Opublikowano: 6 lipca 2020 Autor: Barbara Niedźwiedzka Comments: 0

Wybory zaprzątają nasze głowy. W sercach cichutko hodujemy nadzieję, że wywalczona takim wysiłkiem, taką determinacją wielu dzielnych ludzi, DEMOKRACJA przejdzie i przez tę próbę. A co robią nasze łąki i łączki – nasz mały wkład w zieloną, zrównoważoną przyszłość Ziemi?

Też nie mają lekko! Późny wysiew, zimno, deszcze, niekoniecznie właściwa gleba. To, jak mimo wszystko próbują zaistnieć, wykonać zadanie, zaowocować jest dla mnie w tym teraz czasie jakąś metaforą naszego politycznego, społecznego życia. Obawiamy się, czy dadzą radę, obserwujemy uważnie. Każda roślinka inna, ta sama a posadzona w innym miejscu mocniejsza lub słabsza, niektóre nie dają rady, bo za mokro, za ciemno, za późno. Może nie wszystkie są, na razie, spektakularne, ale są i rosną. Nasze społeczeństwo jakże zróżnicowane, jakże podatne na warunki, jakże dzielne.

W Ogrodzie Botanicznym w Zabrzu, współpracującym z Klubem gliwickim, coś już się pojawiło. Byli może najbardziej spóźnieni w swoim edukacyjnym dziele, stąd roślinki dopiero wschodzą, ale pod profesjonalną opieką kto wie jakie osiągną rezultaty?! Profesjonalizm może dokonać cudów.

A w hotelu przy „Łące w Ogrodzie” już urządzają się rozmaite zapylacze. Czekają na kwiaty.

Lubelska Łąka Ekumeniczna podobno zazieleniła się trawiaście. Siewcy chcą nas zaskoczyć rezultatem, stąd chowają się na razie pod korcem, śląc tylko przedsmak – zdjęcie prywatnej łączki doniczkowej Pani Elżbiety M. Jeżeli podobnie jest przy ewangelicko-augsburskim kościele, to gratulacje! Chciałoby się schrupać taką łączkę. To myślę jako koza, albo krowa.

Te same myśli mam (prawdopodobnie jestem w jakiejś mierze krową?, kozą?), widząc trzytygodniową łączkę Geni M. (Kraków), albo Joli R. (Gdańsk), czy jej współ — klubowiczki Elżbiety S. z Otomina. Co za bujność, kruchość, zieloność! Mniam.

łączka Geni M. (Klub krakowski)
łączki Joli R. i Elżbiety S. (Klub trójmiejski)

A w Klubie rzeszowskim Pan Ryszard Rogoziński w Głogowie niedługo już chyba będzie kosił? Ależ piękna! Musi się jednak najpierw wysiać. Nasze też takie będą. Swoją wstydzę się pokazać. Klepisko + wiotkie lebiodki. Daję jej czas.

W Warszawie hodowla łączek „wędrujących” idzie pełną parą. I znowu chciałoby się chrupać.

łączki: Ewy i Marcina                                                          Elżbiety i Andrzeja
łączka Joasi S. (Klub warszawski)
łączka Asi (Klub warszawski)

Być szczęśliwą krową, na rozległej łące, w przyjaźni                       i współpracy z człowiekiem, pod jego wrażliwą opieką. Czy to jest niemożliwy do spełnienia ideał? Jakoś dzisiaj przy okazji łączek pisze mi się o krowach. Dużo o nich myślę, o smutnym, okrutnym w naszych czasach losie większości z nich. Łąki, pastwiska są ich naturalnym miejscem, nie metalowe boksy w barakach. Modlę się za nie i za inne zwierzęta, o ulgę w ich bólu i smutku. Na pastwisku nad moim domem pasą się te szczęśliwsze. W ich oczach jest przepastna tajemnica.

A najpiękniejszym symbolem tego, jak można zakwitnąć wbrew niesprzyjającym warunkom jest roślinka, którą obserwujemy od początku, a której Joasia R. (Warszawa) dała, wbrew przyziemnemu rozsądkowi, szansę. I, co bardzo ważne, otoczyła uczuciem. Ja też bardzo się do tej roślinki przywiązałam. Niepozorna, wytrwała, szybka, czerpiąca ile się da z tego co ma do dyspozycji w wąziutkiej szczelinie między płytkami. Popatrzcie co z niej wyrosło. Jakie piękno! I ile nasionek, które poleciały hen dalej!

comments

Leave a Comment