Urodzony na Litwie i przez szereg lat obywatel niepodległej Litwy, studiujący równocześnie prawo na Uniwersytecie Stefana Batorego w Wilnie, członek elitarnej grupy wychowanków tej uczelni, zaangażowany w katolickiej młodzieżowej organizacji „Odrodzenie” a później w wojenną konspirację wileńską. Z czasem ukrywa się na terenie Generalnej Guberni, jest żołnierzem AK w puszczy kampinoskiej a po wkroczeniu Armii Czerwonej osiada w Krakowie. Początkowo alumn seminarium duchownego wkrótce staje się jednym z założycieli i filarów „Tygodnika Powszechnego”, współtworzy wraz z Jerzym Turowiczem, Antonim Gołubiewem, Stefanem Kisielewskim, Jerzym Zawieyskim, Jackiem Woźniakowskim Zofią Starowiejską-Morstinową, Hanną Malewską i Józefą Hennelową trzon środowiska ukształtowanego wokół tego pisma.

Jest też redaktorem naczelnym miesięcznika „Znak”. W tym okresie całkowicie uniemożliwiono mu karierę uniwersytecką a w czasie likwidacji „Tygodnika Powszechnego” w marcu 1953 roku uznany został przez władze i UB – obok Jerzego Turowicza – za najbardziej nieugiętego, którego wyrzucenie z redakcji „Tygodnika” byłoby zdaniem ówczesnych władz warunkiem dalszych rozmów ma temat istnienia pisma.

Stanisława Stommy nigdy nikomu jednak nie dało się jednak odseparować od „Tygodnika Powszechnego”, to on cały czas brał na siebie odpowiedzialność za linię tego pisma i politykę wobec kolejnych ekip partyjnych rządzących Polską. To on wraz ze Stefanem Kisielewskim po wznowieniu pisma po Październiku 1956 formułuje zręby programu określanego jako „pozytywizm polityczny”, gdyż było w nim wiele z dziewiętnastowiecznej koncepcji pracy u podstaw. A także niewiara w lekkomyślne a tak krwawe zrywy powstańcze.

W realiach PRL-u była to trudna droga pomiędzy pokusa efektownego acz samobójczego gestu chęcią wpisania się na listę zwykłych oportunistów za cenę przetrwania. Dla Stommy było jasne, ze do póki istnieje pewien choćby wąski margines swobody należy z niego korzystać, być obecnym i trwać w obronie praw człowieka, Kościoła i społeczeństwa. Trwać z uporem ale nie za wszelka cenę czego są dowodem dzieje Koła Poselskiego Znak, jedynej tego rodzaju symbolicznej i do póki nią kierował Stomma niezależnej reprezentacji politycznej w całym bloku państw komunistycznych. Tak jak kiedyś dla „Tygodnika Powszechnego” progiem nie do przekroczenia było żądanie władz napisania hołdowniczego tekstu po śmierci Stalina, tak dla Stommy nie do przyjęcia było wpisanie przewodniej roli PZPR i Sojuszu ZSRR do konstytucji PRL. Był sam w ówczesnym sejmie i oznaczało to wtedy koniec jego działalności parlamentarnej. A przecież wcześniej w marcu ’68 stając w znanej interpretacji poselskiej w obronie zbuntowanych studentów miał jeszcze poparcie swoich kolegów z Koła Znak.

Uważany często za polityka ugody, był naprawdę wewnętrznie twardy i konsekwentny. Właśnie dlatego mógł negocjować z przeciwnikami, mógł w kilka osób kłaść podwaliny pod przyszłe pojednanie polsko-niemieckie, mógł w trudnych latach osiemdziesiątych przewodzić Prymasowskiej Radzie ds. Społecznych, mógł zasiąść przy Okrągłym Stole i na koniec zostać marszałkiem seniorem Senatu RP pierwszej kadencji oraz Kalwarem Orderu Orła Białego. Był aż do bólu realistą, a równocześnie wielkim polskim romantykiem, którego nic nie mogło odwieść od idei przyświecającej mu przez całe życie.

comments