prof. Fryderyk Zoll gościł w Klubie w Zielonej Górze,

W zielonogórskim Klubie „Tygodnika Powszechnego” 28 marca 2019 gościliśmy prof. Fryderyka Zolla. Była to lekcja aktywności obywatelskiej. Rozmawialiśmy o demokratycznym państwie prawa, sprawiedliwości i potrzebie aktywności obywatelskiej, która jest niezbędna, jeżeli chcemy mieć wpływ na tworzenie i egzekwowania prawa.

Oto pytania, które zadawaliśmy naszemu Gościowi:

Czy państwo prawa może być przywrócone w zgodzie z państwem prawa?

To jest zasadniczy dylemat, który nas wszystkich będzie dotyczył – twierdzi prof. Fryderyk Zoll. Pytanie brzmi: czy jesteśmy w stanie odwrócić to, co się stało tak, aby nie doszło do jakiegoś zaostrzenia sytuacji lub do takiego rozwoju wypadków, które zniweczą cel dla Polski zasadniczy. A jest nim zbudowanie prosperującej wspólnoty funkcjonującej w Unii Europejskiej, która przestrzega praw człowieka, która przestrzega podstawowych wolności.

Drugie pytanie dotyczyło tego, jak przywrócić sprawiedliwość i doprowadzić do ukarania sprawców niegodziwości?

Od wyborczego zwycięstwa Prawa i Sprawiedliwości w 2015 roku mamy do czynienia z rewolucją w złym znaczeniu. Polega ona na przerwaniu prawnej ciągłości państwa. Nowa władza nie czerpie już swojej legitymacji z instytucji i porządku prawnego istniejącego do tej pory, tylko stara się zacząć wszystko od początku, zrywając tę ciągłość i tradycję władzy poprzedniej.

Jarosław Kaczyński zarzuca Okrągłemu Stołowi (chociaż sam z bratem brał w nim udział), że nie dokonała się za jego sprawą rewolucja w sensie prawnym, nastąpiło zaś przekazanie władzy przy utrzymaniu ciągłości państwa. Kaczyński nazywał to jurydyzacją późnego PRL-u. Miała ona polegać na tym, że wykształciły się instytucje, takie jak Naczelny Sąd Administracyjny, Trybunał Konstytucyjny, Rzecznik Praw Obywatelskich, które spowodowały, że w późnym PRL-u powstała struktura prawnej ochrony podstawowych praw konstytucyjnych, praw obywatelskich, które – zdaniem Kaczyńskiego – doprowadziły do zabezpieczenia tych praw także osób, które tamten system tworzyły. Stąd zarzut „nie dziania się” rewolucji.

To, że ta rewolucja po 1989 roku nie nastąpiła, prof. Zoll uważa za jedno z większych polskich osiągnięć. Symbol Okrągłego Stołu, gdybyśmy go tak nie niszczyli, mógłby być gigantycznym wkładem Polski w kulturę rozwiązywania sporów i kulturę przechodzenia od dyktatury do demokracji. Niestety, zrobiono bardzo wiele, żeby tę tradycję splugawić.

To, co stało się po 2015 r. rzeczywiście ma cechy rewolucji. Po pierwsze, historia z Trybunałem Konstytucyjnym. Wybrano słynnych dublerów. Potem, ponieważ dwóch dublerów umarło, w ich  miejsce pojawili się następni dublerzy (mamy więc do czynienia z drugą generacją dublerów) – czyli nie-sędziowie, osoby nieuprawnione do orzekania.

Niedawno, w sprawie Islandii (paradoksalnie kraju, który jest jednym z najbardziej praworządnych na świecie) zapadło orzeczenie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, stwierdzające, że jeżeli w składzie orzekającym zasiada sędzia, który nie jest konstytucyjnie prawidłowo powołany, to nie jest zagwarantowane prawo do sądu. Zdaniem prof. Zolla to orzeczenie odegra pewną rolę w naszej historii.

Obsadzenie sędziów-dublerów, którzy w istocie nie są sędziami, musi mieć wpływ na skutki orzeczeń. Jeżeli orzeka osoba nieuprawniona, to takie orzeczenie musi być uważane za akt nieistniejący.

