Posted on: 29 sierpnia 2013 Posted by: Kazimierz Adamiak Comments: 0

klub-tp-logoSprawa konfliktu polsko-ukraińskiego w kontekście deklaracji biskupów polskich i ukraińskich bedzie tematem następnego spotkania Klubu Przyjaciół „Tygodnika Powszechnego”, które odbędzie się w sobotę 21 września o godz. 18:15 w sali parafii Matki Boskiej Częstochowskiej w London.

Kazimierz Adamiak: „Rzeź wołyńska 70 lat poźniej – pamięć czy pojednanie ?”

W ostatnim zdaniu epopei o powstaniu kozackim Chmielnickiego „Ogniem i mieczem”, jej autor, Henryk Sienkiewicz, stwierdza rzecz tragiczną: „Nienawiść wrosła w serca i zatruła krew pobratymczą”. Można dyskutować, czy tamto powstanie było rzeczywiście konfliktem etnicznym, czy może społeczno-religijnym. W czasach, gdy autor pisał te słowa, czyli w drugiej połowie XIX wieku, współczesny ukraiński nacjonalizm dopiero się przecież budził. Być może jednak Sienkiewicz przeczuwał do czego może doprowadzić ta rozkręcająca się spirala nienawiści, której kulminacja nastąpiła w lecie 1943 roku. Na Wołyniu, a nieco poźniej także w tzw. Małopolsce Wschodniej, zamordowano, często w bardzo okrutny sposób, około 100 tys. Polaków i mniejszą liczbę obywateli innych narodowości. Cała ludność polska zamieszkująca te tereny była faktycznie skazana na fizyczną eksterminację.
Te fakty są bezsporne i nawet strona ukraińska ich nie neguje, ale już szacunki liczby zamordowanych znacznie się od siebie różnią. Natomiast wszystko inne stanowi temat niekończącego się sporu historyków, publicystów i polityków Polski i Ukrainy. Nie ma więc zgody co do tego co właściwie doprowadziło do tragedii, kto jest za nią bezpośrednio odpowiedzialny, czy była to czystka etniczna, czy ludobójstwo i, najważniejsze, nikt nie ma dobrego pomysłu jak zakończyć ten krwawy konflikt. Z jednej strony nacjonalistyczni politycy ukraińscy nie widzą nic niestosownego w traktowaniu UPA jako armii walczącej o wolność Ukrainy, z drugiej polscy komuniści przez wiele lat zamykali problem w stereotypie „Ukraińca-rezuna”, a pewne środowiska programowo kontynuują to w wolnej Polsce.
Zostawić ten konflikt bez porozumienia, to narazić przyszłe pokolenia obu narodów na nowy krwawy dramat. Jak powiedział Adam Daniel Rotfeld w wywiadzie opublikowanym w dominikańskim miesięczniku „W Drodze”: „Jeśli ta zbrodnia nie będzie nazwana, osądzona, potępiona i rozliczona, to będzie ona ciążyć na historii narodu i sumieniach przyszłych pokoleń”. Zawsze znaleźć się mogą po obu stronach demagodzy, którzy, posługując się historycznymi argumentami wątpliwej jakości lub wręcz mitami, mogą probować podjudzic prostych ludzi do nowej fali przemocy. Czasem łatwo wmówić komuś, że patriotyzm, czyli miłość ojczyzny, najpełniej wyraża w nienawiści do innych. Złośliwą ironią jest fakt, że w tym przypadku „inni” to pobratymcy wywodzący się od jednego przodka prawdopodobnie żyjącego tylko około 60 pokoleń wstecz.
Najnowszą probę doprowadzenia do pojednania polsko-ukraińskiego podjęli na początku lipca tego roku, w 70. rocznicę najkrwawszych rzezi wołyńskich, polscy i ukraińscy biskupi: abp. Józef Michalik i abp. Światosław Szewczuk, którzy zwrócili się ze wspólnym apelem do wszystkich Polaków i Ukraińców. Najważniejszym jego elementem jest prośba o wybaczenie wzajemnych win. „Jako zwierzchnik Kościoła greckokatolickiego pragnę … przeprosić braci Polaków za zbrodnie popełnione w 1943 r.” – napisał abp. Szewczuk. „Jako przewodniczący Episkopatu Polski kieruję do braci Ukraińców prośbę o wybaczenie” – odpowiedział abp. Michalik. Deklaracja oddaje też hołd tym członkom oby zwaśnionych nacji, którzy nie ulegli ideologii nacjonalizmu i szowinizmu, stając w obronie prześladowanych sąsiadów. Nie są to gesty nowe. Na apel Jana Pawła II, aby „..stawiać wyżej to, co jednoczy, niż to, co dzieli” obie strony już w roku 2005 wypowiedziały historyczne słowa „przepraszamy i prosimy o przebaczenie”.
Niestety, nie da się przewidzieć, czy, i jak szybko, deklaracja rzeczywiście przyczyni się do uleczenia głębokich ran przeszłości. Profetyczny gest biskupów polskich, którzy w latach 60. zwrócili się z jednostronnym apelem do biskupów niemieckich, początkowo naraził ich tylko na ostry atak władz komunistycznych. Nawet rezerwa z jaką biskupi niemieccy odpowiedzieli nie napawała zbytnim optymizmem. Z upływem czasu jednak stosunki polsko-niemieckie się unormalizowały i trudno im cokolwiek w chwili obecnej zarzucić, zarówno na szczeblu oficjalnym, jak i na poziomie zwykłych ludzi. Podobny akt polsko-rosyjski podpisany niedawno większość społeczeństwa przyjęła jednak bez głębszego echa, a środowiska narodowe wręcz wrogo, reagując nań demonstracjami.
Wydaje się, że najbliższy uchwycenia sedna problemu był abp. Szewczuk w wywiadzie dla „Tygodnika Powszechnego” : „ … (polityka) opiera się na konflikcie (…) Jeśli nie ma konfliktu nie ma polityki. Jeśli sprawę pojednania oddamy wyłącznie w ręce polityków, zawsze będzie wykorzystywana do prowokowania konfliktów”. Wtórował mu red. Reszka „Historia jest służącą polityki”. Brzmi to bardzo pesymistycznie. Może jednak jest jakaś szansa na pojednanie, jeśli przyjmiemy sposób myślenia przywodców religijnych, a nie polityków i służącym im historyków.

comments

Leave a Comment