Opublikowano: 10 sierpnia 2020 Autor: Barbara Niedźwiedzka Comments: 0
Czy pamiętasz, jak głowę wynurzyłeś z boru,
Aby nazwać mnie Łąką pewnego wieczoru?
Zawołana po imieniu
Raz przejrzałam się w strumieniu –
I odtąd poznam siebie wśród reszty przestworu […].                                                                                            Bolesław Leśmian. Łąka. 1920

Upalny sierpień. Łąki użytkowe już po raz pierwszy skoszone. Na łąkach dzikich zmiana warty. Nie uświadczysz bławatka, maki na miedzach przekwitły, białe dywany rumianków, złocieni i maronek zamieniły się w żółto-pomarańczowe wysepki guziczków. Kąkole dawno po cichu wysiały się w zboże. Sucho. Gorąco. Upał nie przeszkadza jednak koronkowym baldachom dzikiej marchwi, błękitnym Jasiom wędrowniczkom, żółtym  dziewannom, różowym i bordowym malwom. Kolory sierpnia: żółć, pomarańcz, fiolet, kolory róż, marcinków, rudbekii, jeżówek.

Nasze Tygodnikowo-Klubowe „Łąki Powszechne”, lekko opóźnione, odstają od tych barw, mają kolory wiosny, wczesnego lata. Rozrzucone po całej Polsce, to tu, to tam, na ogrodowych rabatkach, w doniczkach na balkonach, na zagonach, zakwitają bławatki, bladoniebieski len, czerwone maki, liliowe dzwonki, amarantowe groszki. Prawdopodobnie są lekko zdezorientowane zapachem i temperaturą środka lata. Czują, że coś jest nie tak, ale dopieszczone, podlewane, dzielnie dążą do wydania kwiatów i nasion, po raz pierwszy.

W podkrakowskich Zielonkach kwitnie prześliczna, delikatna łączka Bożeny.

Łąka Powszechna w Grudziądzu. To jest edukacja! To jest zmienianie myślenia! Gratulacje! Było tak, oddaję głos Monice Mellerowskiej:

„Grudziądzki Klub „Tygodnika Powszechnego” ochoczo i z głową pełną pomysłów przyłączył się do akcji „Łąka Powszechna”. W pierwszych naszych planach ustaliliśmy wysiewanie łąki w przestrzeni miejskiej. W tym celu podjęliśmy rozmowy z odpowiednimi przedstawicielami Urzędu Miasta w Grudziądzu, by wybrać najlepsze dla roślin łąkowych miejsca. Niestety, zbyt wysokie temperatury tego lata i mała ilość opadów zmusiły nas do przełożenia planów wysiewania na czas jesienny (uznaliśmy, iż obfite nawadnianie wysianej łąki mija się z ekologicznym celem akcji). Zamiast tego na czas letnio-wakacyjny zaplanowaliśmy spotkania w tematach okołołąkowych i roślinnych, a w miejsce łąki w jednym miejscu wysialiśmy w warunkach domowych słoneczniki, które później postanowiliśmy rozdać uczestnikom zaplanowanych spotkań.

Nasze spotkania rozpoczęło 11 lipca spotkanie z przedstawicielami fundacji Łąki Kwietne, zorganizowane przez Grudziądzką Inicjatywę Ekologiczną. Spotkaniu kibicował nie tylko nasz Klub. Było to prawdziwie łąkowe preludium, podczas którego Karol Podyma, z fundacji Łąki Kwietne przedstawił wykład o łąkach kwietnych i korzyściach z ich zakładania w mieście.

Cały wykład dostępny jest na stronie facebookowej Inicjatywy TUTAJ

24 lipca przenieśliśmy się w średniowieczne mury Muzeum im. ks. dr. Władysława Łęgi w Grudziądzu. Dzięki uprzejmości Pani dyrektor Muzeum – Wioletcie Pacuszce, Grudziądzkiej Inicjatywie Ekologicznej oraz Urzędowi Miasta w Grudziądzu mogliśmy połączyć siły i w pięknych okolicznościach szukać dzikości w przestrzeni miejskiej. Było zielono, ludowo i zdrowo. Po łąkach i zieleni miejskiej oprowadzali nas architekt zieleni miejskiej Urzędu Miasta w Grudziądzu – Tatiana Szymańska oraz etnograf z grudziądzkiego Muzeum im. ks. dr. Władysława Łęgi – Łukasz Ciemiński. To Łukasz rozpoczął piątkowe spotkanie wykładem „Bagno i czartopłoch, czyli skąd się wzięły zioła?” Wysłuchaliśmy bukietu ludowych opowieści o ziołach i kwiatach, za przykłady mając pyszniące się w dzbanach barwne ziołowe cuda z łąk i pól. Poznaliśmy znaczenie ziół w polskiej kulturze ludowej, ich moce dotąd większości z nas nieznane.