Inna sprawa, to najpewniej nie-prezes Trybunału Konstytucyjnego – Julia Przyłębska. Dlaczego nie-prezes? Ponieważ PiS nie ma zbyt wielu specjalistów biegłych w naukach prawnych, zmieniając ustawę nie zmienił wszystkiego, co trzeba. Zapomniano, że są dwie uchwały potrzebne do wyboru prezesa Trybunału. PiS zmienił większość potrzebną do jednej uchwały, nie zmienił do drugiej. W związku z czym tę drugą uchwałę, ponieważ nie mogła osiągnąć większości, Julia Przyłębska podjęła sama, jednoosobowo. I wysłała odpowiedni dokument do prezydenta. W ten to sposób Julia Przyłębska została prezesem Trybunału Konstytucyjnego. To prowadzi do oczywistego prawniczego wniosku, że tym prezesem nie jest. Dalsze skutki są takie, że ponieważ prezes trybunału wyznacza sędziowskie składy, to właściwie już u podstaw powoduje nieważność działalności tego organu.

W raporcie Fundacji Batorego na temat działań Trybunału Konstytucyjnego opisano, że dochodzi do rzeczy niebywałych: sędziowskie składy są zmieniane na potrzebę chwili, nawet sędzia referent jest zmieniany ad hoc… Ostatnio, w sprawie Krajowej Rady Sądownictwa do pierwotnego składu, gdzie nie było dublera, został wprowadzony – ni z tego ni z owego, bez żadnej przyczyny, co też narusza ustawę – dubler. Można się zastanawiać po co? Jest teoria, że PiS chce mieć furtki wyjścia, to znaczy, iż chce korzystać z faktu, że orzeczenie Trybunału być może jest, a być może go nie ma. Będziemy więc mieli do czynienia z takim „orzeczeniem Schrödingera”, co pokazuje całkowitą degrengoladę tej instytucji.

Pojawia się pytanie, co z Trybunałem Konstytucyjnym zrobić, kiedy w październikowych wyborach siły demokratyczne wygrają. Jak doprowadzić do zmiany, która nie będzie naruszała państwa prawa, a jednocześnie nie będzie utrzymywała stanu, który nie jest do utrzymania, bo w takiej jak teraz postaci ten organ istnieć nie może.

Dlaczego jesienne wybory są tak ważne?

Rewolucja PiS-owska, to znaczy przerwanie ciągłości instytucji państwa, wprawdzie wyrządziła sporo instytucjonalnych szkód, ale na razie, z uwagi na różne rozwiązania systemowe (na przykład silny samorząd sędziowski), nie są one masowe. Nie zapadły jeszcze tysiące nieważnych orzeczeń; było ich tylko trochę. Nie nastąpiły jeszcze takie radykalne zmiany, które będzie bardzo trudno odkręcać, gdy wejdą w grę interesy ogromnej liczby ludzi.

Kiedy jednak zostaje przekroczona masa krytyczna, rewolucja się legalizuje. To znaczy, że  bezprawie zaczyna być prawem, bo ten stan nie może trwać wiecznie. W końcu przecież także zaczęto uznawać Związek Radziecki. Nie ma możliwości, żeby stan terytorium wolnego od prawa istniał w nieskończoność. Dlatego te wybory tak są kluczowe, bo one rozstrzygną sprawę legalizacji rewolucji PiS-owskiej. Jeżeli PiS wygra, to masa krytyczna bezprawia zamieni się w prawo. Choćby tylko formalne, to jednak wiążące. I państwo będzie w poważnym stopniu zdewastowane. Dlatego waga tych wyborów jest ogromna.

Prof. Zoll jest także działaczem KOD (wiceprzewodniczącym regionu małopolskiego) i nie akceptuje skandowanych na wiecach wobec znanych działaczy PiS okrzyków: będziesz siedział! To nie tłum ma o tym rozstrzygać, czy ktoś będzie siedział. O tym ma decydować niezależny sąd, a nie politycy czy ulica.

 

Notował: Konrad Stanglewicz

 

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.