Odpowiedzialność za słowo – refleksje po spotkaniu z prof. Sławkiem

Tydzień temu gościliśmy w gliwickim Klubie „Tygodnika Powszechnego” profesora Tadeusza Sławka z wykładem „Nasłuchiwanie słów. Język jako stan wyjątkowy”. Oto kilka myśli z tego spotkania.

Punktem wyjścia do rozważań prof. Sławka stały się słowa Janusza Korczaka: „Kto wmyśli się w duszę używanych przez ludzi wyrazów, temu zatrze się różnica między dzieckiem, młodzieńcem, dojrzałym, prostakiem i myślicielem (…)”. (J. Korczak „Dziecko w rodzinie”)

Owa konieczność „wmyślania się w duszę wyrazów” nabiera szczególnej mocy w rzeczywistości, w której świadomie manipuluje się znaczeniami słów. A przecież, jak mówi Dag Hammarskjöld w „Drogowskazach”: „Szacunek do słowa jest pierwszym wymogiem dyscypliny, zdolnej wychować człowieka dojrzałego umysłowo, uczuciowo i moralnie. Szacunek dla słowa- używanie go z największą oględnością i uczciwością, głęboką miłością prawdy- jest też warunkiem rozwoju społeczności ludzkiej i rodzaju ludzkiego…”.

Słowa poetów mogą wzbudzać lęk wśród manipulatorów pojawiających się w przestrzeni publicznej. Przykładem takiego słowa jest tęcza, z wiersza Cypriana Kamila Norwida z 1860 r. Owa tytułowa „Tęcza” jest tu zwornikiem między myślą a słowem, jest alegorią ludzkiego poszukiwania sensu i prawdy, czerpania siły z tego, co w górze, wreszcie znakiem miłości Boga do człowieka. Wiersz zamyka powątpiewanie poety, czy to, co zazwyczaj jest symbolem pojednania, może oddziaływać również na zwaśnione ludzkie serca:

Czyż łatwiej, łatwiej, planetę zwaśnioną
Zeswoić z Tęczą Twórcy rozjaśnioną,
Lub upiąć w niebie gwiazdy nowej klamrą,
Niż serca ludzi – wpierw, nim ludzie zamrą?!
                                                         (C.K. Norwid Tęcza)

Kolejny zacytowany wiersz Norwida, to „Nie trzeba robić”, nawiązujący bezpośrednio do ludzkich przywar, które okazują się być wciąż aktualne.
— Nie trzeba robić z pokoleń ofiary,
(…)
Nie trzeba siebie, wciąż siebie, mieć środkiem,
(…)
Nie trzeba kłaniać się okolicznościom,
A prawdom kazać, by za drzwiami stały,
Przedawać laury starym znajomościom,
(…)
Nie trzeba stylu nastrajać ulicznie,
Ni ewangelji brać przez rękawiczkę,
Być zacnym ckliwo, być podłym praktycznie,
Zapełniać próżnię sensu przez potyczkę,
I rejterować… lubo heroicznie!
(C.K. Norwid Nie trzeba robić)

W gorzkich słowach mówi też Norwid o kondycji intelektualnej Polaków, kiedy to czyny wyprzedzają namysł, a kłamstwo, lenistwo i pycha wstrzymują pracę nad językiem. To zaniedbane dziedzictwo wzbudzi, zdaniem poety, gniew przyszłych pokoleń.

-Tak jest dziś tu i ówdzie… lecz u nas?… wychodzą
Książki?… za późno – czyny?… za wcześnie się rodzą,
Co jeśli potrwa?… Męże będą mieli siły
Nienarodzonych wnuków, a rozum? – mogiły!
(…)

W każdym kraju inaczej Prawda się udziela,
Lubo wszędzie jednego ma nieprzyjaciela,
A tym jest kłamstwo, tudzież lenistwo i pycha,
I nerwów-wstręt, co, aby mieć pokój, ucicha,
Mało dbając (choć prawie to wiedzy-zarodkiem),
Że bywa słowo pierwej celem niźli środkiem,
I że dziś Język kształcąc, nie zgadujem wcale,
Jakie? głosić nim będą wesela lub żale
Za lat sto… że więc radość, że boleść, że modła
Dlatego się w lakonizm zawrzeć nie umieją,
Iż wzdychają za przyszłych, łkając jako źródła,
Do których inni przyjdą, w dzbany swe naleją
I będą pić, ochłodę wyczerpując z dzbana;
Lub – nie znalazłszy źródeł, pójdzie im z ust – piana!
 (Czas i prawda. C.K. Norwid)

