„Kościół otwarty” – „Kościół zamknięty”. Co nas nie powinno dzielić?

Przyczynkiem do napisania poniższego tekstu był artykuł* w opracowaniu dr Marcina Jendrzejczaka, w którym autor podjął się próby wypunktowania najważniejszych błędów „katolicyzmu otwartego”. Twierdzi bowiem, że: „Katolicyzm „otwarty” (…) opiera się na ciężkich błędach odrzuconych przez Kościół na przestrzeni wieków”. Po czym w pięciu punktach wymienia je, zaopatrując komentarzem w postaci stosownych cytatów mających potwierdzić i ukazać stosowność zarzutów. Te pięć punktów można rozumieć jako granicę oddzielającą „Kościół otwarty” od „Kościoła zamkniętego”*. Czy tak rzeczywiście jest?

Ćwiczenia z myślenia

Nie zgadzam się z żadnym z uzasadnień, jakie zostały zaprezentowane przy omawianiu owych „ciężkich błędów”. Co więcej, uważam, że krytyka katolicyzmu „otwartego” (dalej „Kościół otwarty”), zaprezentowana w tekście, tak jak ja rozumiem, czym jest i jakie wartości reprezentuje „Kościół otwarty”, wynika z nieporozumienia, nieznajomości, w każdym razie mija się z tym, co ten Kościół myśli sam o sobie. Jednym słowem tekst poddaje krytyce to, co również jako Kościół otwarty uznajemy za niewłaściwe, jak również wskazuje na takie „błędy”, które po roztropnym rozeznaniu, ufam, że za błędy nie byłyby uznane. Większość z nich wynika raczej z niezrozumienia wagi i istoty problemów.

Podział

Nie należy udawać, że nie istnieje podział na tzw. „Kościół otwarty” i „Kościół zamknięty”. Linia podziału nie przebiega jednak poprzez pięć błędów wykazanych w przedmiotowym tekście. A zatem co wyznacza granice?

Tekst ten nie jest wprost polemiką, tym bardziej atakiem na „Kościół zamknięty”, choć polemiki nie da się uniknąć. Jako cel stawiam sobie przyczynek do prezentacji „Kościoła otwartego”, z ufnością że każdy katolik, a może nawet każdy chrześcijanin podzieli przedstawione poniżej tezy. Być może uda się zasypać, choć częściowo oddzielający nas rów. Zachęcam, aby szukać tego, co łączy, a nie co dzieli.

W pierwszej części odniosę się do pięciu rzekomych błędów, które zarzuca autor Kościołowi otwartemu, aby w drugiej części pokusić się na udzielenie odpowiedzi na zasygnalizowane już pytanie, tym samym wskazać na źródło podziałów w Kościele.

Pięć razy nie

(1) Jako pierwszy zarzut autor przedstawia stosunek Kościoła do świata: „Dostosowanie się Kościoła do świata. Naczelny błąd katolików otwartych polega na ich przekonaniu o możliwości dostosowania zasad katolickich do niemoralnych reguł świata niechrześcijańskiego. Z dostosowania tego – szczególnie w nauce moralnej – czynią oni główny punkt swego programu. Podejście to stoi w sprzeczności z duchem Ewangelii i nauczaniem Kościoła”. Po tak przedstawionej tezie pojawia się szereg cytatów z Pisma Świętego lub z magisterium, wskazujących na pewne obowiązujące zasady po to, aby zasugerować, że w tych obszarach „katolicy otwarci” trwają w błędzie i odrzucają nauczanie Kościoła. Odniosę się  do pierwszego cytatu, aby dać tylko przykład sposobu prezentowania przez autora swojego stanowiska.

Pierwszy cytat pochodzi z „Familiaris consortio” (33) i generalnie dotyczy moralności małżeńskiej. Rozumiem, że autor tym samym przywołuje takie zagadnienia dotyczące moralności małżeńskiej jak rozwody czy antykoncepcja. Co w tej kwestii mają do powiedzenia „katolicy otwarci”, czy są za rozwodami? Nie warto się do tego zarzutu odnosić.

