Zrób co możesz! – Jacek Bożek w krakowskim Klubie „Tygodnika Powszechnego”

Do Klubu „Tygodnika Powszechnego” w Krakowie zawitał Jacek Bożek — człowiek o wielkich zasługach w dziedzinie działań społecznych na rzecz środowiska, założyciel i prezes Klubu Gaja (organizacji ekologicznej działającej w Polsce nieprzerwanie, i z wielkimi sukcesami, od 1988 roku).  Nowe tereny chronione, lepsze niż dotąd prawo ochrony zwierząt, zwrócenie uwagi na rzeki, posadzone tysiące drzew, uratowane tysiące zwierząt – to rezultaty działań członków Klubu Gaja. Chcieliśmy się dowiedzieć, co myśli ekspert o obecnych zagrożeniach środowiska, i co nam może poradzić? Spotkanie prowadziła Barbara Niedźwiedzka

Byłam zawiedziona, że pomimo intensywnego rozpowszechnienia informacji o spotkaniu, tak mało na sali było ludzi młodych. Gdzie są? Przecież wielu z nich działa, są setki organizacji, grup, zespołów, które coś robią, aby przeciwdziałać bezmyślnej eksploatacji Ziemi. A to była dobra okazja, żeby się spotkać, zobaczyć, jak to się często mówi — policzyć. Bo to dodaje otuchy, nakręca do działania. Trudno. Nie przyszli. Starsze pokolenia też mają tu swoją dużą rolę do odegrania, a zwłaszcza ogromną rolę do odegrania, bo jest nas wciąż „milion”, mają chrześcijanie. Z pewnością było nas na sali blisko 100%.

Niestety, Kościół Katolicki w Polsce bardzo mało interesuje się sprawami stworzonej przez Boga i tak samo jak człowiek „dobrej” natury, i to pomimo nawoływania papieża Franciszka. Od tej uwagi zaczęłam prowadzenie spotkania. Nie, że katolicy zupełnie nic nie robią. Zwłaszcza od ukazania się w 2015 r. Encykliki Laudato si’ można obserwować pewne poruszenie. Episkopat Polski wystosował w 2018 r. list pasterski „W trosce o wspólny dom”, Ożywia się Ruch Ekologiczny św. Franciszka z Asyżu, Caritas Polska realizuje projekt „Ekologia integralna encykliki Laudato si’ w działaniu wspólnot Caritas i społeczności lokalnych”, w Tygodniku Powszechnym coraz to możemy przeczytać świetny artykuł dotyczący, ekologii, obrony praw zwierząt, ochrony natury. Wciąż są to jednak krople w morzu. Nie wystarczą: ojciec Stanisław Jaromi, ks. Adam Boniecki, o. Leon Knabit, abp Grzegorz Ryś, abp Wiktor Skworc. Nie wystarczy, choć ten chyba najbardziej porywa, Szymon Hołownia (bardzo polecam „Boskie zwierzęta”). Na co dzień jednak, na niedzielnej Mszy św., na katechezach, nie usłyszymy w naszym Kościele słów troski o naturę, a typową reakcją katolika na zachętę, aby coś robić na rzecz zwierząt, lasów, rzek jest pełne irytacji stwierdzenie: „Tyle dzieci głoduje! A Pani zajmuje się dzikami!”.

Zawsze odpowiadam na takie wyrazy troski o świat: głodujących dzieci, z powodu naszej bezmyślności, bezduszności, w najlepszym razie obojętności wobec natury, będzie coraz więcej!

Nasz Gość — Jacek Bożek o tym mówił. Mówił o zagrożeniach, przytaczał przykłady dewastacji środowiska, mówił o niewyobrażalnie okrutnej masowej hodowli zwierząt, o tym, że nie zastanawiamy się nad tym, skąd pochodzi żywność, rzeczy, których używamy, tak oczywiste, przezroczyste, że nie poświęcamy temu jednej myśli. Mówił: pomyślcie o tym skąd są?  W jaki sposób, jakim kosztem, przyszły do was: woda, którą pijecie, mięso, masło, pomyślcie o drzewach, ptakach. Zauważcie je. I te produkty i te żywe istoty mają swoje historie, są częścią świata, którego i my jesteśmy częścią. Zwierzęta czują, cierpią, mają swoje potrzeby. Cokolwiek złego, bezmyślnego robimy przyrodzie, nieuchronnie robimy i sobie. To podejście nosi nazwę ekologii integralnej. Nakłaniają do postrzegania siebie, jako części świata, i Franciszek w swojej mądrej przepięknej Encyklice, i świeccy ekolodzy. Jesteś częścią świata. Nie krzywdź go, nie wykorzystuj ponad miarę, współodczuwaj, i z ludźmi w innych świata częściach, i z całym stworzeniem.  Dzięki tej naturze, tym zwierzętom żyjesz, a jak żyjesz bezmyślnie — to cierpią gdzieś także inni ludzie.

