Opublikowano: 11 czerwca 2020 Autor: Barbara Niedźwiedzka Comments: 0

I ruszyliśmy z „załączaniem” naszego otoczenia. Nie jest łatwo. Pada. I wciąż chłodno. To dobrze, to bardzo dobrze, zważywszy na chroniczną suszę, której przecież nie zniwelują łatwo, nawet takie jak teraz, obfitsze deszcze. Niech pada. Ale ziemia ciężka, a tu trzeba darń zrywać, ziemię rozmokłą przekopać. Niektórzy mają w tym wprawę i komunikują się z tą ziemią i z nasionkami lepiej, inni, bardziej „miastowi”, zaliczają podstawówkę. Myślę jednak, że wszystkim nam sprawia radość to, co robimy. I to, że jest nas, może jeszcze nie milion, ale tysiące na pewno.

Dziś przeczytałam, że Białystok idzie na całość w sprawie naturalnej przyrody w mieście. Sieją łąki, rzepakowe, bylinowe, w środku miasta powstała miejska pasieka (pszczoły – mieszczuchy już wyprodukowały 15 kg miodu). Już rok temu, przejeżdżając przez Białystok, widziałam niesamowitą, obrośniętą barwnymi pnączami Operę Białostocką, oczka wodne na jej dachu, rumianki i  słoneczniki na klombach w samym centrum. Przepięknie! Poszukajcie zdjęć w internecie. Warto! A my? Też nieźle.

Łąkowy zaciszny zakątek podkrakowski. Bożena cichutko wysiewa łakę, mając w duszy rozterkę, co z wyjazdem w Góry Sowie.

Imponujące przygotowania pod wysiew Ekumenicznej Łąki Kwietnej miały miejsce w centrum Lublina, przy kościele ewangelickim. Tu nie ma amatorstwa. Klubowicze pracują pod czujnym okiem Czarka-Ogrodnika i kilku kwiczołów, które łaskawie zezwoliły na ingerencję w ich zielony świat.  Nie bez pewnego wyrachowania, jak przypuszczam.

Niżej marny trawnik w Wiatowicach (wieś leżąca w parafii Niegowickiej – pierwszej placówce św. Jana Pawła II). Wieść sąsiedzka głosi, że chodząc po kolędzie młodziutki wikary to, co dostał w jednym domu, zostawiał w kolejnym, biednym. Wierzę, że był także w mojej chatce, należącej wtedy do ubogiej wdowy. To tu prowadzę walkę z podagrycznikiem (w sumie niesłuszną, bo to bardzo ładnie kwitnące ziele, tyle że zdominuje wszystko). Walka na pozór wygrana! Ale wiem, że ziółko wróci. Czekam niecierpliwie na nasiona łąki. Wysiew się opóźnia, podagrycznik zaciera korzonki. Pozwalam mu rosnąć gdzie indziej, ale wiem, że i tu by chciał. Moja Sara sceptyczna.

Łódzki konkret. Tomek podchodzi do sprawy z chirurgiczną precyzją.

Łąka Warszawska, przenoszona za słońcem. Skoro ma pójść do ludzi, to musi się przyzwyczajać do ruchu. Właśnie wschodzi. Zajęcie całodniowe,  wymagające punktualności. Ale, ileż w tym Joasi uczucia!

Czekamy na doniesienia pozostałych Siewczyń i Siewców!

comments

Leave a Comment