Posted on: 28 lipca 2014 Posted by: Józefa Hennelowa Comments: 0

tu-i-teraz600

Zdaję sobie sprawę, że coraz więcej obecnych czytelników „Tygodnika Powszechnego” nie może sięgnąć pamięcią do prehistorii, czyli pierwszego (z lat 1945–1953) i drugiego (z lat 1956–1981) „Tygodnika”. I dlatego dzisiaj, trzy dni po jubileuszu 80-lecia ks. Adama Bonieckiego, świętowanego w Krakowie 25 lipca, chciałabym przywołać wspomnienie o innym księdzu, też z „Tygodnika”, tyle że z czasów Jerzego Turowicza.

Ks. Andrzej Bardecki (1916–2001), bo o nim myślę, został asystentem kościelnym w redakcji złożonej ze świeckich zaraz po wznowieniu „Tygodnika Powszechnego” na Boże Narodzenie w 1956 roku. W redakcji pracował jednak od 1951 roku, już za ks. Jana Piwowarczyka, poprzedniego asystenta kościelnego pisma, i był jednym z ludzi nieustannie niepokojonych przez władze, gdy zamykały „Tygodnik” w marcu 1953 roku. Za sobą miał lata heroiczne: dobrowolne zgłoszenie na roboty w Niemczech podczas okupacji –wyzwanie podjęte dla niesienia pomocy duszpasterskiej wywiezionym, pomocy potajemnej i zakazanej. Praca skończyła się aresztowaniem i osadzeniem w obozie koncentracyjnym. W którymś roku, wiele lat potem, otrzymał jakąś odznakę dla zasłużonych, których liczono wtedy w tysiącach…

„Tygodnikowi” służył do roku 1991, kiedy odwołano go z funkcji asystenta kościelnego za coś, na co nie miał wpływu: za dopuszczenie do druku tekstu krytycznego wobec ówczesnego prezydenta, Lecha Wałęsy. Nie było dokoła tej sprawy żadnej głośnej awantury, podobnie jak nie było żadnego święta, gdy otrzymywał swoje wyróżnienie za bohaterstwo. Odszedł cichutko, leży na cmentarzu Rakowickim w zbiorowej kwaterze krakowskich kanoników kapitulnych. Wydał dwie świetne książki o II Soborze Watykańskim: Kościół epoki dialogu (Znak 1966) i Przełom (Znak 1971) oraz pasjonujące wspomnienia pod zastanawiającym tytułem (zaczerpniętym z Antoniego Gołubiewa): Zawsze jest inaczej (współpraca: Janusz Poniewierski, Adam Szostkiewicz, Znak 1995). Szkoda, że nigdy tej książki nie wznowiono. Chyba również mało kto ma już w oczach jego twarz i pamięta o niewyjaśnionej do dziś dnia sprawie pobicia ks. Andrzeja przez nieznanych sprawców w grudniu 1977 roku, co kard. Karol Wojtyła podsumował wówczas słowami: „Ty dostałeś za mnie…”.

Andrzejowi nie urządziliśmy nigdy żadnej „akademii ku czci”, ale każdy z nas, starszych i najstarszych, pamięta jego imieniny obchodzone 16 maja, w święto św. Andrzeja Boboli, u niego w mieszkaniu przy Garncarskiej w Krakowie. Zawsze przy tej samej kawie, przygotowywanej nad umywalką…

comments

Leave a Comment