A ja myślę sobie, czy Polacy, którzy teraz odwracają głowy, kiedy w telewizji są pokazywane (pieczołowicie złagodzone i skoncentrowane na zdrowotno-ekonomicznym aspekcie) reportaże dotyczące zabijania chorych krów, pomyśleli kiedyś, co krowom zawdzięczają? I czy nie jest niegodne człowieka takie ich traktowanie.

Z sali padały pytania, co robić, co praktycznie można zrobić?

Jacek Bożek cały czas bardzo barwnie i żywiołowo mówił o tym, co robić. Proste zmiany zachowania, proste rzeczy, ale właśnie to te zwykłe, i tak naprawdę nietrudne, zachowania nieraz nie przychodzą nam do głowy. Może oczekujemy jakiś wielkich manifestacji (choć już broń Boże, żeby nie zakłóciły naszego funkcjonowania w machinie świata), może jakichś deklaracji, dokumentów, nowych organizacji? A przecież one, jak pokazuje doświadczenie, same nie pokonają biznesu, rozbuchanej konsumpcji, ludzkiej pazerności.

Mówił też o tym, jakie ogromne miał oczekiwania, i jaką radością, jego — człowieka nienależącego do Kościoła, napełniła Encyklika Laudato si’. Ważny dokument przywódcy ogromnej części ludzkości.  I co? Wydaje się, że bardzo niewiele stało się po nim w społeczności katolickiej. To mają do siebie tego rodzaju dokumenty. Mało kto je czyta, jakoś nie przekładają się na to, co później słyszymy na kazaniach, i co robimy. Jednak dobrze, że są, można się na nie powoływać. Bardzo dobrze, że są.

Nie znaczy, mówił nasz Gość, że nie trzeba manifestować, gromadzić się, organizować. Jak najbardziej. Trzeba. Ale, mówił, to absolutnie nie wystarczy! Nie zmieni się nic, jeżeli nie będziemy UWAŻNI i jeżeli nie zmienimy, każdy z nas pojedynczo, swojego stylu życia! Nawet, a może przede wszystkim, w małych sprawach: nie marnotraw niczego, nie kupuj niepotrzebnie, zacznij żyć prościej, zanim zabijesz muchę pomyśl, czy jest to konieczne, jeżeli jesz mięso, to pamiętaj o tym, jaka jest jego prawdziwa cena, jeżeli jesz ryby to nie zamykał oczu na to jak są łowione, jak puszczasz wodę z kranu, to pomyśl o tym, że gdzieś ktoś idzie po nią wiele kilometrów. I nie myśl, że te działania nie przełożą się na cały świat. Jeżeli każdy z nas, myślących ludzi, będzie uważny, to się przełożą. Ale też, każdy musi zacząć od siebie, swojego domu, swojej rodziny, kręgu swoich przyjaciół. I nie oglądać się na innych.

Ostateczny wydźwięk tego, co mówił nasz Gość nie był jednak optymistyczny. A to dlatego, że zwrócił naszą uwagę na to, że choć może większość z nas na sali dopuszcza myśl o drobnych zmianach stylu życia, to z jakości naszego życia nie zrezygnujemy. Z obecnej jakości życia i z dążenia do ciągłego podwyższania tej jakości.

Co to jest jakość życia, zadałam sobie pytanie? To jest np. drugi samochód, to jest latanie samolotem, bo tak jest szybciej, to są jednorazowe opakowania (ile tego przynosimy do domu!), bo tak jest łatwo, to co chwilę nowe ubrania, bo nie możemy być niemodni, to nowe wymyślne gadżety,  itp. Chyba już nie potrafimy poprzestać na małym, skromnym, może trochę niewygodnym, a na pewno wymagającym więcej czasu czy wysiłku. Żyjemy też w obłędnym przekonaniu, że nie mamy czasu, i że koniecznie musimy za wszystkim i wszystkimi nadążyć.  Tak, to wydało mi się bardzo trafną i napawającą smutkiem konstatacją. Tak, to zmienić będzie najtrudniej.

Pomyślałam sobie jednak też, że akurat w tym środowisku, do którego trafił Jacek Bożek w ostatnią niedzielę, postawa, która polega na samoograniczaniu się w imię miłości bliźniego i miłości do „dobrej” natury, wypływa wprost z zasad religii. Teoretycznie więc akurat wśród wierzących katolików, nie powinno z tym być problemu. Ziemia poddana dobremu, pełnemu miłości władcy nie może przecież być krzywdzona i cierpieć. Może więc jest nadzieja?

 

PS. Przy okazji pozwolę sobie wszystkich chętnych do działania na rzecz natury, szczególnie zwierząt, zaprosić na stronę Opowiedzzwierze.pl, gdzie można dowiedzieć się w jednym miejscu, co się dzieje w tej materii. Zapraszam też do współpracy. Może razem coś moglibyśmy zrobić więcej. Chętnych proszę o kontakt. Barbara Niedźwiedzka

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.