Posted on: 21 września 2020 Posted by: Paweł Stachowiak Comments: 0

Wciąż rośnie we mnie przekonanie, przed którym się bronię, że nowe pokolenie Kościoła wcale nie musi porzucić błędów swych ojców. Marzy nam się nowa generacja księży i świeckich, otwartych na świat, pełnych woli dialogu, rozumiejących dylematy współczesnego świata, nie potępiających, współczujących. Tak, może tacy się zdarzą, jednak będą raczej izolowani, samotni, niezrozumiani, „peryferyjni”.

Z wielkim niepokojem przeczytałem raport z badań ks. prof. Krzysztofa Pawliny relacjonowany w ostatnim numerze „Tygodnika Powszechnego”. Wśród alumnów przyjętych do seminariów w roku akademickim 2019/2020 na PiS w wyborach do Parlamentu Europejskiego (w maju 2019) głosowało 62%, 24% oddało głos na Konfederację, 7%  na Koalicję Europejską i 6% na Kukiz’15 – wynika z badań przeprowadzonych przez. Ponad 90% przyszłych pasterzy Kościoła solidaryzuje się dziś z tymi, dla których zasady liberalno-demokratycznego porządku publicznego są czymś obcym.

Polityczne wybory młodych księży i kleryków świadczą, że ich ideał ustrojowego porządku sytuuje się w sferze tzw. „demokracji opancerzonej” (militant democracy). To pojęcie, robiące dziś karierę wśród politologów, oznacza system demokratyczny, w którym legalnie ogranicza się demokratyczne wolności po to, aby ochronić go przed zagrożeniem zmiany przy użyciu legalnych środków. „Demokracja opancerzona” robi wszystko aby zrealizować wolę większości, nawet jeśli miałoby to oznaczać naruszenie praw mniejszości. Brak w tym modelu zrozumienia dla wielu dylematów i odrębności, brak właściwego rozumienia zasady „jedności w różnorodności”. „Sąd sądem, ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie”, wszyscy pamiętamy tę nieśmiertelną frazę z „Samych Swoich”. Przyszli pasterze naszego Kościoła są chyba wyznawcami takiej zasady, co oznacza, że istota liberalnej demokracji jest dla nich obca i niezrozumiała. A przecież z ich grona pochodzić będą przyszli biskupi, członkowie Konferencji Episkopatu, oni będą redagować przyszłe listy pasterskie odczytywane z ambon. Jaka będzie ich treść? Porzućmy wszelką nadzieję…

Laicyzacja postępuje w naszym społeczeństwie niezwykle szybko. Jeszcze do niedawna szczyciliśmy się tym, że możemy zaprzeczyć podstawowej tezie teorii sekularyzacji, wiążącej postęp cywilizacyjny z odrzuceniem światopoglądu religijnego. Według sondażu z lutego 1998 roku, 84% polskich księży było za wstąpieniem do UE, podczas gdy dla całej ludności wskaźnik ten wynosił 64 procent. Wybitny socjolog religii Jose Casanova wręcz wyznaczał polskiemu katolicyzmowi zadanie: „Polska mogłaby udowodnić, że upadek religii w Europie nie jest procesem deterministycznym, w sposób konieczny powiązanym z modernizacją, ale historycznym wyborem, którego dokonali Europejczycy. Nowoczesna religijna Polska mogłaby być może zmusić zeświecczonych Europejczyków do przemyślenia sekularystycznych założeń, jakie przyjmują, i dostrzeżenia, że to nie tyle Polska odstaje od Europy, ile raczej zeświecczona Europa odstaje od reszty świata i globalnych trendów.” Ta nadzieja należy już do przeszłości, dziś dominuje w narracji Kościoła w Polsce ton jawnie zaprzeczający nadziejom Casanovy. Doprawdy nie wiem do kogo trafiłyby dziś pełne tolerancji i otwartości słowa Pasterzy Kościoła, gdyby ci zechcieli je wypowiedzieć? Wierni, którzy zapełniają dziś świątynie w większości solidaryzują się z poglądami duchownych, żywiących się strawą gotowaną w kuchniach PiS i Konfederacji. Dla nich współczesny świat jest obcy, niezrozumiały, godny potępienia. Kościół postrzegają jako „warowną twierdzę”, to akurat słowa Marcina Lutra, opierającą się nawałnicy dzisiejszego pogaństwa. Któż pamięta wspaniałe, pełne otwartości, słowa polskich biskupów zawarte w dokumencie „chrześcijański kształt patriotyzmu”: https://episkopat.pl/chrzescijanski-ksztalt-patriotyzmu-dokument-konferencji-episkopatu-polski-przygotowany-przez-rade-ds-spolecznych/

Nie przeczytano ich w świątyniach, nie nagłośniono w mediach, trzeba z mozołem szukać w Internecie. Mało kto o nich pamięta. Jakże chciałbym mieć pewność, że to prawdziwe stanowisko mojego Kościoła, naprawdę chrześcijańskie, podążające za duchem pawłowego: „Nie masz Żyda, ani Greka; nie masz niewolnika ani wolnego; nie masz mężczyzny i niewiasty; albowiem wszyscy wy jednym jesteście w Chrystusie Jezusie.” [Ga 3, 28], że odnosi się również do naszego rozumienia polskości. Wszyscy stajemy dziś w obronie ks. prof. Alfreda Wierzbickiego, atakowanego za to, że prawdziwie rozumie ducha chrześcijańskiego miłosierdzia. To on, jak mało kto, potrafił ująć sens nauczania Jana Pawła II o narodzie i państwie. Proszę przeczytać jego tekst: „Papież, który żył Polską. Jana Pawła II interpretacja polskości” https://www.kul.pl/papiez-ktory-zyl-polska-jana-pawla-ii-interpretacja-polskosci,art_48048.html), wtedy zrozumiemy, jak wielkim nadużyciem jest zaprzęganie Karola Wojtyły w nacjonalistyczny orszak prowadzony przez o. Rydzyka.

