O nowej książce Wojciecha Bonowicza „Sto lat. Książka życzeń”

Najnowsza książka Wojciecha Bonowicza „Sto lat. Książka życzeń” jest fragmentem projektu „Życzenia. Niematerialne dziedzictwo Małopolski zawarte w obyczajach pielęgnujących więzi międzyludzkie – badania, publikacje, edukacja”, którego pomysłodawcą było Muzeum Etnograficzne im. S. Udzieli w Krakowie. Natomiast, natchnieniem do takiej, a nie innej formy książki, w której liczne ilustracje przeplatają się z krótkimi, ale treściwymi tekstami, były, jak pisze jej autor, same zbiory Muzeum. Na poły osobista, na poły oparta na ogólnodostępnych źródłach książka stanowi swego rodzaju sentymentalny zbiór życzeń. Przy czym sentymentalizm w niczym nie ujmuje jej powagi.

Książkę, złożoną ze scen zapamiętanych i wyobrażonych, otwiera „Guzik”, nie magiczny ani nie zatrzaskowy, ale rozdział pod takim tytułem. Opowiada on o zwyczaju łapania za guzik, kiedy widzimy kominiarza. W tym prostym zawierzeniu, że taki gest przyniesie bogactwo widać upływ czasu, bo któż dziś spotyka jeszcze kominiarza? O spotkaniach, o które dziś już trudno, jest też rozdział „Dzieci”, w którym Wojciech Bonowicz przypomina czytelnikowi o tym, jak się „chodziło po kolędzie” i „po śmigusie” na wsi. O wsi i zwyczaju śpiewania przy wielu okazjach przeczytamy z kolei w rozdziale pod tytułem „Młodzi”. Słowom poświęcił autor dwa rozdziały, bo o sile słów przeczytamy zarówno w tym zatytułowanym właśnie „Słowo”, jak i w „Sekrecie”, w którym moc słów widać szczególnie w starych pamiętnikach.

Cała „Książka życzeń” jest swego rodzaju pamiętnikiem, zapisem tęsknot za tym, co minęło, a co zostało zastąpione przez inne, mniej człowiecze, bardziej bezduszne. Jest opowieścią o kartce z życzeniami wypartej przez sms (kupując kartki przed świętami, dbało się o to, żeby się nie powtarzały), o odchodzących do lamusa kolędnikach, o śpiewach weselnych zastąpionych dźwiękami muzyki z odtwarzacza (a śpiew ten zawierał pouczenia i przestrogi), czy choćby o prześmiewczych przekleństwach, które zostały zastąpione nienawistnymi kłótniami (słowo wyleci ptakiem, a wróci wołem). Jest wreszcie zapisem świata minionego, do którego każdy z nas skrywa w sobie tęsknotę.

Ta niepozorna książeczka z ogromnym ładunkiem emocjonalnym jest niczym odkrycie Alicji, że za tą małą dziurką od klucza ciągnie się wielki i piękny świat. W tym przypadku świat wspomnień złożony z sekretów, modlitw i słów, prawdziwy „koncert życzeń”, którego „młodzi” już nie pamiętają.

„Sto lat. Książka życzeń” to także pamiętnik, w którym wiele zagiętych rogów skrywa niespodzianki. Jest też swego rodzaju rozliczeniem z przeszłością, podsumowaniem, co szczególnie widać w rozdziale „Sekret”, który wspomina istnienie pamiętników, ale jest też wyliczanką tych, którzy odeszli.

Wracając do wspomnianych na samym początku ilustracji ze zbiorów Muzeum Etnograficznego w Krakowie (w opracowaniu Anny Bujnowskiej) warto zwrócić uwagę na ich różnorodność. Znajdziemy wśród nich przedwojenne karty okolicznościowe i liczne fotografie przedstawiające sceny z życia – mężczyznę przy radioodbiorniku, kolędnika przebranego za śmierć czy fotografię kominiarza wędrującego po wsiach.

Dziś, kiedy kartki pocztowe z życzeniami i pozdrowieniami możemy najczęściej podziwiać na wystawach i w poświęconych im wydawnictwach, o kolędników rzadko widzimy, a o koncertach życzeń wnukom opowiadają dziadkowie, warto sięgnąć po książkę Wojciecha Bonowicza, która porusza struny wzruszeń, i każe myśleć, że może jednak warto odkurzyć przeszłość?

Opisując życie wierszem. Wojciech Bonowiczem.

