Odwiedź nas w:

Berlinie | Białymstoku | Bielsku-BiałejBrukseli | BydgoszczyChojnicachGliwicach | Grudziądzu | Katowicach | Kędzierzynie-KoźluKoszalinieKrakowie | Lipsku | Londonie | LublinieŁodzi | Myślenicach | Olsztynie | OsloParyżu | Poznaniu | Rzeszowie | SłupskuSzczecinie | TarnowieTrójmieście | Warszawie | Wrocławiu | ZamościuZielonej Górze

ZOSTAŃ KLUBOWICZEM | ZAŁÓŻ KLUB | WESPRZYJ NAS!

comments

Nadchodzące wydarzenia:

  • 17 grudnia 2019Wieczór wigilijny
  • 20 grudnia 2019 16:30Kawiarenka Krakowskiego Klubu "TP"
  • 31 grudnia 2019Nie strzelam w Sylwestra
  • 8 stycznia 2020Kościół wobec osób LGBT” .
  • 13 stycznia 2020 19:00Wspólnota i dialog - czytamy Tischnera
AEC v1.0.4

Sprawdź pełną listę wydarzeń.

 Kornel Morawiecki. Tragedia idealisty

Bojowcy PPS, ideowcy, powodowani moralnym sprzeciwem wobec rzeczywistości carskiej dominacji, walczący z zaborcą, ale również z konformizmem polskiego społeczeństwa, rzucają się z motyką na słońce, wyzywają na ubitą ziemię mocarstwo, którego potęga przerasta wszelkie ich możliwości.

Czynią tak nie dlatego, że wierzą w bliskie zwycięstwo, któż mógłby się go spodziewać, ale dla świadectwa, że jesteśmy, że się nie poddajemy: „Walczę i umrę jedynie dlatego, że w wychodku, jakim jest nasze życie, żyć nie mogę, to ubliża – słyszysz! – ubliża mi jako człowiekowi z godnością nie niewolniczą. Niech inni się bawią w hodowanie kwiatów czy socjalizmu, czy polskości, czy czego innego w wychodkowej (nawet nie klozetowej) atmosferze – ja nie mogę! To nie sentymentalizm, nie mazgajstwo, nie maszynka ewolucji społecznej, czy tam co, to zwyczajne człowieczeństwo. Chcę zwyciężyć, a bez walki, i to walki na ostre, jestem nie zapaśnikiem nawet, ale wprost bydlęciem, okładanym kijem czy nahajką. Rozumiesz chyba mnie. Nie rozpacz, nie poświęcenie mną kieruje, a chęć zwyciężenia i przygotowania zwycięstwa.”  Tak pisał Józef Piłsudski w liście do Feliksa Perla, w 1908 r. W tych słowach odnajduję źródła postawy Kornela Morawieckiego i jego towarzyszy w beznadziejnym zdawałoby się czasie roku 1982, gdy zdławiony został „karnawał Solidarności” i zapadła noc stanu wojennego.        

„Karnawał Solidarności”, fantastyczne 16 miesięcy, od sierpnia 1980 do grudnia 1981, gdy wszystko zdawało się możliwe, gdy rodziły się podstawy społeczeństwa obywatelskiego, były dla takich osób „gwiezdnym czasem”, rozmów, sporów i kontrowersji, szkołą demokratycznej debaty. Już wtedy zarysował się, wśród ludzi zaangażowanych w ruch „Solidarności”, konflikt dotyczący  celów i sposobów działania wobec komunistycznej władzy. Zaostrzył się on po wprowadzeniu stanu wojennego, gdy ujawniły się dwie koncepcje działania, autorem pierwszej był Władysław Frasyniuk, charyzmatyczny przywódca dolnośląskiej „Solidarności”, za drugą optował Kornel Morawiecki.

Oddajmy głos temu ostatniemu: „Poróżniła nas strategia działania. Uważałem, że demonstracje społeczne są czymś bardziej anonimowym, a zarazem mobilizującym społeczeństwo. Frasyniuk twierdził, że nie należy ich organizować. […] My wiedzieliśmy, że wolności się nie wyprosi, nie wynegocjuje, nie wymodli. Że trzeba ją wywalczyć.” Frasyniuk i Morawiecki symbolizują dwie postawy, dwie filozofie działania a nawet dwa etosy, miały one przetrwać dekadę lat osiemdziesiątych i sięgnąć w głąb dziejów III RP. Zrozumienie czym były, to klucz do zrozumienia kim był Kornel Morawiecki.

Frasyniuk, który wyrósł w środowisku robotniczym, klasyczny działacz związkowy, uważał demonstracje uliczne i inne akty społecznego oporu za instrument, który należy stosować z umiarem po to, aby skłonić władze PRL do zawarcia porozumienia z „Solidarnością”. Takie rozumowanie bazowało na politycznym realizmie, w ramach którego należy dążyć do osiągnięcia tego, co możliwe a nie podejmować działań z góry skazanych na niepowodzenie. Morawiecki i coraz liczniejszy krąg osób wokół niego skupionych kierowali się innym sposobem myślenia. „Już na tym świecie zachować swe życie można tylko wówczas, jeśli gotowym jest się stracić je w obronie sprawiedliwości i solidarności”, pisał w artykule „Jeśli chcemy żyć”, napisanym w połowie 1982 r.

