Posted on: 10 września 2016 Posted by: Marcin Pera Comments: 0

plakat_znak_pokojuSpór, który powstał wokół kampanii społecznej „Przekażmy sobie znak pokoju” pokazuje, że jednym z naszych (Polaków, chrześcijan) podstawowych problemów jest brak szacunku względem drugiego człowieka.

Wobec takiej tezy aż chce się powiedzieć, że główna idea akcji trafia w sedno, mało tego, winna być rozszerzona na promowanie postawy szacunku nie jedynie względem określonej mniejszości, lecz po prostu wobec drugiego człowieka. Paradoks zaistniałej sytuacji polega bowiem na tym, że akcja, której celem było zabieganie o szacunek dla mniejszości poróżniła przede wszystkim tych, którzy czują się częścią wspólnoty jednej religii.

Jest rzeczą oczywistą, że wobec takiej kampanii społecznej można mieć różne zdania, obawy, a nawet zastanawiać się nad jej sensownością. Można te opinie wymieniać w sposób kulturalny, cywilizowany, tocząc spór na podstawie wymiany merytorycznych argumentów, w atmosferze – a jakże – wzajemnego szacunku. Czyni to na portalu Laboratorium Więzi Zbigniew Nosowski, a z drugiej strony np. Paweł Grad na portalu Christianitas. Szkoda, że na takim gruncie nie potrafią pozostać inni publicyści (np. Marcin Przeciszewski, który po prostu wie lepiej). Zupełnie nie rozumiem postawy kard. Stanisława Dziwisza, który, podobnie jak red. Przeciszewski stwierdza, że organizatorzy kampanii chcą iść o wiele dalej niż sugerują w samej akcji i jest to szlak daleki od nauczania Kościoła (może gdyby kardynał obok tekstu red. Przeciszewskiego przeczytał też artykuł red. Nosowskiego opisałby sytuację inaczej). Co więcej, zdaniem krakowskiego hierarchy „niektóre środowiska katolickie” włączają się, i to CELOWO, w fałszowanie nauki Kościoła. To jest już zarzut bardzo grubego kalibru, który należałoby poprzeć stosowną argumentacją.

Niezmiennie zadziwia mnie również to, jak szybko hierarchia (tekst oceny kard. Dziwisza został udostępniony m.in. na profilu facebookowym abp. Stanisława Gądeckiego) potrafi szybko i zdecydowanie reagować na inicjatywy niektórych środowisk katolickich, jednocześnie zaś zwlekać z oceną działań innych grup i osób. . Jest to tym dziwniejsze, że akcja „Przekażmy sobie znak pokoju” ma zachęcać do postawy Opartej na miłości bliźniego, niezależnie od tego jak ocenialibyśmy jego życiowe wybory i zapatrywania.

Kluby „Tygodnika” nie podpisały się pod akcją, lecz nie dlatego, że nie chciały, lecz z prozaicznego powodu, że o akcji dowiedzieliśmy się zbyt późno i nie było nawet możliwości, by rzecz przedyskutować. Stąd wsparcie jedynie klubu warszawskiego, który o akcji wiedział wcześniej. Sam, po wielu rozmowach, mam do wspomnianej akcji stosunek ambiwalentny. Nie potrafię jednak przejść obojętnie obok ataku, z jakim spotkały się środowiska katolickie, które chciały zwrócić uwagę na realny problem traktowania homoseksualistów. Przecież w ten sposób mogliśmy my, chrześcijanie, katolicy pokazać, że potrafimy się z szacunkiem odnosić do każego człowieka. Dzięki żenującym komentarzom niektórzy z nas pokazali, że szacunkiem nie darzymy nawet siebie nawzajem.

comments

Leave a Comment