Opublikowano: 10 stycznia 2020 Autor: Michał Jóźwiak Comments: 0

Są tacy, którzy tylko chcą przywalić. Nieważne czym, nieważne jak, byleby wyprowadzić skuteczny cios. Czasem jednak mianem wroga określamy nie tego, kto za wszelką cenę chce nas zniszczyć, ale tego, kto wytyka naszą niedoskonałość lub niesprawiedliwość. To błąd. Niektórych „wrogów” warto posłuchać. Mają nam coś ważnego do powiedzenia. Z zewnątrz widzą coś, czego my nie widzimy. Klakierzy natomiast zawsze będą nas utwierdzać w przekonaniu, że wszystko jest w porządku. A często przecież nie jest. Jeśli chcemy, żeby ludzie serio traktowali Ewangelię, musimy zadbać o to, żeby wszystkie struktury kościelne, kurialne były jej podporządkowane.

Przyjąć krytykę

W ludziach, którzy tak ochoczo i często krytykują Kościół widzimy nieprzyjaciół. W najlepszym wypadku myślimy o nich, jako o tych, za których trzeba się modlić, by się nawrócili. A może warto chociaż spróbować dostrzec w nich głos rozsądku? Łatwo oczywiście machnąć ręką, powiedzieć, że środowiska wrogie Kościołowi chcą go zniszczyć i trzeba się temu z całą stanowczością przeciwstawić. Trudniej jednak wsłuchać się w głos krytyków i zastanowić się, czy w jakiejś kwestii nie mają może racji. Nie możemy przecież z góry zakładać, że wszystko, co powie lub napisze strona teoretycznie nieprzyjazna Kościołowi, to wyłącznie kłamstwa, manipulacje i niesprawiedliwe opinie. Lepiej przyjrzeć się tym trudnym tezom z bliska. Sprawdzić je. Zweryfikować. Może ktoś chce tylko obrzucić błotem, ale być może krzyk w kierunku Kościoła jest czymś więcej niż hejtem. Może jest efektem krzywdy lub niezrozumienia. Nie możemy zamykać się wyłącznie w ogródku swoich własnych zdań i opinii. Sprawiedliwość polega również na tym, żeby wsłuchać się w krytykę.

Idealnie wyartykułował to kiedyś ks. Józef Tischner. Pisał:

„Kto postępuje sprawiedliwie, ten widzi siebie nie tylko swoimi własnymi oczami, ale także oczami drugiego człowieka. Czasem drugi człowiek mówi coś, co dla mnie jest może nieprzyjemne, może przykre, wydaje mi się może nawet, że jest nieprawdziwe. Ale w każdej takiej »nieprawdzie«, w każdym takim słowie drugiego człowieka o mnie jest coś z prawdy. I dlatego ten postępuje sprawiedliwie, kto umie także z tej częściowej »nieprawdy«, którą słyszy z zewnątrz, wydobyć naukę dla siebie”.

Kościół na cenzurowanym

Jasne, że chociażby w kwestii nadużyć seksualnych, Kościół przez opinię publiczną czy media traktowany jest surowiej niż inne środowiska zawodowe. Ktoś może powiedzieć, że to nieuczciwe. Ale inna „grupa zawodowa” nie stawia wysokich wymagań moralnych w kwestii czystości. Nic więc dziwnego, kiedy oburzenie sięga zenitu, gdy pojawia się wieść o tym, że któryś z księży dopuszczał się molestowania, a jego przełożony decydował się wyciszać sprawę i nie wyciągnął adekwatnych konsekwencji. Oczekiwania ludzi wobec hierarchów nie są złośliwym antyklerykalizmem tylko pokłosiem głoszonego przez nich samych nauczania.

Dwa wyjścia

W takiej sytuacji, kiedy na temat Kościoła słychać głosy głównie krytyczne, mamy dwa wyjścia. Albo będziemy umacniać mentalność oblężonej twierdzy, albo wykorzystamy moment wytykania błędów do oczyszczenia. Tam, gdzie pojawiają się kłamstwa, trzeba je jasno zdementować. Tam, gdzie jest nasza wina, należy to otwarcie przyznać i naprawić błędy. Tam, gdzie są niejasności, trzeba tłumaczyć. Wszystko sprowadza się do przejrzystej komunikacji. Konferencje prasowe bez możliwości zadawania pytań, krótkie komunikaty lub, co gorsza, ich brak, to droga do utraty zaufania. I nie trzeba tutaj niczyjej złej woli, żeby doszło do kryzysu wizerunkowego. Bo kiedy komunikujemy się w sposób niejasny, nie patrząc w oczy i chowając spocone ręce pod stół, sami rzucamy na siebie cień podejrzeń.

Brakuje Ewangelii

Ks. Tomas Halik mówił niedawno w rozmowie z „Tygodnikiem Powszechnym”, że „wielu ludzi opuszcza Kościół nie dlatego, że opuszcza Chrystusa, lecz dlatego, że Go w Kościele nie znajduje”. Dlaczego wierni mają poczucie, że nie znajdują w Kościele Jezusa? Nie dlatego, że widzą grzech. Widzą go przecież na co dzień także w sobie. Ludzi wkurza to, że Kościół mówi o Ewangelii, ale nie ewangelizuje sam siebie, swoich instytucjonalnych struktur. Z tego bierze się antyklerykalizm, niechęć i negatywne opinie. Z tego bierze się też przekonanie, że Chrystusa jest w Kościele coraz mniej.  Bo jakim świadectwem obecności Jezusa są wychodzące na jaw kompromitujące kulisy działania tej czy innej kurii? „Jeśli tam nie ma Ewangelii w praktyce, to gdzie ma być?” – zadaje sobie pytanie przeciętny Kowalski.

To banalne i oczywiste, ale jedynym sposobem na odbudowanie wiarygodności Kościoła jest postawienie Boga na pierwszym miejscu. To zadanie dla biskupa, kanclerza kurii, proboszcza, wikariusza, ale też dla Ciebie i dla mnie. Nasze zachowanie ma być wizytówką tego, że Bóg jest dla nas ważny, że bierzemy Jego receptę na życie na serio. Bez tego nikogo do Niego nie przekonamy, a i sami zaczniemy tracić wiarę. Wprowadzajmy w życie miłość, prawdomówność, dobroć, czystość, uczciwość, dbałość o relacje, wzajemny szacunek, a kryzys Kościoła przejdzie do historii. Remedium zostało znalezione (a właściwie objawione) już dawno, ale stało się dla nas tak spowszedniałe, że sprowadziliśmy je do haseł i banałów, do zasad, które dla wygody, świętego spokoju i władzy lepiej ominąć.

Zasady płynące z Ewangelii są najlepszą receptą na kryzys. Każdy kryzys. Osobisty czy instytucjonalny. Wyjdziemy z niego na tyle, na ile będziemy w stanie je zastosować.

comments

Leave a Comment