po tamte homilie i czytać je niekoniecznie w aurze rozkołysanych emocji, jakie np. towarzyszą manifestacjom ulicznym? Do życzeń składanych czytelnikom przed tygodniem, po wszystkich przeżyciach ostatnich dni, chciałabym dołączyć jeszcze to jedno życzenie: żebyśmy mogli lepiej obchodzić się z pamięcią i niepamięcią. Tym bardziej, że mamy, chociaż już po tamtej stronie, Nauczyciela i Mistrza.

comments

Leave a Comment