W rozważaniach o słowie i sensie pojawiły się też przykłady publicystyki współczesnej. Słoweński socjolog, filozof i krytyk kultury Slavoj Žižek, wskazuje dokąd prowadzą przemiany w sferze komunikacji międzyludzkiej:  „Przemoc jest efektem życia w przestrzeni coraz bardziej bezsłownej, uniemożliwiającej stwarzanie narracji.”

Timothy Snyder w traktacie „O tyranii” udziela lekcji radzenia sobie z zagrożeniami uwidaczniającymi się w obrębie języka:  „Unikaj fraz, które słyszysz od wszystkich innych. Wyrażaj się na swój sposób, nawet jeżeli chcesz przekazać tylko to, co twoim zdaniem powtarzają wszyscy. Postaraj się odgrodzić od internetu. Czytaj książki.”  (Timothy Snyder „O tyranii”, Lekcja 9: Dbaj o język).

Zwracaj uwagę na pojawienie się terminów „ekstremizm” i „terroryzm”. Bądź wyczulony na hasła „zagrożenie” i „wyjątek” – są śmiertelnie niebezpieczne. Okazuj gniew, gdy ktoś podstępnie sięga do patriotycznego leksykonu (Timothy Snyder „O tyranii”, Lekcja 17: Nasłuchuj niebezpiecznych słów).

Tony Judt w książce „Źle ma się kraj. Rozprawa o naszych współczesnych bolączkach” argumentuje, że aby znaleźć drogę wyjścia z obecnego trudnego położenia, musimy przyjrzeć się naszej niedawnej przeszłości i ponownie przedłożyć sprawiedliwość nad zwykłą wydajność. Zamiast ślepo wierzyć rynkowi – jak, na własną zgubę, czyniliśmy przez ostatnie trzydzieści lat – musimy stawić czoło wyzwaniom społecznym i przyjąć odpowiedzialność za świat, w którym żyjemy. (Wydawnictwo Czarne, wstęp do wydania, 2015)

Szczególną uwagę zwrócił Profesor na „List otwarty do Europejczyków” Denisa de Rougemont’a, uznając go za lekturę obowiązkową.

I jeszcze raz powrót do przykładów historycznych literatury pięknej. Tym razem do utworów Wiliama Shakespeare’a. Mowa Antoniusza z dramatu „Juliusz Cezar” to popis manipulacji językowej w polityce.

„Stracone zachody miłości” prowadzą do następującej konkluzji:
1. W sytuacji życiowego powodzenia, język jest błyskotliwy; gdy los się odmienia trudno jest dobierać słowa.
2. Samotność, milczenie, odosobnienie, „leczą” język
3. Cennym jest dostrzeżenie tych, którzy cierpią w samotności i „zmusić ich boleść do uśmiechu”.

Wreszcie „Burza”. Polityka jawi się tu jako pomsta, zaś bohater Prospero głosi, że nie pomsta, lecz przebaczenie i odwołanie do szlachetnego rozumu jest drogą prawości.

Swój wykład zakończył prof. Sławek odczytaniem „Spostrzeżeń o mowie niebezmyślnej”:

1. Nie mów pochopnie, niech twoja mowa będzie owocem cierpliwego namysłu. Może dlatego poeci są bardziej przekonujący od polityków: ich mowa musi być zdyscyplinowana rymem, rytmem. Mowa polityka najczęściej zna tylko dyscyplinę partyjną, ta zaś jest usankcjonowanym chaosem.

2. Namysł jest miejscem, w którym powstaje mądre słowo. Może dlatego polityk chce być złotousty: mówić płynnie i sprawnie. To zwodnicza cnota kogoś, kto chce uwodzić. Nie bój się tego, że mowa przychodzi ci „z trudem”. To te trudności właśnie dają do myślenia, stawiają opór. Mądry słuchacz potrafi je docenić; na głupim niech ci nie zależy.

