Posted on: 29 listopada 2014 Posted by: ks. Bartek Rajewski Comments: 0

bartek_rajewskiI NIEDZIELA ADWENTU
I CZYTANIE: Iz 63,16b-17.19b;64,3-7. II CZYTANIE: 1 Kor 1,3-9. EWANGELIA: Mk 13,33-37
Tyś, Panie, naszym Ojcem, „Odkupiciel nasz” to Twoje imię odwieczne. Czemuż, o Panie, dozwalasz nam błądzić z dala od Twoich dróg, tak iż serce nasze staje się nieczułe na bojaźń przed Tobą? Odmień się przez wzgląd na Twoje sługi i na pokolenia Twojego dziedzictwa. Obyś rozdarł niebiosa i zstąpił przed Tobą skłębiły się góry. Ani ucho nie słyszało, ani oko nie widziało, żeby jakiś bóg poza Tobą czynił tyle dla tego, co w nim pokłada ufność. Wychodzisz naprzeciw tych, co radośnie pełnią sprawiedliwość i pamiętają o Twych drogach. Oto Tyś zawrzał gniewem, bośmy grzeszyli przeciw Tobie od dawna i byliśmy zbuntowani. My wszyscy byliśmy skalani, a wszystkie nasze dobre czyny jak skrwawiona szmata. My wszyscy opadliśmy zwiędli jak liście, a nasze winy poniosły nas jak wicher. Nikt nie wzywał Twojego imienia, nikt się nie zbudził, by się chwycić Ciebie. Bo skryłeś Twoje oblicze przed nami i oddałeś nas w moc naszej winy. A jednak, Panie, Tyś naszym Ojcem. Myśmy gliną, a Ty naszym twórcą. Dziełem rąk Twoich jesteśmy my wszyscy.

Są takie momenty w naszym życiu, kiedy zaczyna nam się wydawać, że jesteśmy całkowicie niezależni, mocni, że panujemy nad naszym życiem, możemy je kreować wg naszych projektów, używając własnych sił, pieniędzy, zdolności, wpływów, znajomości. Bogowie własnego życia.

Każdy z nas tak ma. Problem w tym, że nie zawsze to dostrzegamy. Dlatego potrzebujemy takiego czasu, jak rozpoczynający się Adwent. Nie po to, żeby odmówić sobie cukierków czy telewizji, ale po to, by zobaczyć kim dla nas jest Bóg i kim my jesteśmy dla Niego. To o wiele trudniejsze. Potrzeba zatrzymania, ciszy, skupienia, zasłuchania w to, co On mówi. Trzeba w końcu dać sobie czas, czuwać i dać czas Jemu, bo On znów przychodzi do naszego życia.

Może się wtedy okazać, że dostrzeżemy nasz grzech i naszą nieprawość; że zobaczymy, jak bardzo jesteśmy skalani, a wszystko, czego udało nam się dokonać jest bezwartościowe i ohydne, niczym skrwawiona szmata (por. Iz 64,5). Możemy zobaczyć, że już od dawna nie wzywamy Boga, bo wydaje nam się, że Go nie potrzebujemy. „Staliśmy się jakby ci,
nad którymi Ty nie panujesz i którzy nie noszą Twego imienia” (Iz 63,19).  Fakt, to brutalne: jak to – my święci, regularnie obecni na niedzielnej Eucharystii, składający każdego dnia ręce do modlitwy?! To bulwersujące! Tak to my, to ja i Ty, bo do nas Pan kieruje dzisiaj to wstrząsające słowo. My, którzy opadliśmy zwiędli jak liście, a nasze winy poniosły nas jak wicher (por. Iz 64,5). Adwent nie jest tylko dla sąsiada spod trójki, ale dla każdego z nas.

Są też takie momenty w naszym życiu, kiedy jesteśmy całkowicie bezradni, kiedy zaczyna nam się wydawać, że Bóg nas opuścił, pozostawił samych. Sfrustrowani, kompletnie nieporadni, niczym dzieci bawiący się w piaskownicy życia, pogrążeni w rozpaczy, z oczami pełnymi łez, przeświadczeni, iż w tym zepsutym świecie możemy liczyć tylko na samych siebie. Pytamy: gdzie On jest? Gdzie jest nasz Ojciec?

Również i tak każdy z nas ma. Problem w tym, że nie zawsze to dostrzegamy. Dlatego potrzebujemy takiego czasu, jak rozpoczynający się Adwent. Nie po to, żeby odmówić sobie alkoholu czy facebook’a, ale po to, by zobaczyć kim dla nas jest Bóg i kim my jesteśmy dla Niego. To o wiele trudniejsze. Potrzeba zatrzymania, ciszy, skupienia, zasłuchania w to, co On mówi. Trzeba w końcu dać sobie czas, czuwać i dać czas Jemu, bo On znów przychodzi do naszego życia.

Możemy się wtedy okazać, ba! – okaże się wtedy, że jednak nas nie zostawił, że wciąż jest z nami i naprawdę jest naszym Ojcem; my gliną, a On naszym twórcą. Dziełem rąk Jego jesteśmy my wszyscy (por. Iz 64,7). Może się okazać, że On był zawsze, ale to my oddaliliśmy się od Niego, wypełniając wprawdzie rytualne obowiązki katolika, ale rutynowo i bez najmniejszej nawet dozy miłości. Wierzyliśmy, że On jest, ale przestaliśmy Go widzieć i czuć, bo przestaliśmy Mu ufać. Zapomnieliśmy o czymś bardzo istotnym – o zaufaniu. Zapomnieliśmy o Jego obietnicy, w której zapewnia, że ani ucho nie słyszało, ani oko nie widziało, żeby ktokolwiek poza Nim czynił tyle dla tego, kto w Nim pokłada ufność (por. Iz 64,3).

Godzina powrotu Pana jest nieznana. Często uważamy, że może to być zmierzch naszego życia. Może bo być środek nocy, czas gdy duch słabnie, a ciało podlega różnym przyjemnym pokusom. Może to być czas, gdy zabrzmi jakiś sygnał alarmowy. I wreszcie poranek, gdy otwieramy oczy zdumieni, że świat jest albo bardzo piękny, albo odrażająco odpychający. To wydaje się oczywiste, ale co zrobisz, jeśli okaże się, że Pan już tu jest?

Najgorsze, co może nam się przytrafić to brak świadomości Jego obecności: wtedy albo sami stajemy się bożkami, albo ktoś lub coś staje się naszym bożkiem, albo popadamy w rozpacz, bo wydaje nam się, że Go nie ma. Dlatego potrzebujemy czasu czuwania, aby rozpoznawać Boga w znakach Jego obecności, abyśmy nie zapomnieli, kim On jest dla nas i kim my jesteśmy dla Niego. Marana tha! – Przyjdź, Panie Jezu! Amen

comments

Leave a Comment