W Zielonej Górze czytamy „Po co kościół” ks. G. Strzelczyka

We wtorek 5 marca w jak zwykle w gościnnych progach Piekarni Cichej Kobiety rozpoczęliśmy serię spotkań wokół książki ks. dr. Grzegorza Strzelczyka „Po co Kościół”, która jest zbiorem siedmiu tekstów opublikowanych na łamach „Więzi” w okresie od 2009 r. do 2016 r.  Na pierwszym spotkaniu dyskutowaliśmy na temat dwóch pierwszych esejów: „Kościół sakramentalnie otwarty” i „Kościelne sny o potędze”. 

Na wstępie ustaliliśmy nasze rozumienie pojęć i przyjęliśmy, że:

1. Katolicyzm określa treść nauczania Kościoła katolickiego, czyli największej na świecie chrześcijańskiej wspólnoty wyznaniowej, która głosi zasady wiary i życia, ma strukturę hierarchiczną, jest zarządzana przez papieża, który drogą sukcesji apostolskiej jest następcą Świętego Piotra oraz biskupów pozostających z nim we wspólnocie.
2. Katolickość to powszechność, otwartość na nieograniczenie rozszerzalną różnorodność form ludzkich, jakie składać się mogą na jedno mistyczne Ciało Chrystusa, nie jest związana żadną narodowością, językiem, kulturą czy rasą.

Z kolei, przedstawialiśmy nasze motywy chodzenia do kościoła, uczestnictwa we mszy św. Były różne: obowiązek wynikający z trzeciego przykazania Dekalogu, potrzeba serca, przyzwyczajenie, przekazanie we Wspólnocie znaku pokoju, otrzymanie rozgrzeszenia, przystąpienie do spowiedzi pomimo świadomości, że go nie otrzymamy, chęć spotkania z Chrystusem w zgromadzeniu ludu Bożego, wysłuchanie Słowa Bożego, osoba kapłana sprawującego Eucharystię.
Czy jesteśmy usatysfakcjonowani, czy nasze oczekiwania zostają spełnione?

Nie zawsze. Uczestnicy spotkania mówili o wielu rozczarowaniach, m.in.: kapłani często mówią do nieobecnych, zbyt często czytane są listy Episkopatu, wygłaszane są kazania a nie homilie, osoby w związkach niesakramentalnych czują się wykluczone z powodu niemożności pełnego uczestnictwa w Zgromadzeniu, irytuje ceremoniał państwowo-kościelny, część osób uważa, że lepsze by było opodatkowanie się wiernych niż składka na tacę, rady parafialne to fikcja, umywanie nóg w Wielki Czwartek nie przekłada się na codzienność, kapłani traktują świeckich z góry, często odczuwa się przepaść pomiędzy hierarchami i ludem, można spotkać się z odcinaniem się i niechęciom do pojęcia rozmowy, np. na temat klubów TP, formacja księży pozostawia wiele do życzenia, nie czujemy się po wyjściu z kościoła wspólnotą, jesteśmy anonimowi.

Mimo tylu żalów i wskazanych problemów stwierdziliśmy jednak, że kochamy Kościół pomimo wszystko. Ale też, nie nie wyobrażamy sobie, żeby nie krytykować pewnych elementów życia Wspólnoty Kościoła, które nas uwierają i bolą.

Lucyna Roczniak

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.