Uwierzyć, aby poznać

„Chrystus znany i nieznany”, pod takim hasłem odbyło się 26 czerwca spotkanie z udziałem ks. dr Grzegorza Strzelczyka. W upalne popołudnie nie zabrakło chętnych, aby przyjść i rozmawiać o Jezusie Chrystusie. Z niedosytem i obietnicą powrotu do tematu kończyliśmy spotkanie. Oto tekst, do którego zainspirowało mnie spotkanie.

Uwierzyć, aby poznać.  Michał Rychert

Kościół świadectwo wszystkich pism Nowego Testamentu uznaje za prawdziwe, godne wiary i za normatywne źródło „wiedzy” o Jezusie, o tym kim był i czego nauczał. Pierwotnie obrona wiarygodności Ewangelii opierała się na świadectwie naocznych świadków, którzy mogli powiedzieć: „To wam oznajmiamy, ,…. cośmy słyszeli o Słowie życia, co ujrzeliśmy własnymi oczami, na co patrzyliśmy i czego dotykały nasze ręce … Myśmy je widzieli, i o nim świadczymy” (1J 1,1).

Badania historyczno-krytyczne postawiły jednak pod znakiem zapytania kwestię autorstwa niektórych pism Nowego Testamentu, dotąd uważanych za przekaz naocznego świadka. Nie wszyscy ewangeliści i autorzy pism Nowego Testamentu należeli do grona najbliższych współpracowników Jezusa, nie wszyscy znali historycznego Jezusa. Czy zatem czytając Nowy Testament stoimy tylko wobec interpretacji?

Nie ma faktów bez interpretacji. Poznanie rzeczywistości dokonuje się zawsze poprzez interpretację faktów. Interpretacja jest pewną formą poznania. Już sam dobór faktów jest interpretacją rzeczywistości. Dobór języka, formy literackiej jest również interpretacją. Wreszcie przychodzi czas na opinię o faktach, czyli na właściwą interpretację. Interpretacja jednak z założenia, nie jest tym samym, co modyfikacja, zniekształcenie lub mitologizacja.

Jest rzeczą oczywistą, że autorzy nowotestamentalni korzystali z rozmaitych przekazów o Jezusie, że za ich pomocą dokonywali interpretacji Jezusa, Jego słów, czynów. Dlatego, zamiast szukać Jezusa w dogmatycznym historycyzmie, w nagich kronikarskich faktach, należy właśnie w interpretacji osoby, słów i czynów  doszukiwać się szansy na dotarcie do prawdziwego historycznego Jezusa. Zgodnie z zasadą sformułowaną przez Benedykta XVI, że Jezus Ewangelii to jedyny autentyczny historyczny Jezus.

Czytając ewangelię nie mamy do czynienia z kronikarskim zapisem czystych faktów. Ewangelia nie jest kroniką, ani reportażem, z założenia jest historią teologicznie zinterpretowaną. Współczesna egzegeza wyróżnia wiele warstw, które razem, w wyniku końcowej redakcji, tworzą poszczególne ewangelie.

(1) W ewangeliach możemy znaleźć wiele słów, które pochodzą od samego Jezusa – ipsissma verba et facta Jesu.

(2) W Ewangeliach znajdziemy również warstwę słów, które wprawdzie mają zakorzenienie w autentycznych słowach Jezusa, jednakże zostały poddane zabiegom redakcyjnym i aktualizacji ostatecznie mają swoje źródło w doświadczeniach pierwotnej gminy np. nakaz upomnienia Mt 18, 15.

(3) Wreszcie są tam teksty, szczególnie w Ewangelii Jana, których historyczny Jezus w tej formie jaką znamy z Ewangelii z pewnością nigdy nie wypowiedział.

Pytanie – czy Jezus liczył się z tym procesem interpretacyjnym? Należy założyć, że tak, skoro nie zostawił żadnego dokumentu w formie spisanej, a zamiast tego  powierzył uczniom Dobrą Nowinę i polecił im głoszenie jej po krańce ziemi nie jak mantry, ale jako żywego słowa.

Czytając uważnie ewangelię możemy stwierdzić, że ani Jezus, ani ewangeliści nie unikali interpretacji, wręcz przeciwnie udzielają im głosu. Gdy przyjrzymy się ewangelii Marka zauważymy, że autor daje głos różnym interpretacjom osoby Jezusa. Pierwsze wydarzenia opisane w trzecim rozdziale stało się źródłem różnych interpretacji.

Najbliższa rodzina doszła do wniosku, że Jezus odszedł od zmysłów (MK 3,21), stąd krewni wraz z Maryją przychodzą, aby Go odciągnąć od Jego działalności. Uczeni w Piśmie wyrażają przekonanie, że Jezus Ma Belzebuba i przez władcę złych duchów wyrzuca złe duchy (Mk 3,22). Wreszcie sam Jezus konfrontuje się z różnymi interpretacjami pytając: Za kogo uważają mnie ludzie? (Mk 8,27). W odpowiedzi usłyszy słowa Piotra: Ty jesteś Mesjasz (Mk 8,29), które u Mateusza zostają zinterpretowane jako wyraz samoświadomość Jezusa, stąd słowa: Błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jony …. (Mt 16,17).