Obawiam się jednak, że to wszystko jest głosem wołającego na puszczy. Wszak przeszłość i ci, którzy ją zamieszkują, jawią się nam jedynie za pośrednictwem historyków, nauczycieli, dziennikarzy, twórców kultury etc. Nasz obraz historii to wynik zapośredniczenia, niczego więcej. Jesteśmy zatem zdani na tych, którzy cieszą się autorytetem, którym się ufa, oni mogą wpłynąć na nasze postrzeganie przeszłości, skonstruować jej obraz, narzucić oceny i interpretacje. My czytamy „Tygodnik”, „Znak”, „Więź”, sądzimy, że umiarkowane, rozsądne i spokojne poglądy tam prezentowane powinny wszystkich nauczyć właściwej formy polemiki, oburzamy się na, godny troglodytów, ton publicznej debaty. Pragniemy wierzyć, że to jest chwilowe, że minie. Daj Boże!

Tymczasem jednak niewiele jest oznak lepszej przyszłości. Umiarkowana, tolerancyjna i otwarta inteligencja katolicka w większości opuściła mury świątyń. Wierzą, choć pewnie mniej już mają ufności. Desperacko poszukują parafii, w których kazania nie raziłyby ich wrażliwości, „churchingują”, pragnąc uniknąć gorszącej powierzchowności wiary i pustki rytualnego języka kościelnej „nowomowy”. Ci, którzy zapełniają kościelne ławki, w ogromnej większości pragną czego innego. Chcą pozostać bezpieczni w świecie wiary przekazanej im przez przodków, nie pragną żadnej krytycznej refleksji, obce jest im dążenie do poddania odziedziczonych wierzeń regule: „fides querens intellectum” (wiara poszukująca zrozumienia). Wszystko co narusza stały rytuał religijno – narodowy, postrzegają jako akt burzenia tego co trwałe i stabilne. Odczuwają to jako naruszenie bezpieczeństwa, groźne i destabilizujące. Jakżeż w takich okolicznościach liczyć na to, że zaczną się inspirować „Tygodnikiem”, „Znakiem” i „Więzią”? Skąd czerpać nadzieję?” Oczywiście z wiary: „Deus admirabilis, fortuna variabilis?”[Bóg zadziwiający, szczęście zmienne]. Te słowa wypowiedział kanonik krakowski Szymon Starowolski do króla szwedzkiego Karola Gustawa w katedrze wawelskiej przed grobowcem Władysława Łokietka w chwili, gdy, jak się zdawało, zgasła ostatnia gwiazda nadziei nad Rzeczpospolitą. Zatem jeśli inspirujemy się duchem wiary powinniśmy kierować się zasadą „nil desperandum” (nie rozpaczajmy). Chcę wierzyć, że dzisiejszy kryzys wiarygodności Kościoła jest chwilową przypadłością na drodze Jego wiecznego przeznaczenia.

Być może to jest nasza misja: uświadamiać pasterzom Kościoła, że jest On rzeczywistością różnorodną, że nie można Go zamykać w sferze narodowo-katolickiej mitologii, że jest w Nim „mieszkań wiele”. Na dziś przyszłość jawi się w ciemnych barwach. „Katolicy otwarci” coraz wyraźniej separują się od codzienności Kościoła w Polsce, tracą nadzieję, oddają pole. Jakim będzie Kościół bez ich udziału, zdominowany przez klerykalno-dewocyjny nurt polskiego katolicyzmu? Dla nas wszystkich jest miejsce w przestrzeni Kościoła, jestem tego pewien, nawet jeśli nie czujemy tego w słowach wielu hierarchów.

Ważne abyśmy umieli nawzajem zaakceptować zasadę „jedności w różnorodności”. Trudno dziś o nadzieję na przyszłość, wszystkich nas trapi poczucie alienacji, kurczowo trzymamy się przyczółków „Kościoła otwartego”, bpa Rysia, prymasa Polaka, „TP”, „Znaku i „Więzi”. Jakie mamy jednak szanse na to aby wpłynąć na myślenie przeciętnego polskiego katolika i polskiego księdza? Ograniczone, w zasadzie żadne. Oni nie rozumieją, jak można bronić Margot, poręczenie za nią oznacza dla nich akceptację jej postawy. Nie pojmują, że można bronić praw osoby bez akceptacji jej poglądów. Przyszłość jest trudna do przewidzenia. Pozornie niewiele jest nadziei dla nas, katolików pragnących Kościoła otwartego na Innych, wyzbytego nacjonalistycznych resentymentów, odrzucającego polityczne powiązania, Chrystusowego, nie światowego. Rodzi się w nas pragnienie wewnętrznej emigracji, zamknięcia się we własnym, bezpiecznym kręgu.

To jest droga donikąd, na pola gdzie wszelkie ścieżki plączą się i gubią. Badania poglądów i postaw przyszłych pasterzy Kościoła nie powinny nas skłaniać ku wewnętrznej emigracji. Sądzę, że należy się starać o jak najmocniejsze zaistnienie w przestrzeni Kościoła, parafii, poprzez kontakt z biskupami i księżmi. Ich obraz naszego środowiska jest przecież zmistyfikowany, fałszywy. Nie da się go inaczej przezwyciężyć aniżeli poprzez kontakt osobisty. Jeśli nie podejmiemy próby zaistnienia w przestrzeni Kościoła, parafii, będziemy skazani na marginalizację i sami postawimy się w roli wiecznych kontestatorów.

comments

Leave a Comment