Lato w mieście Klubu warszawskiego

W lipcu nie próżnujemy. Rozpoczęliśmy od wyprawy do Parku Natolińskiego, gdzie obok kompleksu pałacowego zdecydowanie większego o Łazienek, znajduje się również Kolegium Europejskie, filia College of Europe. W czasie dwugodzinnego spaceru Katarzyna Boniecka zapoznawała nas z historią  posiadłości i anegdotami z życia jej mieszkańców.

“Miejsce nie pojawiłoby się na mapie, gdyby nie monarchowie rządzący Polską – Jan III Sobieski i August II Mocny, nie rozkwitłoby gdyby nie polska arystokracja – Czartoryscy i Potoccy oraz współpracujący z nimi wybitni artyści – Szymon Bogumił Zug, Vincenzo Brenna, Chrystian Piotr Aigner, Wirgiliusz Bauman i Henryk Marconi. Także historia dwudziestego wieku odcisnęła silne piętno na parku, pałacu i jego mieszkańcach. Zniszczenie wojenne, wywózka na Sybir ostatnich właścicieli Natolina – Branickich, upaństwowienie kompleksu, przejęcie go przez PRL-owskie władze, aż do roku 1989, kiedy to w pięknym anturażu Natolina Premier Tadeusz Mazowiecki pisał akapity swojego słynnego exposé” – napisała na facebooku nasza przewodniczka. W parku, oprócz jego ciekawej historii, obiektów i przestrzeni, zachwycające są stare, wielogatunkowe drzewa, i jego naturalnie dziki wygląd. Wycieczka zakończyła się w pobliskiej restauracji.

Tydzień później obejrzeliśmy  wystawę prac Wojciecha Fangora ma 42 piętrze budynku Cosmopolitan. Było to ciekawe artystyczne doświadczenie. Obrazy  rozpływają się w przestrzeni wszechobecnego nieba, mając widok Warszawy u swoich stóp.

Wśród prezentowanych prac trzy były częścią wystawy „Studium Przestrzeni”, otwartej 60 lat temu w Salonie Nowej Kultury w Warszawie. A dwa płótna zostały namalowane specjalnie na wystawę monograficzną artysty w Muzeum Guggenheima w Nowym Jorku w roku 1970.

Na „Studium przestrzeni” składało się 20 płócien różnych formatów. Wtedy tylko cztery z nich zawisły na ścianach, reszta została ustawiona na sztalugach w specjalny sposób, tak by patrzący stawali się współautorami przez sposób ich oglądania i czuli się wtopieni w stworzoną przestrzeń. Podobny jest zamysł wystawy w Cosmopolitan, lecz tym razem iluzja przestrzeni, którą stwarza malarz na swoich obrazach współistnieje z tą za szklanymi ścianami budynku i jesteśmy razem jakby zawieszeni w niej.

Po opuszczeniu galerii długo jeszcze  rozmawialiśmy, będąc pod wrażeniem przeżytych doznań, w całkiem przyziemnej już kawiarni na pl. Grzybowskim, gdzie za oknami nie było już nieba, a ulewne deszcze przeplatały się z przebłyskami słońca.

 

 

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.