„Tygodnik” i Polska Krzysztofa Kozłowskiego

Spotkanie „Polska według Krzysztofa Kozłowskiego” zgromadziło w krakowskim Centrum Kultury Żydowskiej ponad 100 osób. / Fot. Adam Walanus

Wczoraj spotkaliśmy się z okazji 5 rocznicy śmierci  Krzysztofa Kozłowskiego, wieloletniego zastępcy redaktora naczelnego „Tygodnika Powszechnego”, Ministra Spraw Wewnętrznych w Rządzie Tadeusza Mazowieckiego i pierwszego szefa Urzędu Ochrony Państwa, aby powspominać tę ważną dla polskiej transformacji postać, posłuchać ludzi, którzy z nim pracowali i zastanowić się ile z wizji Polski, jaką miał Kozłowski zostało zrealizowane i co by powiedział redaktor Kozłowski, minister Kozłowski o obecnym jej stanie.

Spotkanie prowadził  Andrzej Brzeziecki (redaktor naczelny „Nowej Europy Wschodniej”, publicysta „Tygodnika Powszechnego”), a w debacie udział wzięli:  Michał Komar – autor wywiadu rzeki z Krzysztofem Kozłowskim, Maciej Kozłowski – kuzyn, były redaktor „TP” i dyplomata, prof. Andrzej Romanowski – publicysta i  były redaktor „TP”, bliski współpracownik i przyjaciel Krzysztofa Kozłowskiego. Spotkanie zorganizowały Krakowski Klub „Tygodnika Powszechnego” i Fundacja Jerzego Turowicza.

Nie będę relacjonować spotkania, dyskusji. Zachęcam do lektury wywiadów, wspomnień, w tym także wspomnień uczestników wczorajszego spotkania, do których linki znajdziecie Państwo w witrynie Klubów „TP” tutaj. One najlepiej przypomną Państwu niezwykłą postać K. Kozłowskiego. 

To bardzo ważny człowiek i dla „Tygodnika”, i dla Polski okresu przełomu. Bez niego i „Tygodnik”, i Polska byłyby inne. Są takie osoby. Są jak mocne słupy nośne w wielkich budowlach. Niekoniecznie rzucają się w oczy, ale są, opieramy się o nie budując dalej, lub zdobiąc gmachy, każdy według swojego gustu. Stoją nawet wtedy, kiedy już obsypały się ściany, sufity i stiuki. Taki wyłania się ze wspomnień Krzysztof Kozłowski. Mocny, wyraźny, mądry filar. Trzeba do takich filarów wracać, przytrzymać się ich. To ważne zwłaszcza w czasach, kiedy osaczają nas komunikaty, że białe jest czarne i odwrotnie, albo że białego w ogóle nie ma. Szczypanie się pomaga, ale przytrzymanie się mocnych filarów jest lepsze.

Kiedy czytałam, niekiedy z wielką przyjemnością, jak jakiś współuczestnik spisku, rubrykę „Obraz tygodnia” nie zdawałam sobie sprawy, jak ważną był w „Tygodniku” postacią i jak przemyślana była jego cienka ironia, akcenty i kolejność zamieszczanej informacji. Jednak to wszystko podświadomie działało i czytało się tę rubrykę jak cotygodniowy, zaszyfrowany list. W czasach po stanie wojennym, z poczuciem, że jednak gdzieś jest życie.

„Tygodnik” miał być, w opinii Kozłowskiego, narzędziem, jak powiedział w którymś wywiadzie, „formowania ludzi, przygotowywania ich do życia w kraju demokratycznym”, ale i podtrzymywania wartości, zmuszania ludzi do myślenia poprzez stawianie pytań. Do polityki poszedł, bo tak było trzeba w określonym momencie. Nie mógł inaczej. Poszedł na służbę. Trochę jak na wojnie.

Jego wizję Polski trzeba ułożyć, jak z kamyków z jego artykułów w „Tygodniku”, z jego, błyskotliwie bawiącej się z cenzurą, rubryki „Obraz tygodnia”, z jego publicznej działalności, i co ważne, ze wspomnień jego współpracowników, przyjaciół, krytyków. To Polska wolna i otwarta, tolerancyjna i czerpiąca siłę z różnorodności, z wielokulturowości, demokratyczna naprawdę, bez przemocy, gościnna, strzegąca praw człowieka, samorządowa. Polska idealna.

Że był może nadmiernie idealistyczny, jak znaczna część inteligencji okresu przełomu? Czy bez idealizmu świat może się w ogóle rozwijać? Chwała Bogu, że są idealiści. Strach pomyśleć, gdzie bylibyśmy bez nich, bez wiernej ideałom świadomej swojej roli inteligencji, nawet jeżeli te ideały nigdy w pełni nie mogą się zrealizować.

Pojawiło się stwierdzenie, że nie spełnił się do końca, ani w „Tygodniku”, ani w polityce. Chodziło o to, tak to odczytałam, że po pierwsze nie spełniły się jego marzenia o stabilnej, nowoczesnej Polsce i o roli „Tygodnika” w czasach stabilizacji, a także i to, że nie został odpowiednio do swojej pracy doceniony. Daj Boże takie niespełnienie.

Tęsknią za nim ci, którzy go znali i czytali, a historia odda, oddaje mu należne miejsce. My wyrażamy podziw i wdzięczność. Spełnił swoją rolę. A że byłby z pewnością zmartwiony widząc, jak osypują się mury demokracji, jak niedoskonałe jest społeczeństwo w czasach pokoju i że jeszcze duża jego część nie ma pojęcia dlaczego warto być praworządnym… Cóż, mury się odnawia, wzmacnia, społeczeństwo dojrzeje, nie traciłby zapewne nadziei. Zbyt był mądry. A że pisał i działał w czasach „rewolucji”, kiedy idealizm może sobie pohulać i kiedy budzą się i zmuszają się do czynu idealiści, to miał szczęście pracować z niezwykłymi ideowymi ludźmi. To były jednak super czasy.

Po debacie, o. Wiesław Dawidowski odprawił w kaplicy kościołA Świętej Katarzyny Mszę św. w intencji śp. Krzysztofa Kozłowskiego. W homilii przypomniał, że wśród Błogosławieństw szczególnie ważne było dla niego to błogosławieństwo: „Błogosławieni pokój czyniący, albowiem oni synami Bożymi będą nazwani” (Mt 5:9). I z tym górującym nad wszystkimi wspomnieniami wskazaniem zostaliśmy. Niech odpoczywa w pokoju.

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.