Co zatem z antykoncepcją? To wymaga wyjaśnienia, gdyż zagadnienie jest bardziej skomplikowane, co nie wynika z zarzucanej nam „błędnej” postawy. Raczej z charakteru doktrynalnego samego dokumentu Humane vitae. Dotykamy tu zasad dotyczących hermeneutyki tekstów magisterium. Bynajmniej nie jest to jakaś nieformalna nauka, stworzona przez „katolików otwartych” na użytek propagowania relatywizmu moralnego, ale oficjalny kościelny sposób oceny stopnia obowiązywalności nauczania Kościoła. Nie wszystko, co jest przedmiotem nauczania Kościoła, jest tak samo ważne, ma taką samą moc obowiązującą i w takim samym stopniu wiąże nas w sumieniu. Kościół głosi prawdy objawione, należące do depozytu wiary, zwykle zachowując uroczystą formę ex catedra dla wyrażenia najwyższego stopnia obowiązywalności. Prawdy te winniśmy zgłębiać, jako że fides quaerens intellectum, objaśniać na nowo, ale nie wolno ich kwestionować. Odrzucenie prawd objawionych, przekazanych do wierzenia praktycznie stawia pod znakiem zapytania przynależność do Kościoła. Ale nie wszystko, czego Kościół naucza, ma taką rangę.

W nauczaniu autentycznym (o najniższej randze), do którego należy „Humane vitae”, „biskupi – jak mówi Jan Paweł II w Liście Apostolskim „W obronie wiary” – nie zamierzają przedstawić [prawdy (MR)] w sposób ostateczny”**. Już samo postawienie na równi kwestii rozwodów i antykoncepcji jest w tym sensie nieporozumieniem, gdyż każde z tych zagadnień posiada inną rangę i wymaga osobnego potraktowania.

Konserwatywnie nastawieni katolicy nie dostrzegają lub pomijają te niuanse, traktując na równi rozwody z antykoncepcją lub  np. bóstwo Jezusa z kwestią istnienia i natury aniołów. Gdy wszystko jest tak samo ważne, ostatecznie może się okazać, że nic nie jest ważne. Na tej drodze wielu straciło wiarę.

Obawiam się, że kwestia stopniowalności orzeczeń magisterium Kościoła tak jak zasada hierarchii prawd wiary (zob. DE 11), którą na nowo rozpoznał i przywołał Sobór Watykański II, dla Kościoła zamkniętego jest bardzo kłopotliwa i jako taka pomijana, przemilczana i nieuwzględniana w dyskursie, co skutkuje, że powoływanie się na te zasady jest odbierane jako przejaw relatywizmu i permisywizmu moralnego i doktrynalnego. Kościół otwarty nie ma nic wspólnego z „dostosowaniem zasad katolickich do niemoralnych reguł świata niechrześcijańskiego”, raczej stara się rozróżnić, rozpoznać i dopiero działać. Nie ma zgody na niszczenie małżeństw poprzez rozwody. Czym innym jest uprawniona dyskusja wokół antykoncepcji.

  • Drugą kwestią jest ekumenizm. „Dialog ekumeniczny to oczko w głowie” zwolenników katolicyzmu otwartego. Często potępiają oni próby nawracania na prawdziwą, katolicką wiarę, przekonując, że właściwą drogą jest zbliżenie do wyznawców innych religii”. Nic bardziej mylnego. Prawdą jest, ze ekumenizm jest „oczkiem w głowie”, ale to określenie dotyczy całego Kościoła i samo w sobie nie może stanowić zarzutu. Kościół rozpoznał siebie jako Lud Boży, będąc prowadzonym przez Ducha Pańskiego (GS 11), będący w drodze. Wierzymy, że podążając, nie bez łaski Bożej, do celu, jakim jest Chrystus, zbliżymy się również do samych siebie i tym samym osiągniemy zamierzoną przez Boga jedność. Kościół Katolicki nie jest Królestwem Bożym na ziemi i nie utożsamia się z nim, ale jest jego znakiem i zalążkiem (KK 5) nie dlatego, że Bóg wszystkiego nam nie udzielił, ale dlatego, że wciąż nie spotyka się z adekwatną odpowiedzią ze strony człowieka. Dlatego od Soboru Watykańskiego II Kościół porzucił myślenie o ekumenizmie w kategoriach powinności innych wyznań przy jednoczesnej bierności Kościoła katolickiego.Wszyscy jesteśmy wezwani do nawrócenia i jedności. Tym samym ekumenizm nie może polegać na oczekiwaniu, aż inni przyjdą do nas, ale na wspólnej drodze pielgrzymowania, nawrócenia, pogłębienia i zbliżania się – celem jest Chrystus. Na tej drodze wszyscy muszą wyjść na spotkanie.

