Posted on: 25 kwietnia 2020 Posted by: Kazimierz Urbańczyk Comments: 0

W ostatni czwartek odbyła się na webexie dyskusja oparta o tekst Tischnera: Prawda i godność – Kościół wobec demokracji – Lekcja niemiecka. Tischner prawdę mówiąc referuje Wolfganga Böckenförde. W gruncie rzeczy, Kościół katolicki w Niemczech nie zwalczał nazizmu.

Był wprawdzie okres, przed 1933, kiedy niektórym nazistom odmawiano rozgrzeszenia i katolickiego pogrzebu, ale po konkordacie z lipca 1933 wszystko się zmieniło. Listy biskupów z 5 maja i 3 czerwca wzywały katolików do poparci rządu i współpracy. „Nie wolno stać z boku”. Episkopat niemiecki uznał, że nazistowski rząd „urzeczywistnił wymogi chrześcijańskiego wychowania narodu”. Dogmatyk Michel Schmaus pisał: „Tabela powinności narodowosocjalistycznych i tabela imperatywów katolickich leżą oczywiście na różnych płaszczyznach, jedna na poziomie naturalnym, druga ponadnaturalnym… Wskazują jednak ten sam kierunek…”. Opat z Maria Laach pisał: „Dzięki czynowi Adolfa Hitlera Naród i Państwo znów stały się jednością”. To wybrane przykłady. Później się zmieniło, zwłaszcza po odczytanej w kościołach encyklice Piusa XI Mit benneder Sorge (1937). Zaczęły się prześladowania, ale było już za późno.

Czemu Kościół dopatrywał się w Hitlerze sojusznika? Bo Kościół był przeciwny demokracji, zwłaszcza demokracji liberalnej. Bo Kościół, jako depozytariusz i strażnik Prawdy, sprzeciwiał się swobodzie „głoszenia błędu”.

Böckenförde pyta: Dlaczego Kościół by miał zaakceptować demokrację?

Odpowiedź jego jest następująca: w imię godności osoby ludzkiej. Bóg obdarzył człowieka wolną wolą, dając mu prawo złego wyboru.

Jeśli idzie o konflikt między prawem natury, boskim, a prawem stanowionym, rozwiązuje go plus minus tak:

Właśnie demokracje jest próbą wprowadzenia prawa w gąb wolności po uprzednim wyprowadzeniu go z niej. Prawo nie pochodzi z zewnątrz, lecz z wewnątrz. Poddając się prawu, wolność jest posłuszna samej sobie. To prawda, że jest to przede wszystkim prawo „formalne” – prawo, które nie mówi, „co’ robić, lecz „jak” robić. Odpowiedź na pytanie „co” przynosi etyka, bez której nie ma demokracji. Ale „jak” jest również ważne, bez „jak” etyka idzie w rozsypkę. Demokratyczne „jak” mówi: „bez przemocy!” Demokratyczne i zarazem etyczne „co” mówi: „pokój społeczny”.[…]

Tischner konkluduje:

Teksty Böckenfördego trafiają dziś w sedno naszych potrzeb. Po długim okresie zniewolenia i braku suwerennego państwa przystąpiliśmy do budowy demokracji. Wiele jednak wskazuje na to, że stajemy przed podobnymi kłopotami, przed jakimi stali kiedyś katolicy niemieccy, gdy demokracja ukazywała im swe wady, zanim jeszcze zdążyła odsłonić zalety. Jakie w tej sytuacji jest zadanie Kościoła? Jakie są zadania katolików?

Wiele wskazuje, że to, co Niemcy mają już za sobą, my mamy przed sobą.

Ale Niemcy uczyli się demokracji od innych, po Stalingradzie. Jak będzie wyglądać nasza nauka? Oby wystarczyło nam samo myślenie, bez podobnych doświadczeń.

Tekst Tischnera jest z 1994 roku. Pamiętam, jak mój ojciec już 1993 roku dostrzegał, że w Polsce odradza się nacjonalizm i martwiło go, że Kościół z nacjonalizmem flirtuje, zamiast go zwalczać. Był zdania, że w wyborach należy popierać SLD, właśnie dla dobra Kościoła. Wtedy wydawało się nam to absurdem. Ale, jak widać, i Tischner przewidywał, że problemy niemieckiego Kościoła z 1933 roku, mogą stać się aktualne dla Polski roku 2000 i potem.

Silny jest w Polsce tradycjonalizm. Gdyby nie Jan Paweł II, mielibyśmy moc lefebvrystów. Liczni polscy katolicy, zwłaszcza świeccy, lubią powoływać się na Syllabus Piusa IX, potępiający wolność religijną. Dokumenty Soboru Watykańskiego II nie mają, ich zdaniem, mocy wiążącej, bo nie opatrzono ich formułą anathema sit. Nie przypadek, że polski przekład Syllabusa ukazał się w 1998 r.  „Przecież Kościół głosi prawdę, a wszystko inne jest kłamstwem, czyli diabelskie, bo szatan jest ojcem kłamstwa. Katolik ma obowiązek odrzucać wszystko, co szatańskie. Czy Szatan ma mieć w państwie te same prawa, co Bóg?”

Kościół ukształtował się w epoce feudalizmu i w tej epoce dotąd tkwi. Im dalej świat idzie naprzód, tym bardziej Kościół bywa anachroniczny. Papież Franciszek doskonale sobie z tego sprawę zdaje. Także niektórzy polscy biskupi. Niestety, w większości dominuje tęsknota, za dawnymi dobrymi czasami, które w rzeczywistości wcale nie były takie dobre, ani wspaniałe.

Sojusz ołtarza z tronem nie kończył się dobrze. Tam, gdzie katolicyzm nie miał konkurencji, jak we Francji, czy w Hiszpanii, skończył się rewolucją itd. Podobnie zresztą i w Rosji, gdzie prawosławie też konkurencji nie miało. Ale jakby biskupi niczego się nie nauczyli. Przyczyn antyreligijności dopatrują się we „wrogim świecie”, zamiast uderzyć się we własne piersi.

To moje refleksje, a nie streszczenie półtoragodzinnej dyskusji, w której próbowano rozwijać myśl Böckenfördego i Tischnera o demokracji, dochodząc do stwierdzenia, że demokracja powinna być uznana za wartość chrześcijańską. Że z ludzkiej godności wynikają prawa człowieka i z nich można wyprowadzić zasady demokratyczne. Że demokracja, to nie „samowola większości”, „dyktatura suwerena”, ale ochrona mniejszości. Także tej mniejszości, która odrzuca prawdę i błądzi.

Czy jest możliwe ustrzec demokrację od ewolucji w dyktaturę?

Kazek Urbańczyk

comments

Leave a Comment