3. Doceniaj ciszę. Skoro rzeczywistość nas otaczająca jest systemem stałego tłumienia ciszy, tym bardziej ją praktykuj. Cisza jest szkołą słuchania. W polityce najczęściej nikt nie słucha; wszyscy mówią – najlepiej naraz i w tym
samym czasie. Pozwala to zagłuszyć współmówiącego. Niech twoja mowa nie zagłusza.

4. W konsekwencji mów cicho, nie podnoś głosu, nie krzycz, nie groź palcem, nie pokazuj ludziom, gdzie mają stać.
Kto mówi bardzo głośno, tylko w swoim własnym przeświadczeniu ma więcej racji.

5. Rozważnie postępuj z wulgaryzmami. Mogą być zrozumiałym upustem emocji (np. gdy uderzysz się młotkiem
w palec), ale nigdy nie wzmacniają siły twojej argumentacji. Przeciwnie – bezwzględnie obnażają jej słabość.

6. Nie daj sobie wmówić, że konkurencyjność i skuteczność to cnoty fundamentalne. Jeżeli ulegniesz, powiesz wszystko, co potrzebne dla zwycięstwa, pomieszasz kłamstwo z prawdą, a współuczestników wspólnoty zamienisz w „ciemny naród”, który przecież „kupi” wszystko, co sensacyjne. Zepsujesz mowę; nie tylko „swoją”, lecz całej wspólnoty.

7. We wszystkim co mówisz, szanuj słuchacza. Przede wszystkim „słuchaj”, bowiem szczere, nieuprzedzone własną racją słuchanie, słuchanie w dobrej wierze, dalekie od podsłuchiwania po to, aby wykorzystać w marnej intencji, jest szacunkiem wobec mówiącego. Szacunek ten polega na powstrzymaniu się od uogólnień i obraźliwych
generalizacji. Jeżeli to, co mówisz adresujesz pogardliwie do „ciemnego narodu”, „wykształciucha” albo „łże-elity”, twoja pogarda obróci się przeciwko tobie. Będziesz mówił sam do siebie o sobie. Jak biskup, który zobaczywszy ludzkie cierpienie, mówi, że nie ogląda „byle czego”.

8. Dobra mowa, zarówno w sensie jakości języka, jak i samej oracji, to taka, po wysłuchaniu której słuchacz myśli – „on mówił do mnie”. Dlatego unikaj sloganów, ogólników, haseł, ideologicznych szturmówek. Działają przez krótką chwilę. Potem, ten, kto im uległ doznaje uczucia zawstydzenia.

9. Nie musisz mówić pod przymusem mówienia „łatwo”. Zawiłość nie jest cnotą; ale schlebianie słuchaczowi przez bezwzględne dopasowywanie się do jego wymagań psuje wspólnotę. Nie bój się dać słuchaczowi „do myślenia”; nie musisz dawać odpowiedzi, zostaw go z pytaniem. To tracący władzę polityk poszukuje wszędzie odpowiedzi.

10. Niech twoja mowa wynika z sytuacji okoliczności, a nie z góry założonych planów. Oczywiście mowa powinna być przygotowana, ale źle, gdy przygotowany jest z góry cały ideologiczny schemat wypowiedzi. Niech to, co mówisz wypływa z uczciwego przeżycia i przemyślenia przedmiotu, na  temat którego zabierasz głos, a nie z zaciekłego przekonania o jedynej słuszności własnej racji.

11. Niech Twój język zawsze dba o powagę, lecz niech nie będzie śmiertelnie poważny. Humor oznacza dystans, krytyczny namysł nad słowem, wydobywa z niego wiele, czasem świadomie zapomnianych, znaczeń. Nie ma nic gorszego jak bycie rządzonym przez ludzi pozbawionych poczucia dystansu do samych siebie.

12. Dokładaj wszelkich starań, by Twoja mowa wystrzegała się straszenia i obiecywała absolutne bezpieczeństwo. Wzbudzanie lęku jest najłatwiejszym sposobem antagonizowania ludzi, najtańszą metodą sprawowania władzy. W imię bezpieczeństwa przed chorobami, jakie rzekomo roznoszą migranci będą ci odbierać kolejne wolności.

 

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.