Świetnie to rozumiał Jan Paweł II w „Ut unum sint” (1995), dając wyraz pragnieniu, aby teolodzy poszukiwali takich form sprawowania prymatu jako posługi miłości i jedności, która byłyby do zaakceptowania przez wszystkich chrześcijan (95). Przejawem pychy byłoby przypuszczać, że wszyscy powinni się nawracać do jedności tylko nie my, katolicy. Wynika to z samej dynamiki dialogu i wzajemnego zbliżenia, która obejmuje wiele aspektów życia, to ciągłe budowanie więzi, relacji, mostów, to ustawiczny dialog. Jedność nie może polegać tylko na formalnym parafowaniu dokumentu zgodności z zachowaniem chłodnej obojętności. Na przeszkodzie jedności jest grzech, a my katolicy nie jesteśmy od niego wolni.

W szerszym znaczeniu ekumenizm przybiera postać dialogu międzyreligijnego. W sposób szczególny dotyczy on islamu. Stajemy tu wobec wielu szczegółowych kwestii dotyczących istotnych różnić. Jestem jednak przekonany, że niektóre z nich wynikają z niewiedzy i powielanych stereotypów. Bóg Mahometa, jak to ukazuje Koran, okazuje się bliski człowiekowi, „bliższy niż tętnica” na naszej szyi (sura 50,16). Dlatego dialog, wsłuchiwanie się w to, co drugi, jako inny, ma do powiedzenia o sobie, jest tak ważne. Dialog nie polega na dyskusji, której przedmiotem są nasze własne stereotypy o innych. Dzisiaj niesamowicie cenne są te inicjatywy, które ukazują, że wiele wartości, pomimo różnić religijnych, podzielamy z wyznawcami innych religii, w sposób szczególny z wyznawcami islamu i razem możemy stać się promotorami lepszego, bardziej ludzkiego świata.

Św. Paweł na Areopagu nie zaczynał swojej misyjnej działalności wśród pogan od burzenia ołtarzy i posągów, ale od uznania dla ich religijności i otwartości na tajemnicę nieznanego Boga (por. Dz 17,22-24). Uznał tym samym pewne wartości zawarte w religijności pogan i to one posłużyły mu, jako miejsce spotkania i punkt wyjścia do ewangelizacji: „Ja wam głoszę to, co czcicie, nie znając” (Dz 17,23b). Św. Paweł dostrzega ziarna prawdy w poemacie Aratosa z Soloi, które cytuje w swojej mowie do Greków na Areopagu (“Jesteśmy bowiem z Jego rodu” Dz 17,28), widząc w tych słowach punkt styczny z Ewangelią, którą głosi Grekom. W liście do Tytusa cytuje Epimenidesa z Knossos i wprost nazywa go „prorokiem” (Tt 1,12; Biblia Tysiąclecia w. V gr. profetes – prorok, tłumaczyły jako „wieszcz”). Taka postawa jest wzorem każdej pracy misyjnej. Etap misji „ogniem i mieczem”, poprzez negację i potępienie mamy szczęśliwie za sobą.