Tematem ostatniego spotkania w grudziądzkim Klubie, na którym gościliśmy Pana Wojciecha Bonowicza, było życie w wierszach. A właściwie możemy powiedzieć, że życie w ogóle, ponieważ tak nam się temat „życia” podobał, że wyszliśmy poza ramy poezji. Stało się tak za sprawą naszego gościa, który ukazał nam w prawdziwie poetycki sposób piękno i wartość życia. Przyczyniły się do tego i poezja, i osoba ks. Józefa Tischnera, wspomnienia którego nie mogło zabraknąć podczas spotkania z Panem Bonowiczem.  Posłuchaliśmy wierszy, które w interpretacji autora zabrzmiały najpiękniej i w pełni. Możliwość wspólnego ich omówienia i analizy były prawdziwą gratką dla zgromadzonych. Pod koniec spotkania wszystkie twarze uśmiechały się jeszcze pełniej i szczerzej, niż – co nawet zauważył nasz gość – na jego początku.

Spotkanie z Panem Wojciechem Bonowiczem – poetą uwrażliwiło nas zebranych na poezję, a z felietonistą – pomogło wyciszyć emocje związane z życiem codziennym.

Podczas tego spotkania nie mogło zabraknąć najnowszej książki Pana Wojciecha Bonowicza „Sto lat. Książka życzeń”, którą krótko omówiliśmy. Jej treść wywołała wśród tych, którzy ją przeczytali wiele sentymentów.

Spotkanie to, choć mogłoby wydawać się niełatwe, bo temat był niełatwy i obszerny, dało nam dużo radości i dobrej energii. Teraz, zaopatrzeni w podpisane przez naszego gościa książki, z niecierpliwością wyczekujemy zapowiadanych nowych tytułów.

 

 

Doświadczenie innego. Spotkanie w Grudziądzu w ramach 19 Dni Tischnerowskich.

„Poprzez innego, poprzez jego twarz, poprzez jego spojrzenie, na nowo odczytuję siebie” – to słowa ks. Józefa Tischnera, którymi rozpoczniemy grudziądzkim Klubie „Tygodnika Powszechnego” obchody 19 Dni Tischnerowskich, tym samym będąc w mentalnym połączeniu z Krakowem. Podczas spotkania zastanowimy się, co znaczy poznanie i jaki ma ono wpływ na nasze życie.
Zapraszamy w środę, 27 marca 2019 r. o godzinie 17.30 do Niepublicznej Szkoły Podstawowej nr 1, ul. Chełmińska 12.

Relacja ze spotkania „Kościół szeroko zamknięty” w Grudziądzu

Do spotkania pod tytułem „Kościół szeroko zamknięty” przyczyniły się dwie sprawy – po pierwsze niedawne wydarzenia, które były przyczyną problemów w organizacji jednego ze spotkań klubowych oraz książka ks. Grzegorza Strzelczyka „Po co Kościół”, która będzie nam towarzyszyć podczas tegorocznych rozważań w Klubie. Tytuł spotkania był odpowiedzią na to, co – jako wierni – czujemy w Kościele – kościele, który nie dla wszystkich okazuje się otwarty.

Na spotkaniu udało nam się omówić założone zagadnienia – szczególnie te dotyczące naszego, czyli parafian głosu w życiu naszych kościołów. W tej kwestii uzgodniliśmy wspólny głos podjęcia działań w celu dotarcia do poszczególnych proboszczów parafii. Ponadto, próbując odnaleźć i zrozumieć przyczyny odchodzenia wiernych z Kościoła doszliśmy do wniosków, iż zjawisko to jest kwestią braku porozumienia przełożonych poszczególnych parafii z wiernymi. Także działania w tej sprawie należą w dużej części do parafian.

Biorąc pod uwagę powyższe wnioski doszliśmy do ustaleń, iż najważniejszy w realizacji tych zadań jest dialog.  A nasze ustalenia, to między innymi:

– otwarta rozmowa z uszanowaniem doktryn o problemach w poszczególnych parafiach;

– próba przywrócenia mszy dla młodzieży w jednym z kościołów, w którym została odwołana, mimo potrzeb młodzieży;

– próba dotarcia do proboszczów w celu podjęcia przez parafie sprzedaży „Tygodnika Powszechnego”.

Na temat realizacji ustaleń rozmawiać będziemy na części drugiej spotkania pod tytułem „Kościół szeroko zamknięty”.

Jako, że nasze spotkanie odbywało się dzień po dwudziestej rocznicy śmierci Jerzego Turowicza – 28 stycznia – pochyliliśmy się także nad jednym z tekstów redaktora pod tytułem „Katolicyzm w Polsce i na świecie”, który choć napisany w roku 1960 okazał się nadal bardzo aktualny.

Ponadto, jako, że spotkaliśmy się w takiej formie po dłuższym czasie (poprzednie dwa spotkania odbywały się z udziałem gości) omówiliśmy także sprawy organizacyjne Klubu, między innymi te dotyczące wyjazdu na rekolekcje z ks. Adamem Bonieckim w Warszawie oraz zaplanowaliśmy wstępnie kolejne spotkania w naszym Klubie.