Naprzeciw człowiekowi czyli ryzyka Pana Boga. Warszawa czyta Tischnera cz. II

Ćwierć wieku żyjemy z nowym Katechizmem. Dorosło pokolenie katolików, które tylko taki zna i które tylko takiego się uczyło. Jako osoba, z racji wieku, pamiętająca także poprzedni, mam nieco inny punkt widzenia. Paradoksalnie, ułatwiło mi to zrozumienie książki „Tischner czyta katechizm”. Wystarczyło bowiem nieco mentalnie przenieść się w wiek dwudziesty by moderowanie i poprowadzenie kolejnej tematycznej dyskusji w naszym Klubie TP stało się możliwe.

W trakcie drugiego spotkania z serii „Czytamy Tischnera”, pochyliliśmy się nad dość sporym materiałem  – rozdziałami od ósmego do czternastego naszej tegorocznej lektury. Przez ponad półtorej godziny przywoływaliśmy cytaty z książki i rozmawialiśmy na temat tego jaka jest odpowiedź człowieka na Boże wezwanie (czy raczej „Boskie zwierzenie”, cytując autora), oraz tego czy Pan Bóg …ryzykuje i czym ryzykuje ku człowiekowi wychodząc.  Chcieliśmy zrozumieć czym wg ks. Tischnera różni się chrześcijaństwo od religii i wiar, które były przed nim i przyszły po nim oraz zmierzyliśmy się z kontrowersyjnymi tezami o faktycznej interesowności ludzkiej wiary i nowym, nie znanym wcześniej, rodzaju zła jakie chrześcijanie przynieśli na świat. Przy okazji pojawił się motyw poboczny – chrześcijaństwo nie jest religią klastyczną, ponieważ objawienie Boga jest pierwotne, a podpowiedź człowieka wtórna, dokładnie odwrotnie niż w klasycznej religiologii

Co mnie osobiście najbardziej poruszyło? Usłyszeliśmy o Bogu, który wychodzi do człowieka i jest w tym całkowicie wolny. Ludzie jednak najczęściej wybierają cokolwiek innego i to absolutyzują („bezbożne absoluty”). Przykładem jest wg ks. Tischnera racjonalizm, niebezpieczny na kilka sposobów. Np. akcentujący tylko Bożą rozumność lub wyłącznie Jego wolność. Odpowiedzią nowego katechizmu jest „Amo ergo sum” – kocham więc jestem.

Kilkakrotnie  powracaliśmy też, zwłaszcza w dyskusji, do stale obecnych w filozofii autora pojęć-kluczy: spotkania, dialogu. Osobiście, nie mogłem pozbyć się jednak pewnej  wybiegającej ponad temat myśli – co z dziedzictwa Tischnerowskiego przetrwało w polskim Kościele w osiemnaście lat po śmierci księdza filozofa?

Marcin Bytniewski

Reflekcja druga

Rozmowa druga w: „Tischner czyta katechizm” jest tak wielowarstwowa, że przy każdym kolejnym podejściu do tekstu widzę go inaczej. Za punkt wyjścia dla mojej osobistej refleksji przyjęłam katechizmową definicję wiary:

Wiara jest odpowiedzią człowieka daną Bogu, który mu się objawia i udziela, przynosząc równocześnie obfite światło człowiekowi poszukującemu ostatecznego sensu swego życia”.

Czytałam te słowa, wiele razy. Już wydawało mi się, że rozumiem ich sens, by za chwilę dojść do wniosku, że jest dokładnie odwrotnie. 

Podczas czytania tej rozmowy z księdzem Tischnerem w sposób naturalny, niczym niewymuszony wróciły do mnie wspomnienia z okresu studenckiego. Podczas wakacji, w jednym z kościołów (chyba w Krakowie), pewnie po jakimś życiowym zawodzie, pospiesznie napisałam na karteczce osobistą prośbę do Pana Boga, żeby mi pomógł w znalezieniu sensu własnego życia. Już sam akt wrzucenia karteczki do skrzynki intencji sprawił mi ulgę. Byłam przekonana, że adresat tego listu zna odpowiedź na mój egzystencjalny dylemat i że mi odpowie. Wtedy nie wiedziałam, że odpowiedź znam ja sama i że Bóg w sobie tylko wiadomy sposób do tej wiedzy mnie doprowadzi. 

W tym czasie zaczytywałam się Sartre’em i Camusem. W pamięci utkwiła mi jedna z kawiarnianych dyskusji, z udziałem znajomego filozofa – znawcy twórczości Nietzschego. Gdy rozmawialiśmy o bohaterze opowiadania Sartre’a i coraz bardziej przygniatał nas ciężar bezsensu i beznadziei losu głównego bohatera (to chyba był „Mur”), zobaczyłam jedyne wyjście z tej egzystencjalnej matni, co skwitowałam krótko – w jego życiu (życiu bohatera opowiadania) nie ma Boga i dlatego pozbawione jest sensu. Oczywiście mój rozmówca uznał, że nie zrozumiałam istoty opowiadania, co jeszcze bardziej utwierdziło mnie w przekonaniu, że wiara w Boga nadaje sens życiu człowieka. Do dzisiaj czuję tę lekkość duszy, która towarzyszyła temu odkryciu. Wiara w Boga wprowadza do życia ład i przywraca naturalny porządek. Tak. Naturalny porządek. To powrót do źródła. 

W moim przypadku Bóg zadał mi pytanie: gdzie jesteś? słowami innego, który w Boga nie wierzył. To dialog z drugim człowiekiem – ateistą stał się moim „dniem nawiedzenia”. A moją odpowiedzią było uzmysłowienie sobie, że wiara nadaje ostateczny sens życiu.

Wiesz, dopiero kiedy jest wiara, przychodzi czas rozumienia. Tak: rozum budzi się, gdy zaufasz.”

Renata Soczyńska

 

 

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.