Mieczysław Abramowicz o testamencie Pawła Adamowicza (Chojnice)

Na zaproszenie Klubu „Tygodnika Powszechnego” w Chojnicach gościł 17 stycznia 2019 r. Mieczysław Abramowicz — gdańszczanin i przedstawiciel gminy żydowskiej w tym mieście. Uczniowie z II LO mieli okazję posłuchać w Dniu Judaizmu w Kościele katolickim, co ich gość myśli o ekumenizmie, swoich i obcych.

Nie czuje się obcy. Jest z Gdańska. A to miasto otwarte, tego uczył prezydent Paweł Adamowicz, jego przyjaciel. Ten, który podczas spaceru machinalnie podnosił papierki i wrzucał je do kosza. Tak po prostu, nie na pokaz. Adamowicz niczego nie udawał. Wiedział, że budowanie wspólnego domu może następować z różnych materiałów, że mogą się w nie włączyć różne środowiska. Dom z różnych kamieni może być trwalszy, każdy ma szansę w nim się znaleźć. Nawet ci wstrętni lewacy, lesbijki, pedały, Żydzi, ludzie gorszego sortu, itp. Mechanizm, który się powtarza w naszej historii, a który zaistniał również w Chojnicach w 1900 r. po śmierci gimnazjalisty Ernesta Wintera, to samonapędzanie się nienawiści, które skutkuje tym, co stało się 13 stycznia – mówił Mieczysław Abramowicz. – To drugi przypadek w naszym kraju. Bo pierwszy był w 1922 r., kiedy to szaleniec Eligiusz Niewiadomski po kampanii oszczerstw i nienawiści strzelił do prezydenta Gabriela Narutowicza.

Kochajmy się? Do czasu…
Zapytany, czy ma jakąś receptę, by zmienić bieg historii, odpowiedział, że nie ma zielonego pojęcia, co zrobić. Były trzy takie wydarzenia w ostatnich latach w Polsce, kiedy przez moment wydawało się, że będzie przełom – mówił. Po raz pierwszy po śmierci Jana Pawła II, kiedy to nawet kibice Wisły i Cracovii padli sobie w ramiona, potem po katastrofie smoleńskiej, ale z hasła „Kochajmy się” po tygodniu nic nie zostało, a teraz – po śmierci Pawła Adamowicza nawet tygodnia nie było bez hejtu. Co się na tych forach w internecie dzieje! Piszą, że zamordowany został złodziej, lewak, hitlerowiec. Nie wiem, teraz wszystko w waszych rękach, to jest wasze zadanie, żeby z tego dołu, z tej kloaki naród wyprowadzić. Ale, ja sam jestem pesymistą.

Gdańskie i żydowskie
Abramowicz opowiedział młodym ludziom o historii gdańskich Żydów i o ich exodusie w 1938 r., tuż przed wybuchem wojny. Mówił, że nie było żadnego problemu ze strony władz Gdańska, by upamiętnić dziecięce transporty na Zachód. Tak samo jak Wielka Synagoga mogła zostać upamiętniona w formie obrysu w kostce brukowej, udało się też postawić w Gdańsku miniaturową makietę tej świątyni. A kamieniczka, w której kiedyś istniał żydowski teatr, została oznakowana graficznym emblematem. To tylko niektóre przejawy otwartości Gdańska na swoją wielokulturową przeszłość.

Było nie tylko o splataniu się gdańsko-żydowskich losów, ale też o samym pisarzu, publicyście, człowieku teatru, pracowniku Muzeum Narodowego w Gdańsku. Młodzi ludzie mogli się dowiedzieć, skąd wzięły się jego utwory literackie, dlaczego mają taką, a nie inną formę i czy warto po nie sięgnąć. Czasu było zdecydowanie za mało, by temat wyczerpać, a ze zrozumiałych powodów zdominowała go na początku tragiczna śmierć Pawła Adamowicza.

Tekst i fot. Maria Eichler

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.