(3) „Przekonanie o totalnej władzy papieża” – tak brzmi trzeci zarzut. Jest on kuriozalny. Autor dla wyjaśnienia pisze: „Katolicy otwarci swoistym kultem otaczają obecnego papieża”. Kościół otwarty jest przeciwny wszystkiemu, co totalne i ani nie dostrzega, ani nie chce totalnej władzy papieża. Z nadzieją spoglądamy natomiast na synodalność jako program i sposób rządzenia Kościołem przez papieża Franciszka. Papieże mogą być różni, jedni dają się lubić inni mniej, są bardziej i mniej otwarci, to oczywiste. Franciszek należy do osób otwartych, życzliwych, bliskich zwykłym ludziom, trudno nie otaczać go szacunkiem, a jego nauczanie należną uwagą. Czy sympatyzowanie z papieżem ma być zarzutem z kategorii „ciężkich błędów”? Kościół otwarty powinien wykazywać się z jednej strony synowskim posłuszeństwem wobec papieża, ale i życzliwym krytycyzmem. Myślę, że sam papież, jako rozsądny człowiek, oczekuje takiej właśnie postawy, a nie kultu.

(4) Również kolejny zarzut, z samej swojej natury, nie może uchodzić za „ciężki błąd”, a chodzi w nim o stosunek do celibatu. Jak wiadomo celibat to nie kwestia wiary, ale dyscypliny kościelnej, którą Kościół nie jest bezwzględnie związany. W Kościele od początku był rozpoznany i realizowany charyzmat bezżeństwa dla królestwa Bożego (Mt 19, 12). Ale czy ktoś może zapewnić, że zostaje on udzielony wszystkim, którzy przystępują do święceń kapłańskich? Dlatego rozwiązaniem, który warto rozważyć jest celibat fakultatywny. Bezżeństwo – dla tych, którzy rozpoznają z pomocą Kościoła swój charyzmat i małżeństwo dla tych, którzy na tej drodze chcą służyć Kościołowi. Doświadczenie Kościołów prawosławnych i wschodnich pokazuje, że jest to możliwe do pogodzenia. Co więcej nie zapominajmy, że w ramach Kościoła katolickiego mamy obrządki, w których celibat nie obowiązuje. 

Ostatni (5), rzekomy błąd brzmi bardzo groźnie: „Bałwochwalcze ubóstwienie przyrody. Szczególnie dziś rozpowszechnionym błędem jest ekologizm. Jego zwolennicy mniej lub bardziej jawnie stawiają przyrodę na równi z człowiekiem. Tymczasem ekologizm stoi w sprzeczności z katolicyzmem”. Oczywiście, że stawianie człowieka z nieożywioną, a nawet z ożywioną przyrodą jest sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem. Czy taki postulat można wyczytać w „Laudato si”, doktrynalnej podbudowie proekologicznych postaw, jakich domaga się i rozum i wiara. Dobro świata poświadczone w Biblii (Rdz 1) domaga się szacunku, troski i działań, gdyż ten zły świat tego dobra w imię krwiożerczego zysku nie respektuje. Ekologia to teologia stworzenia wprowadzona w czyn.

W drugiej części („Kościół otwarty” i „Kościół zamknięty” – co nas różni?) chciałbym wskazać na znaczenie otwartości (a raczej aktualizacji), która dla tradycjonalistycznych  środowisk kościelnych stała się sama w sobie podejrzana. Drugim zadaniem będzie zarysowanie linii podziału na na tzw. „Kościół otwarty” i „Kościół zamknięty”.

Co nas zatem dzieli? Jakie są źródła podziałów? O tym w następnym tekście. Niebawem.

*https://www.pch24.pl/5-kluczowych-bledow-katolikow-otwartych–co-na-to-magisterium-kosciola-,81141,i.html dostęp 12.01.2021. Artykuł został opublikowany w 73 nr. Magazynu Polonia Christiana,  Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej im. Ks. Piotra Skargi.

**więcej na ten temat zob. http://www.klubtygodnika.pl/antykoncepcja-od-zakazu-do-wolnosci-sumienia/

 

Share on facebook
Facebook
Share on google
Google+
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on pinterest
Pinterest

0 Komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.