Posted on: 6 października 2014 Posted by: Józefa Hennelowa Comments: 0

tu-i-teraz600

Zdarzają się fakty, które cieszą i martwią równocześnie. Tak jak na przykład wczorajsza (5 października) msza niedzielna, transmitowana w telewizji z Łagiewnik, dzięki której także my, uczestnicy niewychodzący już z domu, mogliśmy obchodzić uroczystość św. Faustyny. Mistyczka, jak się okazuje, ma już także swoją liturgię. Jako wilniance było mi jednak szkoda, że ani słowem święto to nie obejmuje osoby ks. Michała Sopoćki, współautora misji Bożego Miłosierdzia, której patronką ogłoszona została św. Faustyna Kowalska. A był to przecież nie tylko jej spowiednik w czasach wileńskich, ale do samej śmierci – wiele lat po odejściu świętej – teolog głoszący to samo posłannictwo (mimo że nie zgadzał się na to jego bezpośredni zwierzchnik, biskup Romuald Jałbrzykowski). Ks. Michał Sopoćko jest czczony w Białymstoku, bo Kościół ogłosił go błogosławionym, ale czemu dwoje świętych ludzi nie może spotkać się w jednym święcie i w tej samej świątyni w Łagiewnikach?

I druga sprawa. Podziwiam pracę kapłanów wydających „Wołanie z Wołynia” (diecezja łucka), od lat ratujących pamięć historyczną i religijną swojej ziemi. W najnowszym numerze znalazłam dwujęzyczną broszurkę zawierającą „Nowennę za przyczyną Sługi Bożego ks. Władysława Bukowińskiego”. Od iluż to lat, od czasu odwiedzin redakcji przez ks. Bukowińskiego, czekam na ogłoszenie go patronem Kościoła na tragicznych ziemiach Kazachstanu… I do dzisiaj wciąż czekam i nie mogę zrozumieć, dlaczego to się nie realizuje. Może za mało starań w Watykanie podejmujemy my, zachodni sąsiedzi Kazachstanu, a równocześnie rodacy ks. Władysława i świadkowie jego heroicznego życiorysu? Czy można pozwolić na takie zaniechanie?

comments

Leave a Comment