Posted on: 4 kwietnia 2016 Posted by: Marcin Pera Comments: 0

marcin_peraProblemem komunikatu prezydium Konferencji Episkopatu Polski, który miał być (bo nie wszędzie został) ogłoszony w ostatnią niedzielę w polskich kościołach jest nie tyle jego treść, co wybór czasu jego upublicznienia. Niezależnie od intencji biskupów, komunikat ów będzie traktowany jako element gry politycznej, niestety, bardzo brzemiennej w skutki.

By zrozumieć wagę problemu, trzeba byłoby się cofnąć do początku lat 90-tych i przypomnieć sobie dlaczego tak naprawdę ów kompromis, na który wówczas zgodziła się strona kościelna, jest tak ważny i zarazem tak wątły. Dobrze wyraża to pamiętna sytuacja z Józefą Hennelową, która poparcie propozycji Andrzeja Wielowieyskiego, by dopuszczalna była aborcja ze względów społecznych przypłaciła ostracyzmem, także ze strony kościelnej (ze słynnym zakazem wstępu na Jasną Górę włącznie – konkretnie chodziło o wygłoszenie referatu podczas spotkania KIK-ów).

Delikatność materii wcale nie oznacza, że ustawy „O ochronie płodu ludzkiego w warunkach dopuszczalności przerywania ciąży” rewidować nie można. Na pewno jednak nie powinno się do tego zabierać publikując komunikat w samym środku zamieszania wynikłego z tragicznej sytuacji, która miała miejsce w jednym z warszawskich szpitali. Nie można się dziwić, że list, choć słowem podpisani pod nim biskupi o tym nie wspominają, kojarzony jest z konkretną akcją obywatelską, której celem jest zaostrzenie (czytaj: penalizacja) prawa antyaborcyjnego.

Jeszcze niedawno niektórzy biskupi uzasadniali brak ich głosu w sprawie obecnej sytuacji politycznej w Polsce tym, że mógłby on w tej nerwowej atmosferze zostać wykorzystany przez każdą ze stron do własnych, partykularnych celów. Jak więc rozumieć fakt, że ów komunikat, dotyczący tematu niezwykle drażliwego, pojawia się w samym środku głębokiego konfliktu, który dzieli polskie społeczeństwo? Członkowie prezydium KEP winni wziąć pod uwagę choćby fakt, że nawet pośród katolików opinie nt. zaostrzania ustawy są różne, a w tak zaognionej sytuacji wystarczy naprawdę niewiele, by wzniecić kolejny pożar.

Wypadałoby również, podejmując ów temat, zwrócić uwagę na fakt niepodważalny, że Polska rzeczywiście jest krajem z jedną z najbardziej restrykcyjnych ustaw antyaborcyjnych. Mimo srogich kar grążących za wykonanie aborcji z różnych statystyk wynika, że podziemie aborcyjne ma się w kraju dobrze, a Polki chcące skorzystać z legalnej aborcji zawsze mogą wyjechać do innego państwa w Unii Europejskiej. Ponadto trzeba pamiętać, że w takich sytuacjach często działa prawo wahadła, toteż bezrefleksyjna i poniekąd siłowa zmiana prawa może doprowadzić w przyszłości do gwałtownego zwrotu, którego konsekwencją będzie prawdopodobnie znacząca liberalizacja prawa (wg badań CBOS z 2012 r. 34% ankietowanych opowiedziało się za liberalizacją, a ledwie 9% za zaostrzeniem tej ustawy). Wobec takiego obrazu rzeczywistości postępowanie prezydium KEP wydaje się być krótkowzroczne.

Są dziś i tacy, którzy twierdzą, że kościół wystawia w ten sposób rachunek partii rządzącej za poparcie w wyborach. I znów nie ma znaczenia jaka jest prawda. Nie jest żadną tajemnicą, że wielu księży sprzyja PiS, tym niemniej opublikowanie komunikatu tej treści w tym czasie to ułatwianie dla tych, którzy kreują w mediach obraz podważający wiarygodność Kościoła w tym trudnym dla całego społeczeństwa momencie. A to właśnie wspólnota Kościoła mogłaby wiele zyskać stając na czele inicjatyw dążących do jednoczenia bliźnich, rodaków poróżnionych przez politykę.

Od dawna już mawia się w różnych kręgach, że jedną z najbardziej kulejących rzeczy w polskim kościele instytucjonalnym jest tzw. PR. Kościół kojarzy się więc często szerokiemu odbiorcy z nudnymi kazaniami, jeszcze nudniejszymi listami pasterskimi oraz czymś, co zwykło się nazywać zamiataniem spraw pod dywan. Tym razem, zdaje się, że kilku hierarchów, nawet jeśli w imię najlepszych intencji, wyszło przed szereg. Rozwiązaniem tej sytuacji mogłoby więc być pokazanie aktywności Kościoła na rzecz wspierania kobiet, które kwalifikują się do tych trzech ustawowych wyjątków. Zaś w ustawie można byłoby zabiegać o zapis bardziej symboliczny, niż zmuszający do czynów heroicznych. By nie było tak, jak to opisała Józefa Hennelowa w rozmowie z Andrzejem Brzezieckim:

W 1993 r. zapytałam Marka Jurka, czy jak zakażemy aborcji bez wyjątków, to naprawdę będzie mniej dzieci ginęło. Odparł, że to nie chodzi o to, tylko o to, żeby „opowiedzieć się za życiem”. Przepraszam bardzo – takie opowiedzenie się za życiem jest o krok od faryzejstwa. Tak samo jak marsze życia i adopcje duchowe, kiedy ktoś się modli za płód przez dziewięć miesięcy, a gdy kobieta urodzi dziecko i nie będzie wiedziała, jak je utrzymać, to już go to nie obchodzi, bo przecież opowiedział się za życiem.*

*Cytat z wywiadu Andrzeja Brzezieckiego: „Józefa Hennelowa: Naprawdę takiej Polski chciał Jan Paweł II?”

http://wyborcza.pl/magazyn/1,151086,19686050,jozefa-hennelowa-naprawde-takiej-polski-chcial-jan-pawel-ii.html

 

comments

Leave a Comment