Opór wobec władzy PRL wyrastał zatem dla Morawieckiego z moralności, nie z polityki. „Sowiecki totalitaryzm zawsze postrzegałem jako jednoznaczne zło. Podjęcie z nim walki było czymś oczywistym, moralnym nakazem”, wspominał później. Taki sposób myślenia „skazywał” go na radykalizm, nie można przecież iść na kompromis ze złem, trzeba mu się przeciwstawiać, także bez szansy na sukces, po prostu dla dania świadectwa.

Dlaczego nazwałem Kornela Morawieckiego postacią tragiczną? Przecież obiektywnie patrząc, przede wszystkim u schyłku życia, zrealizował to czego pragnął. Cóż, jego los jest losem wielu ideowych rewolucjonistów – radykałów, którym udało się przeżyć czas walki i zobaczyć efekty swoich działań. Niektórzy potrafią wejść w nową rzeczywistość, ustawić się, zawrzeć kompromis z własną ideowością i iść drogą kariery wykorzystując swe niegdysiejsze dokonania. Oni, jakże często, wyzbywając się dawnych ideałów, zaczynają wykazywać się w życiu politycznym postawą wielce cyniczną.

Inni, tacy jak Morawiecki, odnaleźć się nie umieją, wiecznie ich coś uwiera, trudno im zrozumieć dlaczego „rzeczpospolita solidarna”, o którą walczyli, przybrała kształt tak skrzeczący. To niebezpieczny syndrom, może bowiem skłaniać do odrzucenia demokratycznego i pluralistycznego porządku, skoro nie umożliwia osiągnięcia tego, co uważają za słuszne i sprawiedliwe.

Takie rozczarowanie powiodło niegdyś wielu do poparcia zamachu majowego Józefa Piłsudskiego. Kornela Morawieckiego zaś, wtedy marszałka seniora sejmu ostatniej kadencji, skłoniło do wypowiedzenia następujących słów: „Prawo jest ważną rzeczą, ale prawo to nie świętość. Nad prawem jest dobro Narodu! Jeśli prawo to dobro zaburza, to nie wolno nam uważać to za coś, czego nie możemy naruszyć i zmienić. To mówię – prawo ma służyć nam! Prawo, które nie służy narodowi to jest bezprawie!”

W ten właśnie sposób wyraża się głęboki tragizm ludzi głęboko ideowych, wierzących w słuszność swych ideałów, których nijak nie daje się wcielić w życie. Szlachetna walka z dyktaturą w imię zasad demokratycznych wtedy, gdy ta demokracja ukazuje swe realne, nie zawsze piękne oblicze, przeobraża się u nich w rosnące rozczarowanie i skłonność do ominięcia procedur utrudniających realizację tego, co uważają za jedynie słuszne i dobre. Mniej ważne jest wówczas prawo, a głosowanie koleżanki partyjnej w sejmie „na dwie ręce” można usprawiedliwić słowami: „Uważam, że to w porządku w sensie moralnym”. Istotny jest bowiem własny osąd etyczny, nie procedury. Pozostaje zatem po Kornelu Morawieckim uczucie pewnej ambiwalencji: człowiek szlachetny, ofiarny, bezkompromisowy, niezwykle zasłużony dla wolnej Polski, ale jednocześnie rozdarty, mówiący słowa i popierający inicjatywy będące zaprzeczeniem demokratycznych ideałów, dla których tak wiele niegdyś poświęcił.

Tekst w rozszerzonej formie ukaże się na łamach kolejnego numeru „Przewodnika Katolickiego”

     

comments

One thought on “ Kornel Morawiecki. Tragedia idealisty”

  1. Zgodziłbym się z autorem, że Kornel Morawiecki był postacią tragiczną, ale nie zgodziłbym się, że zrealizował to, czego pragnął.
    Raczej musiała go ogarniać frustracja. PRL upadł nie w wyniku bezpardonowej walki z systemem prowadzonej przez Solidarność Walczącą, ale w wyniku porozumień zawartych przez ludzi formacji Frasyniuka.
    Pewnie gdyby przewrót był krwawy, gdyby zginęło przy tym w walce paręset tysięcy narodu, gdyby część kraju obróciła się w gruzy, miałby Kornel Morawiecki swoją satysfakcję.
    Niestety.
    Również traktowanie PRL-u jako absolutnego zła, bez reszty, bez śladu dobra, jest zaślepieniem.
    Także jego zamierzenia uważam za raczej utopijne.
    O zmarłych nie powinno się pisać źle, ale…
    być może jestem w błędzie, ale uważam ludzi tego pokroju za bardzo szkodliwych dla Polski.
    Skąd inąd szlachetni, chcieli niby dobrze, ale na szczęście dla nas, im się nie udało.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.