W drugiej części naszego płynącego czternastowieczną kogą spotkania przybliżyliśmy jego uczestnikom możliwości czynnego udziału w budowaniu zielonych przestrzeni miejskich. Architekt zieleni miejskiej Tatiana Szymańska otworzyła, dosłownie, wielu z nas drzwi swojego biura, które ma – niczym wspominane wcześniej zioła – moc rozprzestrzeniania zieleni.

Kilkugodzinne spotkanie zakończyliśmy konkluzją, iż wszystko zależy tylko od nas – mieszkańców miast – chęci, a dzikiej zieleni trzeba pozwolić po prosu żyć. Emocje uczestników spotkania studziły chłodne ziołowe napoje, i wyciszał napar z melisy.

Udało się rozdać słoneczniki, więc poza głowami pełnymi pomysłów uczestnicy spotkania zabrali ze sobą żywą pamiątkę. Mamy nadzieję, że będzie ona skutecznie przypominała o tym, że warto dać trochę siebie dla zielonego oddechu miasta. Te słoneczniki, które pozostały staną się owocem całej akcji dla wszystkich mieszkańców, bo zasadzone w przestrzeni miejskiej cieszyć będą grudziądzan i przyjezdnych.


Dziękujemy wszystkim organizatorom wydarzenia za ogromny wkład w jego organizację, a jego uczestnikom za obecność. Niech naszym celem będzie zielone miasto Grudziądz. A Łąkę Powszechną wysiejemy jesienią.”

****

A w Lublinie zielono.

Na  lubelskiej „Łące Ekumenicznej” zielono było już w lipcu.

Zielono jest w sierpniu. Zielony — kolor nadziei. Mogłoby wystarczyć, a jednak oczy wypatrują koloru. Jest! Dziki, amarantowo-fioletowy groszek. Gdzieś pod ścianą, skromnie, a jak wyraziście.

Ja w moim ogrodzie, przyznam się, najbardziej lubię takie pojedyncze, ukryte w krzakach, trawie, niekiedy nie wiadomo skąd przybyłe roślinki. Czasem nikt inny z domowników o nich nie wie, tylko ja. I mam wtedy z nimi wspólną tajemnicę. Polecam. Bardzo przyjemne uczucie. Ten akurat groszek wiemy skąd przybył (Fundacja Łąka), był oczekiwany, i nie na próżno. Znaczna część sierpnia jeszcze przed nami. A ta ekumeniczna zieleń wygląda naprawdę obiecująco.

***

W Warszawie na balkonach trwają zmagania. Może to wbrew naturze, taka łąka w doniczkach? Może czuje się skrępowana? Joasia R. twierdzi, że łąka nie lubi być wystawiana na pokaz. Może balkon to rzeczywiście nie jest najlepsze miejsce dla łąki? Potrzebuje przecież przestrzeni, im większa tym lepsza, potrzebuje słońca, wiatru, deszczu. Sama dba o siebie, sama się komponuje, sama rozsiewa. Cóż, czasem trzeba się poświęcić dla sprawy. U Joasi też zakwitnął groszek, ten sam co na Łące Ekumenicznej, a u Ewy i Marcina B. skrzyneczka pełna obietnic!

***

U Tomka B. w Łodzi: lniano i nagietkowo. Pięknie.

***

W Rzeszowie – bławatkowo.

Jest jeszcze wiele, wiele innych łąk i łączek wysianych przez Klubowiczów i czytelników „Tygodnika Powszechnego”. Dajcie znać, co u Was.

A u mnie? Sami zobaczcie. Za to ślimaki zadowolone. Niektóre kiełki, powiedzmy prawdę, większość, były smakowite. A jak one zadowolone, to my – ja i Sara, też. Spróbujemy ponownie jesienią.

Bronisław Maj
***
Leżę na łące z twarzą nisko
w trawie, a wysoko nad nami
skowronek. Po mojej ręce mrówka
ciągnie suche źdźbło. Widzę,
co ona widzi: przepastne
pory skóry, bór traw, zdradliwe
gołoborza ziarn piasku.
Słony pot zalewa jej,
moje oczy. Skowronek jest już tam,
skąd niemal tak samo
wyglądamy, czepiający się ziemi: ja,
mrówka, żółte kwiaty. Wzlatuje
jeszcze wyżej – zbliża się
do prawdy. Czy oddala.  A jeśli
są dwie prawdy: mrówki
i skowronka, nieba i bruzdy
dłoni, śpiewu i pełzania
Będąc z boku – gdzie
jestem. Które z nich mnie
przygarnie. Z tą manią
zaprzeczania, mnożenia zbędnych pytań,
z tym tchórzliwym, „pomiędzy” – moją
niepewną
prawdą.
Z: Bronisław Maj. Elegie Treny Sny. Wyd. Znak 2004.
comments

Leave a Comment