Innym jeszcze przykładem interpretacji są kompozycje redakcyjne. Egzegeci zwracają uwagę, że poszczególne sceny, wypowiedzi, które w ostatecznej redakcji zostały umieszczone w określonym kontekście czasu i przestrzeni pierwotnie mogły stanowić osobne niepowiązane ze sobą tradycje. Mielibyśmy zatem do czynienia z interpretacją przez zestawienie różnych wydarzeń w jeden nowy kontekst czasowo-przestrzenny. Mamy również do czynienia z interpretacją życia Jezusa za pomocą tekstów ze Starego Testamentu, ma to miejsce wszędzie tam gdzie czytamy: „aby wypełniło się Pismo”. Mateusz wyraźnie stylizuje historię Jezusa w świetle  Pięcioksięgu (Jezus jest ukazany jako nowy Mojżesz; kazanie na Górze nawiązuje do przekazania Prawa na górze Synaj, itd).

Wreszcie mamy do czynienia z interpretacją, która budzi największe zastrzeżenia i jako taka jest przez historyków odrzucana, chodzi o najpóźniejsze teksty nowotestamentalne szczególnie ewangelię Jana, która jest bardziej traktatem teologicznym niż historią. Ale i to nie jest koniec procesu interpretacyjnego. Kolejny etap to interpretacja dokonywana w czasie liturgii pierwszych gmin, gdy teksty nowotestamentalne np. listy Pawła potem Ewangelie były komentowane w kontekście tekstów biblijnych oraz w kontekście konkretnej sytuacji gminy chrześcijańskiej.

Nie można jednak uciec od pytania, czy pisma Nowego Testamentu zawierają tylko autentyczną, poznawczą  interpretację, czy też nie mamy do czynienia ze zniekształceniem osoby Jezusa?

Przed dowolnością, przed interpretacjami odwodzącymi od prawdy, lub zaciemniającymi prawdę o Jezusie chroniła  od samego początku „przestrzeń” Kościoła, która nie została mu przyporządkowana wtórnie, nie została Jezusowi narzucona z zewnątrz, lecz otacza Go od samego początku, z Jego własnego ustanowienia. Jezus sam powołał tych, którzy najpierw pytali kim On jest, a potem w świetle czynów i słów, a ostatecznie w świetle Zmartwychwstania interpretowali wydarzenie Jezus.

Jezus nie może zostać prawidłowo zrozumiały jak tylko w oparciu o wiarę i wierzącą pamięć ludu Bożego. Gdy nie trzymamy się tradycji interpretacyjnej Kościoła wówczas, prędzej czy później musi dojść do zniekształcenia obrazu Jezusa. Nie można rekonstruować „Jezusa historycznego” wbrew Nowemu Testamentowi i wbrew wierze Kościoła. Nie należy zaprzeczać lub przemilczać faktu interpretacji z jakim mamy do czynienia w Nowym Testamencie, ale trzeba rozumieć ten proces w świetle teorii poznania.

Potrzebujemy nie tylko tych słów, które Jezus wypowiedział dokładnie tak jak je znamy – ipsissima verba Jesu — także tych słów i tych tekstów o Jezusie, przez które Jego osoba została zinterpretowana, które wyrażają zamiar, intencję i wolę Jezusa.

A zatem, jeżeli nawet mamy do czynienia z tekstami fikcyjnymi, ze słowami, których Jezus historyczny nigdy nie wypowiedział, to nie oznacza, że nie zawierają one prawdy o Jezusie. Wręcz przeciwnie tego rodzaju teksty pozwalają na głębszy wgląd w postać Jezusa.

Pomijając teksty interpretacyjne nie można dotrzeć ani do Jezusa historii, ani do Chrystusa wiary. Do Chrystusa wiary dlatego, że pozbawiamy się świadectwa Kościoła, do Jezusa historii dlatego, że tajemnica osoby tkwi głębiej niż w zewnętrznych faktach (kiedy się urodzi, kiedy umarł, jaki miał kolor włosów, grupę krwi itd.). To zbyt mało, aby poznać Jezusa.

By rozpoznać drugiego człowieka, by poznać Jezusa, potrzeba wrażliwego przyjrzenia się, otwartości oraz ryzyka zaufania. Dopiero wówczas, gdy zawierzymy drugiemu, możemy go pełniej poznać. Poznanie drugiego człowieka możliwe jest dzięki otwartości, a wręcz dzięki sympatii. Przez sympatię bowiem dwie osoby otwierają się na siebie, pozwalają mieć wgląd w siebie. Drogą poznania drugiego człowieka jest miłość. Tak więc tylko takie poznanie, które nie wyklucza wiary i zaufania, pozwala pełniej poznać tajemnicę Jezusa.

Wiara jako akt zaufania nie jest i nie może być aktem irracjonalnym. Wiara wypływa z przeświadczenia o poznaniu tego, któremu się wierzy, Paweł wyznaje  „wiem komu uwierzyłem” (2 Tm 1,12). Wyznaje to nie dlatego, że znał historycznego Jezusa, ale dlatego, że uwierzył i doświadczył prawdy Jego słów.

(Korzystałem z: G. Lohfink, Jezus z Nazaretu. Czego chciał. Kim był; Tenże, Jeśli nie dzisiaj to kiedy; J. Ratzinger – Benedykt XVI, Jezus z Nazaretu T. 1.)

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.