Czy zabierzemy z sobą Ziemię do grobu? – relacja

To była jedna z trudniejszych rozmów w Kawiarence Klubu „TP”. Padło na niej dużo więcej pytań niż byliśmy w stanie znaleźć odpowiedzi. Wielowątkowa i szalenie angażująca, ale przede wszystkim toczona przez ludzi, którzy wiedzieli, o czym mówią.

Czy ekologia jest wymysłem sytych społeczeństw, takim pytaniem rozpoczęła spotkanie Maja Kuczmińska. Czy jest to idea, która została wykorzystana do uspokojenia sumień i konsumenckich zapędów?

U podstaw ekologii było autentyczne przejęcie się ludzi tym, co dzieje się ze środowiskiem człowieka, ale też zostało to szybko idea ta została przechwycona i użyta przez wielkie korporacje, które swoim zaangażowaniem ekologicznym przykrywały faktyczne jego niszczenie. Konsumpcja przelicza się zawsze na rujnowanie środowiska, mówił nasz gość – Michał Olszewski.

Ekologia została też zawłaszczona przez marketing; eco- sklepy bio– produkty, tzw. zdrową żywność, sprowadzaną samolotami z odległych miejsc. Nasze potrzeby i oczekiwania rosną, podczas gdy świat można naprawić jedynie przez daleko idące wyrzeczenia, ograniczenia, zrozumienie zagrożeń. Świadomość i działania na poziomie lokalnym, indywidualnym muszą być przy tym przenoszone na poziom globalny. Tylko to doprowadzi do zmian, tak jak doprowadziło do oczyszczania ścieków, segregowania odpadów czy trwającej wciąż walki o czyste powietrze.

Jest nas coraz więcej, a ludzie wszędzie chcą dorównać do poziomu konsumpcji bogatszych społeczeństw. Nie pomoże pozbycie się benzyny zawierającej ołów, gdy samochodów będzie coraz więcej. Potrzebne jest zaciśnięcie pasa, rezygnacja, wegetariańska dieta, zmiana sposobów podróżowania. Tak więc, potrzebujemy nie większej wiedzy, ale zmiany przyzwyczajeń, w oparciu o tę wiedzę, która już mamy.

Padło pytanie, z  czego potrafimy zrezygnować i czy potrafimy poddać się normom zewnętrznym w celu ochrony środowiska dla kolejnych pokoleń? I kolejne, czy potrafimy zaakceptować koszty ekologicznych zmian, ocenić właściwie rachunek naszego zdrowia z rachunkiem ekonomicznych korzyści i strat? Co jest lepsze jednorazówka czy torba ekologiczna ze sprowadzonej bawełny i z grubą plastikową rączką? Odpowiedź brzmiała: wybory ekologiczne nie są łatwe, ale statystyka jest brutalna i tylko radykalne podejście przyniesie skutek. Wyzbycie się wielu potrzeb, rezygnacja z wygód, zmiana przyzwyczajeń…, ale czy jesteśmy na to gotowi? Nie ma tu prostych odpowiedzi i ta rozmowa zawsze będzie trudna, bo nie umiemy wrócić do „nie posiadania”, „nie potrzebowania”, „nie chcenia”.

Czy w związku z tym potrzebujemy odgórnych decyzji? Jakie będą ich skutki gospodarczo- społeczne? Minimalizacja naszych potrzeb, oszczędność konsumpcyjna może wszak odebrać innym pracę. Na przykład, branża opakowań jest jedną z najbardziej prężnych branży produkcyjnych. I wytwarza najwięcej odpadów w handlu. Ograniczenie opakowań z pewnością ograniczy zatrudnienie w tym sektorze. W jaki więc sposób rezygnacja z tego co zbędne wpłynie na rynek pracy?

Padły też inne pytania:

Jaka jest hierarchia naszych potrzeb i hierarchia zagrożeń, i jak zachować konsumpcyjną świadomość nie ulegając manipulacji?

Czy w walce ze smogiem ważniejsze jest co i ile spala nasz piec, czy ile i jakim jeździmy samochodem?

Dlaczego stać nas na rezygnację z plastikowych słomek, ale nie z porcji mięsa?

Kiedy odmówić sobie lotu samolotem?

Nie jesteśmy w stanie walczyć ze wszystkim, ale jesteśmy w stanie osiągnąć pewne sukcesy, zmusić do rozmowy, poruszyć wyobraźnię. Zmiany i działania lokalne mogą doprowadzić do zmian bardziej globalnych, tak jak dyskusja o smogu przerodziła się w dyskusję o polityce gospodarczej. Potrzebujemy świadomej konsumpcji, zrozumienia, że mniej może znaczyć lepiej. Jeśli tego nie zaakceptujemy poniesiemy klęskę.

To, że nie żyjemy w świecie jednoznacznych odpowiedzi nie znaczy, że nie możemy, nie powinniśmy, stawiać pytań i próbować oddziaływać na świat polityki. Ekologia będzie miała wpływ na życie gospodarcze i społeczne. Klimat zmusza ludzi do migracji, a to społeczeństwa rozwinięte są odpowiedzialne za jego zmiany. Nie da się inwestować „na miejscu”, bo tego „na miejscu” nie ma. Istnieją rejony, w których nie da się już żyć.

Nasi goście ustosunkowali się też to podjętego tematu roli Kościoła w dialogu ekologicznym, a właściwie dziwnego oporu w jego prowadzeniu, szczególnie w sprawach demograficznych. To też nie jest prosty i jednoznaczny temat.
Samo przeludnienie nie jest problemem takim, jakim są idące za nim konsekwencje ekologiczne, spowodowane zrozumiałym dążeniem ludzi do lepszego, wygodniejszego życia. Nie tyle jest nas więc za dużo, co problemem jest, że za dużo produkujemy tam, gdzie tylko jest to możliwe, a najwięcej w zamożnych regionach świata, wcale nie mających nadmiaru ludności. Świadoma konsumpcja nie powinna być tu wyborem, ale powinnością.

Czy rzeczywiście kilka najbliższych lat będzie kluczowe w życiu człowieka na Ziemi i czy przekraczamy granicę, w której zmiany są nieodwracalne? Czy możemy jeszcze osłabić skutki tych zmian? A może ziemia nas przechytrzy i da sobie radę… gdy nas na niej już nie będzie?!

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.